Na szczęście niemiecki zespół o wątpliwym talencie muzycznym nie ma z dziełem Heinze’a Meistera i Klausa Zocha prawie nic wspólnego. Prawie, gdyż w obu wypadkach, by w pełni móc uczestniczyć w zabawie, należy używać…słuchu (chociaż z drugiej strony może niekoniecznie w obu wypadkach).
Igloo Pop próbuje sił w bardzo silnie reprezentowanej kategorii gier imprezowych. Rocznie powstają setki gier w tym gatunku, a jedynie nielicznym udaje się przebić do świadomości graczy. Wbrew pozorom, mimo z założenia prostej konstrukcji, wymyślenie dobrej gry dającej mnóstwo frajdy w większym, nastawionym przede wszytkim na szybką i bezpretensjonalną zabawę gronie, nie jest bynajmniej łatwe. Czy Igloo Pop podołało zadaniu?
You’re my heart, You’re my soul
Tak naprawdę głównym odbiorcą tej gry w założeniu są raczej młodsi gracze. Oprawa graficzna, a przede wszystkim cała otoczka klimatyczna wyraźnie na to wskazują. Nie przeszkadzało mi to jednak w testach na grupie nieco starszych wiekiem (ale ciągle młodych duchem) znajomych i przyjaciół od planszy.
Od razu po otwarciu pudełka naszą uwagę przykuwają tytułowe igloo (po tym jak już je sobie przed pierwszą partią złożymy). Każde z nich wypełnione jest małymi kuleczkami (od 3 do 13), które przy przemieszczaniu igloo uroczo grzechoczą. I właśnie ten dźwięk będzie nam towarzyszył przez całą partię, będziemy się w niego w skupieniu wsłuchiwać analizując jego intensywność, wysokość, głośność i smakując wszelkie, nawet najdrobniejsze zmiany. Oprócz tego w grze występują karty, które gracze zdobywają i drewniane znaczniki, którymi oznaczamy używane przez nas igloo.
I keep it shining everywhere I go
Zasady gry są banalnie proste i tłumaczy się je w 3 minuty. Na stole rozkładamy 9 kart. Na każdej z nich widnieją postacie eskimosów (od jednej do trzech) i liczby (znowu od jednej do trzech). Karty tworzą krąg, do którego środka wkładamy „grzechotki”. Jednocześnie wszyscy gracze chwytają za igloo i nasłuchując dźwięku kuleczek starają się oszacować ich liczbę, po czym oznaczają igloo własnym krążkiem i stawiają je na karcie wskazującą taką właśnie liczbę. Zabawa trwa, aż wszystkie igloo zostają rozdysponowane (czyli im szybciej szacujemy tym więcej kart możemy obstawić). Następnie sprawdzamy wszystkie szacunki – odwracamy igloo i porównujemy liczbę na nich napisaną z liczbami z karty. Jeśli jesteśmy jedynym obstawiającym i trafiliśmy – karta trafia do nas. Jeśli się pomyliliśmy tracimy żeton. Jeśli kilku graczy obstawiło kartę to zdobywa ją (oraz żetony przeciwników, którzy się pomylili) ten, który zgadł poprawnie i jego liczba była najwyższa (czyli jeśli na karcie były liczby „9,10,11”, a położone igloo to „8”, „9”, „10” to kartę i żeton gracza „8” zdobywa gracz z „10”). Gra kończy się gdy ktokolwiek straci wszystkie żetony, lub skończą się karty. Wygrywa ten kto na końcu będzie miał najwyższą sumę żetonów i eskimosów.
You’re my heart, You’re my soul
Całość trwa nie dłużej niż 20 minut, choć przy mocno hazardowej i głuchawej ekipie może się skończyć nawet po 5 minutach. Skaluje się przyzwoicie – można na upartego grać i w dwie osoby, chociaż osobiście polecałbym bawić się w gronie przynajmniej 4-osobowym. Grę wydano w polskiej wersji, co w tym wypadku oznacza, iż w pudełku otrzymamy polską, kolorową instrukcję, a na spód pudełka przylepiono polski tył. Nie podejmę się oceny ile procent polskości jest w polskiej wersji – ważne, że gra jest całkowicie niezależna językowo, a instrukcja w naszym rodzimym języku gwarantuje, iż każda rodzina w naszym kraju będzie mogła grę zrozumieć i bawić się nią bez problemów.
I’ll be holding you forever, stay with you together
Pytanie podstawowe – czy to dobra gra? Zdecydowanie tak, choć z pewnymi zastrzeżeniami. Nie można w nią grać wiele razy pod rząd – to jednoznacznie typowy „chwiler” grany w przerwach między innymi grami. Ponadto przy dłuższym posiedzeniu zaczynamy zbyt trafnie typować ilość kulek (zwłaszcza w przypadku ich mniejszej ilości), co odziera zabawę z radości obserwowania kolosalnych wpadek przeciwników. Testując ten tytuł grywałem nie więcej niż dwie partie pod rząd, z odpowiednimi przerwami między rozgrywkami, dzięki czemu w/w wady stają się mało uciążliwe.
