Home / News / Obowiązkowe szachy w podstawówkach!

Obowiązkowe szachy w podstawówkach!

Tytuł jak z najlepszego brukowca. I dopiero rozwijając wieść dowiecie się, że to tylko pomysł, że komuś się podoba a komuś nie i w zasadzie nie jest nawet na początku drogi legislacyjnej, a jedynie w wyobraźni dziennikarza :).

A chodzi o artykuł w Gazeta Poznań, w którym mistrz świata w szachach heksagonalnych (dobrze, że nie w tych ze Star Treka) i komitet obywatelski przekonują, że szachy należy wprowadzić obowiązkowo do najmłodszych klas podstawówki. Oczywiście pomysł jest totalnie utopijny, zresztą o takich inicjatywach słyszy się od wielu lat w sezonie ogórkowym, więc trudno brać to na poważnie. Szachy mają swoje niepodważalne zalety – sam chodziłem w podstawówce na kółko szachowe i bardzo to sobie chwaliłem – jednak logistycznie jest to nie do przeforsowania (kto? za ile? kiedy? co wywalić, aby zrobić miejsce na szachy?).

Natomiast właśnie fakt, że co kilka lat słyszę taką tezę, by szachy / warcaby / planszówki wprowadzić obowiązkowo do szkół szalenie mnie irytuje. Dlaczego właśnie szachy? Z pewnością niepodważalne zalety ma także kickboxing (zdrowie, kondycja), gra na harfie (empatia, słuch) czy szydełkowanie na czas – jakoś nikt nie forsuje wprowadzenia ich do podstawówek. Czy jakichkolwiek innych z tzw. zajęć nadobowiązkowych. Jedno dziecko lubi szachy, drugie będzie świetnym skoczkiem – dumą całej Polski, po co na siłę wciskać w nie jeszcze więcej? Oferta kółek zainteresowań, klubów sportowych, itp. powinna  być mocno rozwijana i obejmować jak najwięcej możliwości – jednak przed każdym przymusem będę się wzdragał.

Dzięki za info Banan.


 

Facebook Comments

37 komentarzy

  1. Ja jestem za. Szachy niewątpliwie rozwijają intelekt. Na pewno znacznie bardziej niż wykucie na pamięć budowy pantofelka.

  2. Ponieważ wydaje się, że nauka gier takich jak szachy, go, brydż pomaga w większym stopniu rozwinąć zdolności umysłu dziecka. I bardzo pozytywnie wpływałoby to na inne normalne nauki w szkole.

    Mówisz czemu nie kickboxing? Ale przecież jest wf na którym się dzieci rozwijają nie fizycznie. Czemu nie gra na harfie? Mamy muzykę, na której wydaje mi się że może nie harfa ale flet już jest obowiązkowy. Nie wiem po co Ci szydełkowanie na cas więc pominę 😉

    Ja tam bym mocno klaskał jakby ktoś w końcu skutecznie przeprowadził pomysł gier umysłowych w szkole. Niekoniecznie wszystkim obowiązkowe szachy ale możnaby stworzyć katalog dopuszczalnych gier i niech sobie szkoły wybierają (mieszają) co im się podoba.

  3. EE, bez sensu. Każdy przymus jest zły – widzieliście ile już w tej chwili zajęć mają dzieci w podstawówkach? Dołożenie jeszcze jednych to masakra. Wydaje mi się, że lepiej dorzucić jakiś język.

  4. Moim zdaniem dzieci maja za mało zajęć w szkole. Wracają do domu o 13 i co robią? Oglądają brutalne bajki w telewizji lub rozjeżdżają staruszki na kompie. Oczywiście generalizuję; wiem, że są dzieci, które czytają książki, malują figurki lub grają w domu w szachy. Jednak większość tego nie robi. Jakby dzieci miały więcej zajęć do wyboru, nieobowiązkowych, w szkole, to uważam, że byłoby to z pożytkiem dla całego społeczeństwa. Zajęciami pozalekcyjnymi mogą być nie tylko szachy czy kółko planszówkowe, ale też kickboxing, garncarstwo, hafciarstwo czy bóg wie co jeszcze nauczyciele wymyślą.

