Z początku prototyp nie działa. Jest paskudny, nudny i wiecznie się wiesza. Żeby znaleźć ludzi chętnych do gry i testowania trzeba się sporo napocić. Kumple migają się, uciekają, wolą grać w gry, które mają na półkach. Potem, po kilku miesiącach pracy prototyp wreszcie działa. Nie wiesza się. Jesteś z niego zadowolony, wiele tygodni, może miesięcy pracy i wreszcie jest – twoja gra działa. Zaczynasz myśleć o wysłaniu prototypu do wydawcy.
Stop. Zanim to zrobisz, trzeba odpowiedzieć na dwa pytania. O pierwszym pisałem poprzednim razem. Dziś drugie.
Czy twoi znajomi – gdy cię odwiedzają – proszą cię o możliwość zagrania w twój prototyp? Czy twoi kumple mówią: „Możemy dziś zagrać w twój prototyp?” Jeśli proszą cię o możliwość gry w prototyp, jest dobrze, ślij go do wydawcy. Jeśli musisz ich namawiać żeby zgodzili się zagrać, weź swój prototyp i wywal do kosza. Nie nadaje się do wydania.
Kilka tygodni temu wróciłem z wakacji. Na wakacjach byłem w Chorwacji, byłem tam ze znajomymi i dużą gromadą dzieci. Znajomi są fanami gier planszowych, w bagażniku oprócz płetw, kąpielówek i masek podwodnych mieliśmy niemałą kolekcję gier. Znajomi wzięli Dominion i Small World, ja wziąłem Neuroshimę Hex, Galaxy Truckera, Dooma, Tichu, Havane oraz prototyp 51 stanu.
W przeciągu całego wyjazdu zagraliśmy raz w Small World, raz w Havanę, pięć razy w Tichu i ponad dwadzieścia razy w 51 Stan. Ani razu nie proponowałem partyjki w 51 stan, za każdym razem czekałem co zaproponują inni. Chciałem sprawdzić jak szybko znudzi im się ta gra, jak duże ma replaybility, po ilu partiach znajomi powiedzą, że już im się przejadła i będą chcieli grać w coś innego. Ani razu nie wyszedłem z inicjatywą gry w 51 stan. A gra wylądowała na stole ponad 20 razy…
Wieczorem ostatniego dnia pobytu na urlopie, Piotr przyszedł do naszego pokoju. Oni już się spakowali, położyli dzieci do łóżek. My też byliśmy już spakowani, dzieci w łóżkach, jutro rano, o siódmej mieliśmy wracać do Polski. Ostatni wieczór wakacji w Chorwacji. Dziesiąta w nocy. „To co, ostatnia partyjka 51 stanu?” pyta Piotr.
„Z chęcią”, odpowiadam.
51 stan jest zwycięzcą. Czuję się z tym świetnie. Mieliśmy ze sobą naprawdę rewelacyjne tytuły, planszową elitę, od Dominiona, przez Small World, po Havanę czy Galaxy Truckera. A jednak wszystkie te gry kurzyły się w Chorwacji. Na stole raz za razem leżał 51 stan.
Na pytanie: „Czy twoi znajomi – gdy cię odwiedzają – proszą cię o możliwość zagrania w twój prototyp?” mogę odpowiedzieć „Tak.” Tak, odesłałem na półkę Small World. Tak, to przez mój 51 Stan Dominion przeleżał cały urlop w walizce. Tak, to przez moją karciankę Havana zaliczyła ledwo jedną partyjkę przez cały urlop.
Tak, 51 Stan był gotów do wydania. Prototyp przeszedł próbę, zmierzył się z gigantami i uwięził ich na półce. Jeśli twój prototyp nie wytrzyma takiej próby, nie wysyłaj go do wydawcy. Nikt nie wyda gry, która jest gorsza od tych już obecnych na rynku. Musisz być lepszy. Musisz zamknąć gigantów na regałach. Musisz wysłać konkurencję na zasłużoną emeryturę.
Ale gdy to ci się uda… Uczucie jest wspaniałe.
„Mieliśmy ze sobą naprawdę rewelacyjne tytuły, planszową elitę, od Dominiona, przez Small World, po Havanę czy Galaxy Truckera”
???
Ja bym sobie nie stawiał aż takich wymagań.
Jeżeli Twoi znajomi chcą ciągle grać w Twoje gryzmoły zamiast obcować ze ślicznie wykonanym eurocacuszkiem, to znaczy że pomysł jest przenajlepsiejszy i nie warto dzielić się nim z pazernym wydawcą.