Przy grze tego kalibru nie ma sensu zastanawianie się nad wyważeniem kart, czy losowością rozgrywki. Jest to prosta, ale oryginalna gra imprezowa, która powinna się sprawdzić zwłaszcza w przypadku niezbyt częstych potyczek w gronie młodszych graczy. Starsi powinni lubić tego typu rozrywkę…i mocno nadstawiać ucha…
Wystawiona ocena dotyczy rozgrywek w preferowanym gronie. W przypadku graczy starszych wiekiem i stażem odejmijcie 1 punkt (i włączcie im Modern Talking).
folko (-/5) Igloo Pop zachwycił mnie mechaniką. Wprawdzie jest to „autoplagiat” starszego o trzy lata Zapp Zerapp, ale udany, odcinający się od wad tamtego. Rozgrywka jest dynamiczna, zabawna, ale wystarczyły mi dwie i raczej do gry nie wrócę… chyba że z dziećmi. Bo dla mnie Igloo Pop to świetna gra dla młodszych dzieci. Wydaje mi się że ocenianie jej z punktu widzenia dorosłego nie ma sensu, ja przynajmniej wolę tego nie robić, ale gdybym miał w domu 5-6 letnich maluchów, kupiłbym Igloo Pop bez wahania.
Pancho (4/5) Lubię gry z pomysłem. Czy to gry dla dzieci, czy dla dorosłych, istotna jest jakaś nowa idea, która pojawia się w planszówce czy karciance. Bez wątpienia w Igloo Pop jest coś takiego. A wszystko okraszone dobrą zabawą: czujnym nasłuchiwaniem zawartości domków i wybuchami śmiechu jak już sprawdzimy ile faktycznie w igloo jest kulek. Gra zdecydowanie dla naszych milusińskich, ale rodzic też nie będzie się przy niej nudził.
ja_n (4/5) Bardzo udany pomysł dzięki któremu rozgrywka jest szybka i wesoła. Nawet grając z dorosłymi bawiłem się dobrze, a dla dzieci to musi być szał. Zauważyłem jedynie dwie drobne wady – drewniane żetony bardzo ciasno wchodzą w przeznaczone na nie miejsca w igloo i trudno je potem wyciągnąć oraz gra wydaje się mocno losowa – domki z małą liczbą kulek w środku są znacznie łatwiejsze do ocenienia niż te średnie. Jednak to właściwie żaden problem w przypadku gry dla dzieciaków – zabawa jest przednia.
mst (5/5) Znakomita gra imprezowa, szybka i wesoła. Dodatkowym atutem jest konieczność uruchomienia innych zmysłów/zdolności niż w pozostałych planszówkach. W Igloo Pop grywam często z dziećmi ale nie odmówię partyjki także w gronie dorosłych planszówkowiczów.
Dziękujemy firmie G3 za udostępnienie egzemplarza do recenzji.
Ogólna ocena
(4/5):
Złożoność gry
(1/5):
Oprawa wizualna
(3/5):
Witam !
Ja bym jeszcze dodał, że gra ma bardzo atrakcyjną cenę.
A starsi gracze za włączenie MT mogę nie tylko odjąć a wręcz dodać 1 punkt ;-)
Pozdrawiam
No tak, a Ignacy tłumaczył, że kartę zdobywa obstawiacz najmniejszej liczby, ech… ;)
No to tylko patrzeć jak do gier będą dołączane pachnąco-śmierdzące elementy :)
@konev:
http://www.boardgamegeek.com/collection/items/boardgame/3373?comment=1
poszukaj na stronie słowa „stink” :)
Veridiana, też mi to nie pasowało. Bo trudniej ma ten z większą ilością kulek w iglo. Ignacy tak bardzo chciał wygrać, że posunął się do zmiany zasad :) chociaż w Gliwicach przeważnie są „inne” zasady :)
Mimo to uważam, że to świetna, szybka gra. Najbliższe zakupy – pewniak.
Szymon pisze: „Skaluje się przyzwoicie – można na upartego grać i w dwie osoby, chociaż osobiście polecałbym bawić się w gronie przynajmniej 4-osobowym.”
Heh, ja bym powiedział grać w składzie max 4 ososbowym :P później robi się z tego już tylko chaos w którym nie można szacować spokojnie bo zadne igloo nie zostanie jezeli nie bedzie sie dzialac blyskawicznie (bardziej losowo, za dużo rąk krążacych nad stołem, przepychanki.
Do 4 osób – eurogra
Od 5 osób – party game
Bazyn – to prawda, ze jest chaos przy większej liczbie graczy…ale czy nie o to chodzi w grze tego typu? :) Im nas więcej tym śmieszniej i bardziej przypadkowo, ale mi to jakoś nie przeszkadzało…
Hm… Nie :) Chaos nigdy nie sprawia, że gra mi się podoba bardziej niż bez niego :)Do 4 osób mam poczucie, że gram w grę planszową w więcej, że gram w łapki (tak się nazywa to coś gdzie się próbuje uderzyć kogoś po dłoniach?:P)
Gra taka sobie, ale samej recenzji kilku słów krytyki nie potrafię sobie darować. Czy ktoś w ogóle czyta te teksty przed opublikowaniem (wliczając Autora)? Stylistyka kuleje, masa powtórzeń, błędów interpunkcyjnych…
Czytałem. Wszelkie propozycje poprawek mile widziane.