  5. szydełkowanie mają dziewczyny na ZPT 😉 ja bym wywaliła godzinę wychowawczą (na której nic się nigdy nie działo) i w zamian za to dała szachy 😀

  6. E tam, jakby zamiast jednej lekcji matematyki w tygodniu zrobić porządne kółko szachów/brydża/Agricoli/jeszcze-czegoś-tam, to by dzieciakom na dobre wyszło. O, albo łacina (Banach miał kiedyś powiedzieć, że matematyka to za ostre narzędzie, żeby dawać dzieciom do zabawy, a jak chcemy uczyć je logicznego myślenia, to uczmy łaciny).

  7. @steady Cały system edukacji opiera się na obowiązku i przymusie.

    Nie wiem czy szachy są dobrym pomysłem. Ale uważam, że języki obce są złym. Uczenie dwóch języków obcych uważam za marny pomysł (a szczególnie w podstawówce!). Więcej niż dwa języki obce to absurd. Koniec końców dziecko nie zna żadnego – wliczając w to niestety ojczysty.

  8. @mbork: miałem łacinę przez trzy lata w liceum i jak dotąd ani razu mi się nie przydała w życiu choćby w najmniejszym stopniu.

  9. noo oprócz wkuwania nazw łacińskich różnych roślin i zwierząt na studiach. Ale do tego znajomość języka nie jest potrzebna

  10. Adam – bzdura! Im wcześniej jest, tym łatwiej jest nauczyć się języka, szczególnie kilku. Więc absolutnie kolejny język jest przydatny. Jakość nauki to już inna sprawa, ale to dotyka chyba wszystkich przedmiotów w szkołach.

  11. No tak, a jak to wygląda z perspektywy nauczyciela?
    Ja uwielbiam gry towarzyskie. Nawet miałem ochote zrobić koło zainteresowan w gimnazjum, gdzie uczę min. matematyki. Ale presja jaką dzisiaj wywierają na nauczycieli rodzice, dyrekcja i całe media, a poza tym presja rozliczen nauczycieli za egzamin gimnazjalny sprawia, że takie pomysły niemal nigdy nie ujżą światła dziennego. Jak nauczyciel ma do wyboru:
    a) poprowadzić (oczywiście społecznie, bo kasy na to nie ma) zajęcia przygotowujące do egzaminu gimnazjalnego
    b) koło gier planszowych,
    to wybierze niestety to pierwsze. Dlaczego? O tym pisałem wyżej. Niech dziecko jakiegoś nadufanego rodzica słabo napisze egzamin gimnazjalny, to całą winą obarczy się nauczyciela. A gdyby nie daj Boże jeszcze prowadził jakies on koło z grami planszowymi zamiast klepać przykładowe testy, to już nie zostawią na nim suchej nitki. Takie jest polskie społeczeństwo niestety. Pomijam już tu aspekt, że niejednokrotnie partyjka w jaąśs dobrą grę strategiczną lub logiczną może dac lepszy efekt niż rozwiązanie kilu zadań. Ale to juz rozumieja nieliczni. Owszem sa wyjątki, ale generalnie jest kiepsko. Pomijam już problem tego, że ucnziowie po powrocie do domu klepia godzinami na komputerze w gry strategincze i im podobne typu Tibia. Tylko , że grają z maszyną i o kontakcie międzyosobowym nie ma mowy. Pewnie, że lepiej byłoby posadzić ich do stolika z grami. Ale jak to zrobić? Opór jest niemal tak duży, jak przy próbach wprowadzania kalkulatora w czasie lekcji. Oczy wydłubią, a nie pozwola. A ja i tak robię swoje. Pozdrawiam

  12. @Draco- mam 2 siostry w podstawówce- 2 i 4 klasa. Wracają między 13 a 16 (w zależności od dnia) i uczą się mniej więcej do wieczora. Pamiętam, że 10 lat temu kiedy ja byłem w ich wieku po powrocie faktycznie miałem luz i spędzałem całe dnie przyjemnie i “pożytecznie”, ale teraz program jest niesamowicie przeładowany. Ba, w klasie maturalnej spędzam z nauką kilkakrotnie mniej czasu niż one. A twierdzenie, że dzieci mają zbyt mało zajęć w szkole i przez to rodzą się patologie jest niezbyt logiczne. Prędzej przez brak kontroli rodzicielskiej.
    I ładowanie do tego wszystkiego szachów (mimo że zacna inicjatywa) bez przebudowy programu- nie możliwe.

  13. Zgadzam sie z Cirrusem – dzieci maja teraz bardzo malo czasu. Nie wiem skad Draco wzial swoja wizje.

    Szachy sa nudne :). Zamiast zajec z nudnej gry lepiej niech wprowadza ekonomie, autoprezentacje, etykiete, cokolwiek co sie w zyciu przyda, a czego brak przeszkadza.