Leć do banku i zamiast biznes planu do wniosku kredytowego dołącz swoje gryzmoły.
P.S. Skoro wydawcy nie wydają ,,niczego gorszego” to czemu narzekamy na coraz bardziej wtórny rynek i brak pomysłów?
a ja nie w temacie posta grałem w 51st dwa razy już i gierka wymiata znowu poczułem to co przy nx. Moje gratulacje gierka wymiata. Tania, szybka, dużo możliwości fajna fabuła jak dla mnie 10/10. Już nie mogę się doczekać dodatku do strongholda :)
No tak Ignacy – ale prototyp 51 Stanu miał już wypasione grafiki – nie sądzę żeby znajomi chcieli grać w grę jakby to były białe kartki z niebieską i czerwoną belką i ikonami.
Nie każdy ma wydawnictwo i grafików pod bokiem. Niestety inni autorzy będą mieli ręcznie zrobione prototypy – z prostą grafiką, a nie oszukujmy się – prezentacja jest bardzo ważna w naszym hobby. Gdyby nie piękny prototyp 51 Stanu woleliby pewnie zagrać w Havanę czy Galaxy Truckera.
Yosz, nie zgadzam się z Tobą. Prototyp Pret-a-porte, na którym gramy w Gliwicach jest paskudny jak noc.
Gracze chcą weń grać.
Mogę rozważać produkcję.
yosz: jeżeli grali w ten prototyp w jaki ja grałem – to on był tak paskudny że…. ;) kilka plam atramentu na wycinankach (krzywych!) z kartonu ;)
Odwróćmy sytuację. 51 Stan już istnieje, a twórca zaprojektował grę o nazwie Dominion. Zabiera ją do Chorwacji i na inne spotkania. Niestety wszyscy chcą grać tylko w 51 stan. Dominion powinien pójść do kosza? ;)
asiok: Ignacy napisał że wrócił kilka tygodni temu – wnioskuję że miał ten sam prototyp co na Kaszubkonie który był bardzo ładny i miał prawie finalne grafiki
Ignacy: ok. Na spotkaniach w Monsoonie tez ludzie chcą grać w nasze prototypy chociaż mogliby grać w coś innego, bo lubią testować, bo lubią nas itd itp – to nie to samo co pokazanie gry komuś obcemu, kto się zachwyci grą tak że wyrzuci wszystkie gry które już posiada.
Rozumiem przesłanie artykułu ale znowu nie do końca się z nim zgadzam. Czasem prorotyp to jest niedoszlifowany diament – nie musi zwalać z kolan. Dobry i profesjonalny wydawca będzie umiał znaleźć w prototypie drzemiące pokłady na hit – czy tak nie było np z Basilicą? Jako zainteresowany wydawca zacząłeś grę zmieniać bo widziałeś w niej potencjał prawda?
Dlatego autorzy nie bójcie się wysyłać swoich prototypów do wydawnictw nawet jeżeli Wasi znajomi wolą pograć w Race’a, Dominiona czy Caylusa zamiast w Wasz prototyp :)
Wiesz, pewnie prawda leży po środku. Ja dostaje bardzo często takie prototypy, że o ratunku :( Dlatego zachęcam do tego, by jednak mieć pewność, że to fajna gra jest i że ktoś chce w nią grać, a nie naskrobać nieco reguł i sru mailem do wydawnictwa ofertę wydania :(
No oczywiście :) Przede wszystkim trzeba testować w różnych gronach osób i poprawiać i testować.
I słuchać testerów ;)
@Trzewik – piszesz o 51. Stanie porównując go do gier których już pewnie macie przesyt (Dominion), lub które w ogóle z nim nie konkurują (reszta). Tutaj widzę pewien błąd poznawczy ;). Ale zgodzę się z Tobą całkowicie, że jeżeli ludzie chcieli grać w prototyp 51. Stanu to był to sukces i oznaka, że gra jest dobra. Ale oprócz tego, że 51. Stan to dobra gra może to wynikać również z tego jaka to kategoria. 30-minutowa (nie lekka) karcianka. W tej kategorii mamy Dominion, RfTG, 7 Wonders (za chwilę) i przy wszystkich można powiedzieć to samo. We wszystkie te gry ludzie pewnie chcieli grać w prototypy zamiast coś innego (na pewno było tak w przypadku Dominiona), gdyż były to dobre, krótkie karcianki. Twoje twierdzenie niestety upada w przypadku cięższych tytułów, gdyż testowanie ich to o wiele cięższa i bardziej pracochłonna robota, po której nie można powiedzieć: o… mamy jeszcze 20 minut… to spróbujmy jeszcze raz. Tak więc zależy dużo od gry.
Druga sprawa. Twoje stwierdzenie upada w zderzeniu z setkami wtórnych, przeciętnych, czy beznadziejnych gier, które wychodzą co roku. No ktoś je jednak wydaje :).
Trzewik sugeruje, że trzeba zrobić dobrą grę, potem wysłać ją do siebie i wtedy istnieje szansa, że projektant ją wyda:)
trzeba przy tym zawsze nosić ze sobą trochę przeciętnych tytułów, żeby testerzy nie mieli za wielu alternatyw ;)
Kto widzi, że Trzewik gra w grę? I oczywiście chce ją wygrać, heh ;)
Może nawiąże do tematyki sportowej z pierwszego felietonu.
Był kiedyś taki dowcip o trenerze (wtedy klubu piłkarskiego FC Barcelona)Luisie Van Gaalu – dzisiaj pasowało by jak ulał do Jose Mourinho.
Przychodzi Van Gaal do lekarza i mówi:
Panie doktorze ludzie mówią że jestem pyszny.
Lekarz na to: Proszę opowiedzieć od początku.
Louis- Na początku stworzyłem Niebo i Ziemię
:)
Wolałbym żeby ktoś inny chwalił autora gier niż on sam.
Przychodzi Trzewiczek do lekarza i mówi:
– Panie doktorze ludzie mówią, ze jestem pyszny.
Lekarz na to:
– Proszę opowiedzieć od początku.
Trzewiczek odpowiada:
– Na początku stworzyłem Niebo i Ziemię, ale zapomniałem o powietrzu do oddychania. Serdecznie wszystkich przepraszam, a tutaj mam PDF z wzorem chemicznym powietrza do ściągnięcia ze strony wydawnictwa.
Chyba się niektórym PYCHA z PASJĄ pomyliła.
Zabawne te kawały :/
Wydawało by się, że planszomaniacy znają Ignacego, znają jego styl – bardzo kolorystyczny. Znają jego skróty myślowe – które często w tekstach stosuje. Odwoływanie się do pychy jest tu bardzo niesmaczne :(
Nie było moim celem obrażanie Trzewika tylko zwrócenie właśnie uwagi na styl. Nie znam go, tak jak wielu z Was, więc oceniam go tylko pod kątem tego jak pisze swoje felietony. Nie umiem przeczytać między wierszami tego co jego przyjaciele.
Mam wrażenie że autor zyskałby większą sympatię unikając chwalenia samego siebie.
@SaBestian
No własnie pokaż mi paluszkiem (bom ślepy), gdzie w tych felietonach Trzewik chwali samego siebie? Ja widzę tylko, że jak każdy twórca chwali swoje dzieło. Przejaskrawiając? Wyolbrzymiając? Nie będąc obiektywnym? Wolno mu, bo to jego dziecko.
Ja nie zakładam, że Trzewik jest pyszny itd., bo go nie znam osobiście, tak więc jego styl mi nie przeszkadza i bardzo fajnie mi się czyta takie felietony. Przekonałem się już jednak dlaczego nikt z autorów takich rzeczy nie piszę. Ba. Większość „wielkich” autorów siedzi cicho i zgrywa introwertyków, co z ludźmi gadać nie potrafią. Jak widać czasami mają rację, bo jak się jakiś wychyli to od razu wyrywają się do rzucania kamyczkami. Tak więc chyba jednak lepiej siedzieć cicho, być nieosiągalnym i spokojniutko sobie gry projektować… niestety…
@SaBestian: Czyli osoba, która jest dumna ze swojej pracy i chce to pokazać innym jest chwalipiętą? Super! Życzę światu więcej takich ludzi.
Można się nie zgadzać z Trzewikiem i to uargumentować, ale wycieczki w stylu takich żarcików to tylko niezbyt trafny sposób na wyrażanie swoich frustracji :/
Konev -> a może nie tyle trzeba być cicho, co po prostu mieć absolutną pewność, że nie pisze się na wyrost, hm?
Trzewikowe felietony czyta się znakomicie. Pomimo prób autorów gier, którzy niejednokrotnie zamieszczali na GF własne 'Designer’s Diaries’, żadnemu nie udało się doskoczyć do poziomu jego pióra.
Rzecz w tym, że trochę blado brzmią później te emocjonalne felietony o Strongholdzie w kontekście faktu, że występuje sytuacja, w której lepiej poddać twierdzę niż bronić się dalej, czy w kontekście niedopracowanej instrukcji.