  14. Jak dla mnie wprowadzać “przedmiot Szachy” to absurd. Jak widać, są kółka na które jak ktoś chce to się zapisuje.

  15. Don Simon – spłoniesz w piekle (o ile w nie wierzysz) za te herezje o szachach 🙂

  16. Idą wzorce z zachodu – w Niemczech mają obowiązkowe pływanie, jazdę na rowerze (szachy chyba też, nie pamiętam dokładnie). I nie chodzi o nadmiar, czy brak wolnego czasu, bo któregoś z przedmiotów (środowiska, polskiego, czy matematyki) będzie jedną godzinę tygodniowo mniej.
    .
    Jak dla mnie każdy pomysł na urozmaicenie szkoły, zwłaszcza pierwszych klas, jest godny przynajmniej zastanowienia.

  17. Tak, szachy sa nudne. Wole zagrac w 10 roznych gier niz raz w szachy. Szachy sa jak pilka kopana, popularne.
    Dzieciaki w szkolach sa przeladowane. Moje szatany wracaja nie wczesniej niz o 14.30 z podstawowki. Obiad i rycie do wieczora.
    Gry zostaly na sobotnie spotkania szkolnego klubu gier. Frekwencja slaba z ponad 300 uczniow regularnie pojawia sie okolo osob, ciezko jest ludzi przekonac…

  18. 7jVyt4tiJAgwppJi

    Bo jestes młody i nie wiesz. Lenin lubił szachy.

  19. W moim idealnym świecie obcięto by 1/4 dotychczasowych rzeczy a na ich miejsce uczeń mógłby sam sobie wybrać co go interesuje i przynosić szkole zaświadczenia że tyle a tyle czasu spędza doskonaląc umiejętności/wiedzę.

  20. Nabuchodonozor

    Myślę, że macie błędne założenie odnośnie zajęć pozalekcyjnych.
    Ktoś tu napisał, że dzieci wracają do domu i grają w tibię, albo robią inne odmóżdżające rzeczy. To prawda, ale dlaczego tak się dzieje? Otóż dlatego, że rodzice nie zajmują się swoimi dziećmi tylko spychają wychowanie na szkołę. To nie szkoła powinna rozwijać intelekt, zdolności manualne ani tym podobne u dziecka, nie szkoła ma go wychowywać i nie szkoła rozwijać zainteresowania dziecka. Szkoła ma uczyć. Rodzicom tak wygodnie wszystko zwalić na oświatę, ale to nie jest dobre dla dziecka. Ono potrzebuje kontaktu z rodzicami i rodzeństwem. Niechże ojciec wezmie syna/córkę na partyjkę w szachy. Niechże cała rodzina zagra sobie czasem w brydża. Niech rodzicie wspierają zainteresowania swoich dzieci bo tworzy się wtedy między nimi więź. Nie wystarczy spłodzić dziecko, nie wystarczy go karmić i ubrać, ale trzeba się tym dzieckiem zająć, wychować je.

  21. Szachy mają swoje niepodważalne zalety – sam chodziłem w podstawówce na kółko szachowe i bardzo to sobie chwaliłem – jednak logistycznie jest to nie do przeforsowania (kto? za ile? kiedy? co wywalić, aby zrobić miejsce na szachy?).

    Zamiast jednej godziny matematyki można dać szachy. Będzie to z korzyścią dla dzieci. Szachy uczą organizacji, uczą myślenia, poprawiają pamięć itd. A co daje godzina obliczania jakichś abstrakcyjnych funkcji? Nic nie daje.

    Dlaczego właśnie szachy? Z pewnością niepodważalne zalety ma także kickboxing (zdrowie, kondycja), gra na harfie (empatia, słuch) czy szydełkowanie na czas – jakoś nikt nie forsuje wprowadzenia ich do podstawówek. Czy jakichkolwiek innych z tzw. zajęć nadobowiązkowych.

    Szachy rozwijają umysł w stopniu znakomitym. Polsce potrzeba bystrych ludzi.