Słabo brzmią trzewikowe porady dla autorów gier, w kontekście – znowu – nieszczególnie jasnej instrukcji i braku żetonów 51 stanu.
O to chodzi.
Czy lepiej zatem nie pisać w ogóle?
Pisać! Pisać jak najbardziej!
Ale też pamiętać, że rozbudzone tym pisaniem oczekiwania przełożą się na ekonomiczny sukces w przypadku gdy gra je spełni, albo też na wielokrotnie silniejsze narzekania i niezadowolenie, gdy gra (lub jakoś jej wydania) okażą się niezadowalające.
Więc to jest obosieczna broń. Niestety.
Tak naprawdę pod przykrywką porad dla projektantów Trzewik ,,sprzedaje” swoją grę.
Folko był w poradnikach skromny, szczery i bezinteresowny. Trzewik po prostu się przechwala. Może i on tak ma na co dzień.
Ale dlaczego ma to być usprawiedliwienie?
Samo pisanie do amatorów, że jeśli coś nie jest takie czy siakie to nie zawracajcie ,,nam wydawcom” głowy, jest wyraźnym podkreśleniem że w środowisku jest się osobą wyznaczającą normy właściwego postępowania. Jeśli to nie jest pycha, to co nią jest?
P.S. Nie siadłem do prototypów od pół roku.
Nie pamiętam już prawie, że kiedyś chciałem
coś stworzyć. Nie zżera mnie frustracja.
Życie nie kończy się z krawędzią planszy.
@Odi
To widocznie ja jestem dziwny. Jestem dziwny, bo chciałbym od czasu do czasu przeczytać z przymrużeniem oka felieton o tworzeniu gier planszowych pisany z pasją, polotem, fantazją, przejaskrawiony, wyolbrzymiony, z którego można wywnioskować, że tworzenie gier planszowych to wspaniałe zajęcie, najlepsze na świecie, bez wad, dające mnóstwo satysfakcji i radości, bez tych wszystkich problemów wydawniczo/produkcyjno/marketingowych. Tak jak uwielbiam oglądać filmy Burtona, Finchera, czy wiele innych: Big Fish, Marzyciel, Ciekawy Przypadek Benjamina Buttona, czy choćby Forrest Gump. Tak jak uwielbiam czasami, w normalnej rozmowie ze swoją 4-letnią córeczką nagle zacząć opowiadać niestworzone historie. Magiczne. Niemożliwe. I obserwować jak zaskoczona słucha mnie uważnie jak dziecko. Całą sobą. Z otworzoną buzią i skupioną całą uwagą, aż do końca. A gdy skończę jeszcze chwilę patrzeć na mnie po czym dopiero wtedy uśmiechnąć się szczerze od ucha do ucha dając do zrozumienia, że właśnie się zorientowała, że to była tylko bajka.
Tak samo czytam felietony Trzewika. Niczym bajarza. Mam gdzieś, że są pisane na wyrost i czasami rzeczywistość jest bardziej brutalna. Jak będę chciał czerpać wiedzę na temat pisania perfekcyjnej instrukcji, czy doliczania się żetonów w pudełku to wezmę sobie instrukcje produkcyjną, albo normę jakości.
@dominusmaris
Pod jaką przykrywką? Ja tutaj żadnej przykrywki nie widzę. Wszystko jest wyłożone na tacy tak, że średnio rozgarnięty czytelnik Onetu się domyśli, że są to artykuły promocyjne.
Folko był taki, a Michał Stajszczak był taki, a Stalker i Yosz w swoich pamiętnikach projektanta byli tacy, a Dominusmaris jest taki. A tak w ogóle szkoda, że wszyscy nie są tacy, bo łatwiej by było świat zrozumieć, jak by wszystko było takie, a nie takie, takie i takie.
Jeżeli Trzewik jako wydawca nie może pisać z perspektywy wydawcy czym nie należy wydawcom zawracać głowy, to bądźże konsekwentny i napisz: jakim prawem Folko jako autor pisał, co mam robić, żeby grę stworzyć? Jakaż pycha przez niego przemawia, że śmie pisać, że śmie radzić mi, mistrzowi tworzenia gier, jak się robi gry? Rozumy pozjadał wszystkie?
Muszę się chyba zgodzić z Twoim stwierdzeniem, że nie zżera Cię frustracja. W końcu nie siadłeś do tworzenia od pół roku. Nie pamiętasz, że chciałeś kiedyś tworzyć gry planszowe. Dzisiaj już tylko odtwarzasz. Jak najbardziej dominusmaris frustracja Cię nie zżera. Nie zżera Cię, bo jak widać już Cię całkowicie zżarła.
Czasami Trzewik pisze głupoty. Przesadza. Fantazjuje. Wolę jednak samemu nauczyć się czytać jego felietony i je właściwie rozumieć niż zmuszać go do wrócenia do szeregu i pisania tak jak wszyscy. Tak jest po prostu bardziej ciekawie. Co kto lubi.
OK. Jasne. Tu żarty, tam przejaskrawienia. Ale kiedy zostaną rozesłane nabywcom arkusze z brakującymi żetonami do 51. Stanu?
Konev -> Trzewik nie jest Forsestem Gumpem, którego się miło i z rozrzewnieniem oglądało. Trzewika – owszem – miło i z rozrzewnieniem się czyta, ale problem pojawia się, kiedy wchodzisz z Trzewikiem w relacje biznesową (kupujesz jego produkt).
Bo wtedy przestajesz go traktować jako 'bajarza’ a siebie jako 'słuchacza z rozdziawioną buzią’, a zaczynasz (zgodnie zresztą ze zdrowym rozsądkiem), jego jako producenta, siebie jako konsumenta.
I tu chodzi o ten dysonans, między Trzewikiem 'bajarzem’, a Trzewikiem 'producentem’. Ten drugi nie potrafi osiągnąć bardzo wysokiego poziomu, jaki osiągnął ten pierwszy, a wszystkie różnice są tym bardziej widoczne, zwłaszcza w naszym – wymagającym środowisku.
@konev- Nie rozumiem dlaczego rezygnacja z tworzenia gier dowodzi, że zżarła mnie frustracja? Po prostu nie mam na to czasu.
Może trochę tego żałuję, ale nie sprawia to że zazdroszczę tym którzy mogą to robić.
Nadal mam ciekawe życie, zapewniam.
Folko dawał rady merytoryczne. Nie było w nich emocjonowania się własnymi dziełami.
Pisał po prostu jak wygląda jego warsztat, jakie ,,procedury” stosuje.
Ignacy tytułuje swoje felietony ,,Zanim wyślesz prototyp do wydawcy”.
Jednoznacznie sugeruje że będzie w tym jakaś rada dla projektanta. Potem okazuje się że radą jest zbadanie czy my i nasi znajomi jesteśmy równie mocno podnieceni naszym dziełem jak Trzewik i jego przyjaciele 51.stanem.
Tego typu emocje są sprawą bardzo subiektywną, nawet patrząc na grupę kilku osób. Mój DM bardzo się podobał moim ,,niegrającym” kolegom a tu okazał się klapą.
Innymi słowy taka rada to żadna rada, tylko okazja do zachwytów nad 51.st.
Nie mam o to wielkich pretensji do Ignacego. Po prostu nie podoba mi się takie działanie.
No właśnie Odi z Twojego pierwszego zdania wynika całe poplątanie z pomieszaniem. Ty nie wchodzisz w relacje biznesową z Trzewikiem, a z Portalem. Wydawnictwem, które zatrudnia kilka osób, które zleca różne rzeczy podwykonawcom, gdzie obowiązują określone (lub nie) procedury itd. Dla mnie felietony to felietony, a Portal to Portal. Jechanie po felietonach Trzewika, bo Portal dał ciała jest nie na miejscu. Jak zdarzyło mi się kilka razy popełnić błąd w pracy (raz firma straciła kilkadziesiąt tysięcy), to nikt prywatnie do mnie nie podchodził jak do idioty. Po prostu błędy się zdarzają. Jaki ma związek błąd w produkcji z felietonami Trzewika? Ma jakiś jeżeli ktoś koniecznie chce sobie pojeździć. Wchodzi na GF, wyszykuje posty Trzewika i zaczyna się jazda polska.
I na Boga kto powiedział, że Trzewik ma być dobrym menadżerem? Ja wolę by był dobrym autorem, a jeżeli nie może pogodzić tych dwóch rzeczy, to może z aktualnych problemów wyciągnie jakieś wnioski i inaczej się robotą w Portalu podzielą.
@dominusmaris
Oczywiście, że rezygnacja z tworzenia nie dowodzi, że zżarła Cię frustracja. Natomiast rezygnacja z tworzenia połączona z Twoimi wypowiedziami dotyczącymi tworzenia gier na GF i forum już jak najbardziej tego dowodzi.