  22. Każde zajęcia, jeśli dobrze prowadzone i dziecko się nimi zainteresuje, czegoś go nauczą. Ale po co coś dawać na siłę i obowiązkowo? Już widzę szczęście tych dzieciaków, które słabo sobie radzą z myśleniem szachowym, jak są poganiane i negowane, że są głupie i sobie nie radzą. Jedyne co z takich zajęć wyniosą to niskie poczucie własnej wartości.
    Ja akurat szanuję szachy, ale żebym miał ochotę grać to nie powiem. Taki typ gier mnie bardziej męczy niż sprawia mi przyjemność. Rozważanie iluś kombinacji ruchu figur… brrr.

  23. dominusmaris

    A kto miałby te zajęcia prowadzić?
    Ktoś kto wie jakie ruchy mogą wykonać poszczególne figury?
    Ja wiem co to jest spalony, więc pewnie
    nadaję się na trenera piłki nożnej?

    Poza tym to zgadzam się praktycznie z każdą opinią. Zgadzam się, że nauczyciel musi robić to z czego jest rozliczany, że rodzice powinni być najważniejszym czynnikiem rozwijającym ich dzieci,oraz że dzieci mają za mało czasu.

    Z tym że mają go za dużo, też się zgadzam. Nie, nie kandyduję na prezydenta.

    Po prostu przeładowany tydzień szkolny miesza się z wieloma dniami wakacyjno-feryjnymi kiedy dzieci naprawdę nie mają co robić. Ten czas można by jakoś wykorzystać, a tu się okazuje że nawet płacąc za udostępnienie szkolnej sali gimnastycznej, nie możemy z niej korzystać w ferie. Gliwicki MDK też jest zamknięty.

    Myślę że znalezienie sensownego rozwiązania jest osiągalne, ale wymaga nieco większego wysiłku niż stwierdzenie ,,tak” lub ,,nie” dla jakiejś ogólnej inicjatywy.

  24. Apropo 3D szachów.
    http://memory-alpha.org/en/wiki/File:Spock_McCoy_3D_chess.jpg

    Przypomniałeś mi świetny serial The Big Bang Theory gdzie wzorując się na Star Treku rozgrywana jest partyjka

  25. dominusmaris – jeśli te zajęcia wejdą, to będą materiały dydaktyczne, w których nauczyciele będą mieli rozpisane zajęcia. Nie trzeba do tego matematyka, może sobie pani ze świetlicy szkolnej, czy pedagog dorobić.
    .
    Chodzi nie tylko o młócenie szachów, ale również radzenie sobie w warunkach konfrontacji z rówieśnikami (fair play, itd…), samodzielne rozwiązywanie spornych sytuacji, obrona własnych interpretacji zasad – czasem nawet słusznych, przestrzeganie zasad gry niekorzystnych dla siebie… Mam to na co dzień, że jak “dzieciak” nieważne w jakim wieku (12-18 lat) zaczyna przegrywać w Osadników, czy w Dominionie ręka nie podejdzie, to utrzymanie go przy grze i nauczenie tolerowania gigantycznej przewagi przeciwników jest sztuką.
    .
    To jest do nauczenia i to są ważne rzeczy. Cele takich zajęć wykraczają znacznie poza naukę zbijania figurek. Jeśli nauczyciel to zrozumie, to ma ważną robotę przed sobą.

  26. W szachach nie gra się jak przeciwnik ma gigantyczną przewagę i nie siedzi się do bólu przy szachownicy. Nie poddawanie partii jest olewaniem i lekceważeniem przeciwnika. Chyba, że przeciwnik zapowiedział mata w kilku posunięciach.

    Na pytanie dlaczego szachy? Bo są najbardziej znane, klasyczne i metodyka nauczania jest najlepiej opisana. Jest mnóstwo klubów, prawie każdy umie w nie grać (rodzicie) i prawie każdy ma je w domu. Nie są grą idealną. Ale jeżeli miałby paść jakikolwiek tytuł to szachy. Go nie ma zalet, które podałem w poprzednim zdaniu.
    Przy czym wybór gry planszowej nie ma znaczenia, gdyż jest to tylko narzędzie do wyrobienia pewnych cech/umiejętności. Szachy rozwijają umiejętność analitycznego myślenia, przyczynowo-skutkowego, uczą planowania, konsekwencji, ćwiczą pamięć i koncentrację. UCZĄ MYŚLENIA co i tak jest 90% więcej tego czego dzisiaj uczą się dzieci – czyli zakuwania i zapominania.

    Brakuje tylko, żeby jakiegoś fanatyka puścić do wyboru gier dla szkoły :). Wypisze 30 tytułów, bo “wszystko zależy kto, gdzie, z kim i kiedy”.

    Argumenty typu nic na siłę też są niewłaściwe. Idąc tym tokiem rozumowania dlaczego nie mogę sobie zażyczyć, by moje dziecko nie uczyło się biologii lub chemii w ogóle? Cały plan nauczania jest narzucony…

  27. Takie inicjatywy co jakiś czas się pojawiają ale zwykle kończy się to na niczym. Pewnie głównie z powodu, o którym pisał zolo (komentarz 11).
    W związku z tym wydaje mi się, że jedyna metodą wprowadzenia szachów do szkoły byłaby zapowiedź, że jedno z zadań na egzaminie gimnazjalnym będzie polegało na rozwiązaniu problemu szachowego. 🙂

  28. A ja zastanawiam się, czy nie mamy nieco spaczonych poglądów na wszechstronną dobroczynność szachów. Lubimy gry, lubimy wyzwania intelektualne i zdrową rywalizację. Wielu uczęszczało do jakichś klubów lub na kółka szachowe. Tylko, że proponowana zmiana miałaby na celowniku absolutnie wszystkie dzieci.

    A z zupełnie innej beczki. W podstawówce z WFu raczej nie brylowałem, nauczyciel prowadził jedynie zajęcia na matę (mata piłkę i grajta), tylko kiedy się półrocze zbliżało, to trzeba było biegać na setkę (liczba mnoga, ale biegało się maksymalnie dwa razy). Nienawidziłem tych zajęć i długie lata upłynęły, zanim zacząłem robić coś w tym zakresie dla samego siebie. Nie widzę powodu, dlaczego miałoby tak nie być na zajęciach z szachami. Z pożytkiem może być średnio.
    No i na ile wszystkie szkoły w kraju będą w stanie w rozsądnym czasie wziąć tych swoich nauczycieli WOSu, informatyki, techniki, czy tam innego przedmiotu, którego prowadzącemu nauczycielowi można wcisnąć jeszcze kilka godzin i nauczyć ich gry w szachy w stopniu bardziej zaawansowanym, niż ruchy figur.

  29. Odpowiadając na pytanie Autora, jak powiedzieli moi poprzednicy: “dlatego, że PRZYPUSZCZA się, że szachy mogą rozwijać zdolności intelektualne”.

    Jako psycholog nie natknąłem się na badania dotyczące skuteczności szachów w rozwoju zdolności umysłowych (co nie znaczy, że takowe nie istnieją).

    Natomiast znam całą masę badań, które wskazują że gry komputerowe przyczyniają się do rozwoju zdolności intelektualnych (konkretnie: pamięci krótkotrwałej, koncentracji, percepcji bodźców peryferycznych). Co więcej ów pozytywny wpływ gier wykazano w stosunku do gier typu…First Person Shooter czyli klasycznych “strzelankach”.
    Czy to oznacza, że powinniśmy wysyłać nasze dzieci na dodatkowe zajęcia w “Quake-a”? 🙂

    Moim zdaniem (zapewne z racji wykształcenia) powinno się większą uwagę przykładać do rozwijania zdolności poznawczych – w końcu ich poziom ma bezpośrednie przełożenie na osiągnięcia szkolne i zawodowe. Jednak nie należy liczyć że partia szachów czy też sieciowa rozgrywka w kłeja przyczyni się do powszechnego “zmądrzenia” naszych pociech.

    Program “wprowadzenia gier do szkół” byłby ogromnym wyzwaniem naukowym, edukacyjnym, logistycznym i technicznym. Zanim ktoś zacząłby na dużą skalę prowadzić podobne działania musiałby sobie odpowiedzieć na kilka pytań:

    1. Czy gry faktycznie przyczyniają się do zwiększenia zdolności intelektualnych? (oczywiście “zdolności int.” to skórt myślowy za którym kryją się takie procesy jak: pamięć, uwaga, strategie poznawcze itd. )

    2. Jeśli odp. na pyt. 1 jest twierdząca to –> Jakie gry wpływają na zwiększanie zdolności intelektualnych? Czy tylko gry abstrakcyjne (np. szachy) czy też gry w ogóle? Czy można “wyłowić” te mechanizmy, które mają w tym bezpośredni udział tak aby można, opierając się na tych mechanizmach, tworzyć nowe gry?