Folko dawał rady merytoryczne. Trzewik daje rady duchowe. Ma Ci Trzewik procedurę napisać co masz zrobić, by mieć pasję do tworzenia gier? Satysfakcję? Radość? Wypunktować ma to? Może stworzyć jakiś obiektywny wzór na emocję, który pozwoli w końcu wydać DM?
Nie rozumiem po prostu jak można się czepiać stylu (można wniosków) Trzewika, że jest zbyt „nieobiektywny i emocjonalny” jeżeli On się z Tym nie kryje i jego felietony kipią emocjami. Czy wy kurcze samymi procedurami żyjecie i faktami?
@konev- DM to były gry tworzone w konkretnym celu. Pierwsza na konkurs w magazynie ,,Gry Planszowe”, druga jako wkładka do CD-Action. Kiedy magazyn upadł, starałem się gotową już grę ,,upchać”
w jakimś wydawnictwie. Gdy to się nie udało, nieco zmienioną wersję starałem się sprzedać jednej z wielu gazet (nie tylko CDA). Gdy i to się nie udało zamieściłem swoje ,,dzieła” na WWW. Koniec pieśni.
Jeśli chodzi o moje komentarze na forum ,,pomysły i idee”, to nie są wynikiem frustracji a doświadczenia. Kiedyś byłem urażony tym, że nikt mnie nie chwali za fajne pomysły. Dziś czytając pomysły innych widzę, że nawet jeśli pomysł jest świetny to na etapie projektanckiego bajania nie ma jeszcze czego chwalić. Teraz to widzę i czuję że byłem śmieszny (jeśli nie żałosny) jeszcze niespełna rok temu. Staram się uświadomić to nowym ludziom, bo przykro dojść do takich wniosków po kilkunastu czy więcej ,,publikacjach”.
Moja uwaga o pysze Ignacego nie odnosi się do niego jako osoby. Myślę że jako człowiek ma o sobie umiarkowanie pozytywne zdanie. Zachwyty nad własnymi dziełami uważam za jak najbardziej dopuszczalne, ale jakoś oba felietony o 51.st przekroczyły granicę mojego komfortu. Stąd krytyka.
Twoje upieranie się przy mojej frustracji zupełnie mi ten komfort zburzyło.
Dzięki za taką rozmowę.
1. A kim jest Trzewik w wydawnictwie Portal? Kolegą i znajomym królika?
2. Skoro felietony Trzewika dotyczą Jego najnowszej gry oraz ilustrowane sa okładką Jego najnowszej gry, to mogę chyba przypuszczać, że poza przekazywaniem ’emocji’ sa równiez bardzo ciekawą, bardzo elegancka, ale jednak – reklamą
3. Błąd nie wyniknął z błędu drukarni (jak w przypadku Orła i Gwiazdy, gdy żetony nie zostały dosztancowane odpowiednio i wydawca jak zobaczył pierwsza partię, to się załamał). Błąd wyniknął z tego, że popełniono pomyłkę w procesie testowania gry, a potem zbagatelizowano jej wpływ na jakość rozgrywki i świadomie dopuszczono taki materiał do wydania (tak odczytuję trzewikowe wyjaśnienia pt: 'Może być ciasno przy czterech osobach, ale nie dało się inaczej rozplanowac tych żetonów’). Podczas gdy felietony trąbiły o tym, jak to świetnie gra jest przetestowana, i jakim to znakomitym pomysłem jest napędzana, wykonanie okazało się wadliwe. Ale to jest pikuś, tak naprawdę. 80-90% głosów negatywnych dotyczy sposobu rozwiązania (nierozwiązania) tego problemu.
I tak, część osób z pewną złośliwością wskazuje na fakt, że oto autor tak znakomitych i błyskotliwych porad, nie potrafi sam sobie doradzić w kwestii kontaktu z klienatmi i wsparcia produktu po jego sprzedaży. I to już drugi raz z rzędu.
Nie robią tego dla własnej satysfakcji, tylko dlatego, że są konsumentami. I mają prawo domagać się spełnienia oczewkiań, skoro te oczekiwania zostały tak bardzo rozbuchane.
Szkoda, że ta pasja, którą widać w felietonach, najwidoczniej nie przekłada się na pasję w kontakcie z klientem.
Brakuje komunikacji i jasnej (albo nawet niejasnej) deklaracji rozwiązania problemu. Kazdy kolejny krok jest spóźniony.
Ewidentna spirala sytuacji kryzysowej, której Portal nie potrafi rozwiązać.