    3. Ile czasu dziecko musiałoby grać by osiągnąć istotną korzyść? (mogłoby się okazać, że dopiero po 10 latach gry w szachy nasza pociecha zyskuje realną poznawczą korzyść)

    4. Czy gry są konkurencyjne w stosunku do innych metod? (przecież dzieci na kółkach matematycznych, historycznych itd. też myślą i uczą się, a więc też ćwiczą swoje umysły)

    5. i wiele innych pytań…

    Dopiero odpowiadając na powyższe (czyli wykazując celowość, sensowność i skuteczność omawianych działań) możemy zastanowić się na wprowadzeniem gier do szkół.

    Nie będę się już dalej rozpisywał bo i tak wyszedł z tego niezły tasiemiec. A siadając chciałem tylko powiedzieć, że temat gier w szkole jest bardzo ciekawy ale nie jest tak prosty jak mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka…:-)

  30. Chriss > generalnie to mnie pocieszyłeś, bo mój 3-latek ostro tnie w WoWa i Battlefielda 🙂

  31. Co jak co, ale FPS o zabijaniu i najbardziej uzalezniajaca gre swiata to bym dziecku nie dawal.

    Jaki jest numer do pomocy spolecznej w Trojmiescie?

  32. Ja jako pracę mgr badam wpływ różnych gier planszowych na zdloności wzrokowo-przestrzenne oraz inteligencję płynną, więc, przy niejakiej dozie szczęścia, za jakie pół roku już coś na ten temat powstanie 🙂

    Inna sprawa, że nawet jeżeli szachy faktycznie by wzmacniały jakieś umiejętności, to trzeba by sprawdzić, czy zachodzi transfer na inne dziedziny życia niż granie w szachy, więc sprawa taka prosta nie jest…

    Aczkolwiek mam wrażenie, że musi być prawdziwym założenie, że używanie umiejętności polepsza ją – co zostało wykazane nie raz i nie sto 🙂

    Co do gier komputerowych – z jednej strony zgoda, ale z drugiej “spłaszczenie” stymulacji (bo czytanie, granie, oglądanie filmów etc jest, w przypadku realizacji na komputerze, bardzo podobne stymulacyjnie, w przeciwieństwie np. do czytania książki prawdziwej – można się śmiać, ale sam dotyk faktury kartki, szelest papieru to są bodźce niepozbawione znaczenia) powoduje, że po początkowym okresie większej efektywności rozwijania umiejętności następuje spadek możliwości adaptowania się do nowych sytuacji mierzony inteligencją płynną (ekstremalne wyliczenia to średnio o 10 punktów IQ z tego co pamiętam, ale w ekstrema nie warto wierzyć 😉 ).
    Tak więc ja osobiście raczej będę starał się nieco opóźnić dziecku własnemu (potencjalnemu jakby co:)moment zapoznawania go z komputerem jako takim 🙂

  33. jak przeczytałem tytuł artykułu myślałem, że chodzi o egzemplarz gry w szachy w każdej szkole, pod tym bym się podpisał oboma rękami (jak też pod obowiązkowymi egzemlarzami wielu innych nowszych gier w szkołach)… ale obowiązkowe zajęcia? Podejrzewam, że sam jako dziecko nie lubiłbym szachów, gdyby ktoś mnie do nich zmuszał 🙂

    Niemniej sądzę (jak w każdej dyskusji na temat szkoły), że na rodzinie spoczywa zadanie wprowadzenia dziecka w świat gier ;). Mnie nie dane było, ale pewnie nie jedna osoba szachy lubi tylko dlatego, że dzieciństwie “dziadek nauczył grać”. Fajnie by było, żeby kiedyś z tego powodu mój dzieciak mile wspominał np. Cytadelę.

  34. @Nataniel

    Ładnie sobie zracjonalizowałeś, że się dzieckiem nie zajmujesz tylko go przed kompem zostawiasz :p

    @kwiatosz

    No ciekaw jestem co Ci wyjdzie…a jeszcze bardziej jak to badasz 🙂

  35. @Chriss – jak to zostawiam? Gramy razem – po jednej mapie, na zmiane!

  36. @Nataniel

    A jak tak to przepraszam 🙂

  37. Badam eksperymentalnie naturalnie 🙂 Testy, pół roku grania i znowu testy. W zasadzie już widzę po pierwszych retestach, że prawdopodobnie pół roku to za mało na istotne zmiany (w wymiarze takim jak ja zaproponowałem) na wywołanie istotnych zmian.. No ale zobaczymy, w ramach magisterki ciężko dwuletnie badania prowadzić 🙂

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*

dwa × 4 =