No, chyba że ma graczy gdzieś – w końcu na liście bestsellerów Rebela 51 stan zajmuje wciąż 1 miesjce. Czyli gra sie sprzedaje i problemu nie ma.
Okreslanie wszystkich krytycznych głosów mianem 'polskiej jazdy’ uważam za bezsensowne odtwarzanie naprawdę nudnej, zgranej płyty, i argument na poziomie twierdzenia: 'A Każdy Warszawiak to cwaniak, a każdy Poznaniak to wcina tylko pyry’
Zresztą, Portal własnie ogłosił, że wypraska zostanie dosłana :)
O tydzień za późno, ale zawsze. Mam nadzieję, że Portal wyciągnie wnioski na przyszłość
Mysle, że możemy sobie wszyscy podziękować, że jako konsumenci mamy taki znaczący wpływ na rynek ;]
Dla mnie – EOT :)
Nie powinienem upierać się przy tej frustracji. Nie znamy się. Może być tysiąc i jeden powodów dlaczego piszesz takie, a nie inne komentarze i odbierasz tak, a nie inaczej felietony Trzewika. Nie powinienem tego robić.
Czytam definicje wiki frustracji: Frustracja (łac. frustratio – zawód, udaremnienie) – zespół przykrych emocji związanych z niemożnością realizacji potrzeby lub osiągnięciu określonego celu. Frustracja może być na przykład reakcją na przeszkodę w osiąganiu celu, do którego się dąży.
Czytam kolejny akapit w Twoim komentarzu o DM i jak to nie udało jej się wydać. Przypominam sobie mnóstwo Twoich wypowiedzi nawiązujących do DM. Patrzę na Twój nick prowadzący do DM. Czytam Twoje uszczypliwe, ironiczne i pesymistyczne komentarze tutaj i na forum skierowane do początkujących twórców. Z tego wszystkiego wyciągam jakieś wnioski, gdyż tylko to mam. Jeżeli popełniam błąd i urażam Cię wmawiając Ci frustrację, za co należą Ci się przeprosiny, to choć przez chwilę zastanów się, czy Ty nie popełniasz tego samego błędu i na podstawie tylko felietonów wmawiasz Trzewikowi pychę? I czy jemu też w tym momencie nie należą się przeprosiny?
Odi: Ad.2 – okładkę dodałem ja kierując się tym że na BGN też była dodana. Sam Ignacy jak napisał felieton puścił go bez okładki – ale ponieważ jest o 51Stanie i łyso wyglądało to taką okładkę wstawiłem ja osobiście :)
Dziękuję Portalowi za pozytywne załatwienie sprawy.
No wreszcie znalazł się winny całego zamieszania: YOSZ!!! ;]
Starałem się uargumentować swoje opinie i raczej nie byłem zbyt radykalny w ocenach.
Dlatego przepraszanie byłoby raczej wycofywaniem się z opinii niż łagodzeniem
atmosfery. Zdania nie zmieniłem, ale jeśli odbiorę sygnał, że komuś sprawiłem przykrość to oczywiście rozważę ewentualne przeprosiny.
High life, Bon ton, Savoire Vivre, Pardon :)
Nie wiem Odi. Może ja się czegoś ostatnio naćpałem i nie jestem obiektywny. Ta dyskusja też mnie już męczy. Chyba każdy z nas powiedział co miał powiedzieć.
Portal popełnił błąd. Naprawił go. Przeprosił.
Moim zdaniem wiele osób także popełniło błąd zbyt emocjonalnie podchodząc do całej sprawy. Niepotrzebnie nakręcając się, przypisując złe intencje, oskarżając.
Zobaczymy jak cała sprawa będzie odbierana po Essen. Jak gra wejdzie na rynki zagraniczne.
Na felietony Trzewika czekam dalej. Nie widzę w nich pychy, a pasję.
Może nawet przy któryś sobie jeszcze podyskutujemy ;).
Ależ ja też czekam na jego felietony! :)
Tylko wiesz… Czasem rzeczywiście mam wrażenie, że ta pasja – o której mówisz – jest jakas taka… sztuczna.
Np felietony o Strongholdzie – znakomite, wspaniałe, napakowane emocjami. Naprawdę czułem,że trzewik zrobił grę, na którą zawsze czekałem, i że włozył w nią wszystko, co miał w sobie najlepszego.
A potem gdzies indziej czytam, że właściwie to Strongholda to on nie lubi, i ze to po prostu była praca (cytat niedosłowny, sens w miarę zachowany – będę wdzięczny, jeśli mnie ktoś poprawi)
W przypadku 51 stanu, najpierw takie napakowane kumpelstwem i życzliwością felietony, z przymrużeniem oka traktujące testerów, a potem… jakieś nagłe załamanie kontaktu, nieumiejętność rozwiązania problemu, komunikacji z klientami…
Hm
Zgodzę się z Odi’m, a także z DM, bo podobne wrażenie odniosłem czytając felietony Trzewika. Stylistycznie dobre, pełne pasji, wesołe, ale jednak „przemycające” myśl, że jego gra jest najlepsza na świecie, a niestety takie przekonanie autora niekoniecznie przekłada się na realia. I to co słusznie ktoś wskazał – w felietonie Folko nie było krzty podobnych rzeczy, a jednak ja jemu bardziej wierzę i jestem skłonny kupić od niego produkt. Pod tym względem Trzewik przypomina mi nachalnego akwizytora, który nie zważając na tabliczkę z napisem: „Akwizytorom wstęp wzbroniony” wpycha się na siłę i od progu wrzeszczy, że jego produkt jest najlepszy, wpycha Ci go w ręce, a potem znika i kiedy nagle okazuje się że z produktem jest coś nie tak, mamy marne szanse na zmianę tego stanu.
Osobiście uważam, że gdyby nie cała ta wrzawa, to sprawa zostałaby wyciszona, a raczej „wymilczana” przez wydawnictwo. Fajnie, że sprawa została załatwiona, ale była to kwestia napisania paru cierpkich słów i powiedzenia otwarcie pewnych rzeczy. Widocznie po prostu nie dało się inaczej uświadomić wydawnictwu pewnych rzeczy.
A swoją drogą polecam jeden z najlepszych Design Diary jaki czytałem, a jego autorem jest Bowen Simmons (autor Napoleon’s Triumph i Bonaparte at Marengo):
http://www.simmonsgames.com/products/Gettysburg/Diary.html
Mam nadzieję, że jeszcze w tym roku jego najnowsza gra ujrzy światło dzienne.
Nareszcie. Po mękach i cierpieniach kolejne arcydzieło Trzewika zostaje ukończone. Ja wiem że zaraz mnie powyzywacie i rozerwiecie na małe kawałeczki ale żaden twórca mnie tak nie irytuje jak on. To pewnie przez to samouwielbienie, które już dawało się wyczuć w „graj z głową” a teraz już totalnie ogarnęło naszego sztukmistrza. Poza samą grą bardzo istotne jest samo wykonanie. Stworzyłem prototyp gry na zwyklych kartkach, na żetonach były jedynie napisy ew. podkreślone flamastrem i gra sie zabardzo nie podobała. Posiedziałem 2 noce wyszukując grafiki wydałem te 20 30 zł w drukarni zakupiłem gruby karton i zrobiłem w zasadzie to samo tylko w sposób 100 razy lepszy i nie uwierzycie … gra się nawet podobała. Oczywiście nie był to taki szok jak gry naszego Leonarda ale zaczęła się podobać. Więc kiedy czytam jakiś komentarz ze na Trzewiku wieszają psy jaki on biedny i tak dalej to chce mi się śmiać, bo prawie na pewno posiada on ekipe rysowników ktorzy już we wczesnych fazach tworzenia kreują mi grafike. I wogóle stał się on taką hmmm Świętą krową o której złego słowa nie można powiedziec :) ale cóż, to tylko moje zdanie i możecie się nie zgodzić :). Przynajmniej wiemy ze wakacje się udały : >
pozdrawiam :)
Bartoszeg
aaaa i jeszcze dodam iż czytając sage na temat tworzenia strongholda liczyłem na coś naprawde rewelacyjnego ale gra w której w czasie tury przeciwnika możesz iść zmywać zdecydowanie nie jest taka fajna :((
@bartoszeg02 – czy Ty w ogóle grałeś w Strongholda? Bo można wiele powiedzieć o tej grze, ale na pewno nie to, że w czasie tury przeciwnika można iść zmywać. Przecież tam tura przeciwnika trwa bardzo krótko, bo po każdym wydaniu klepsydr – rusza się na chwilę obrońca. Wyjaśnisz mi tę zagadkę?
Jak grałem z Grzesiem to przez 5,5 h do kibla się bałem wyjść, żeby się nie odrywać od tematu i utrzymać w koleinie myślowej do prowadzącej do zwycięstwa.
Na Strongholda są dobre jednorazowe kubki i talerzyki. ;)