Wideotorakoskopia, suksametonium, bupiwakaina… to tylko niektóre słowa, które zapamiętywałam w tym tygodniu. Studia jak studia, niektóre wymagają od nas rozciągnięcia pamięci do granic możliwości tylko po to, by potem granice te rozciągać coraz dalej i dalej i… jeszcze trochę dalej…już nie mogę, zapomnę coś czego uczyłam się wcześniej ;) Żeby nie mieć takich problemów pamięć warto trenować już od najmłodszych lat i w tym, jak we wszystkim w życiu, pomoże nam nic innego, jak planszówka :) Nawet o tak…hmmm…oryginalnym tytule jak Skubane Kurczaki.
”To ci dopiero Kurczaki!”
Po przeczytaniu wstępu klimatycznego w instrukcji nie byłam przekonana, czy aby na pewno chcę w tę grę grać… Trudno się dziwić, prawdopodobnie gdybym miała 4 lata, gdyż już ten wiek upoważnia do skubania kurczaków, tekst rozbawiłby mnie do łez. Dobrze, że tematyka wydała się mniej drastyczna niż we wcześniejszym Re re kum kum, opierającym się głównie na wyłuszczaniu żabom oczu. A tu po prostu był drób, który biega w kółko po podwórku wyrywając sobie pióra z du…tzn. z kuprów.
Po obejrzeniu rysunków (z jajkami sadzonymi, gotowanymi, zjadanymi przez jeżyka…gdy już wczujemy się w rolę kurczaka, trzeba mieć pełną świadomość losu, który czeka nasze potomstwo) ułożyliśmy kolorowe kartoniki w kształcie jajek w okrągły tor a 12 pozostałych ośmiobocznych płytek z tymi samymi obrazkami w jego środku. Solidnie wykonane, drewniane kuraki, każdy z jednym piórem wystającym z ty…tzn. kupra wylądowały na jajecznym torze, ustawione w równych odstępach. I zaczął się wyścig.
”Skubaniutkie!”
Mechanizm ruchu okazał się prosty jak budowa kurnika. Wystarczy z zakrytych płytek wybrać taką z rysunkiem odpowiadającym jajku przed nami. Ruch jest nieograniczony, tzn. dopóki odkrywamy dobre płytki możemy biec do przodu. Początkowo by ruszyć kurczaka można jedynie liczyć, że wymagamy kartonik trafi się jak ślepej kurze ziarnko.
Z czasem, gdy neurony już troszkę się rozgrzeją, pokojarzymy gdzie co leżało, śmigamy aż miło do czasu pierwszej skuchy lub pleców przeciwnika. I gdy już kurczak przed nami czuje na grzbiecie gorący wyziew z naszego dzioba, nie pozostaje nic innego jak wylosować kafelek z rysunkiem takim jak na kafelku przed naszą ofiarą. Każde dziecko (a na pewno takie grające w Skubane Kurczaki) wie, że przeskakując takiego kurczaka wyrywamy mu pióra. By wygrać, wystarczy oskubać wszystkich kolegów.
Wszystko?
A no tak. Niby nic nowatorskiego. Memory wzbogacone otoczką wyścigu. I choć w pewnym momencie jest to jedynie wyścig, o to, kto pierwszy zapamięta wszystkie płytki i w jednym ruchu zgoli pozostałych…gra ma dla mnie to coś. Na pewno godna polecenia dla dzieci (ładne wykonanie, proste zasady, trening pamięci), dorosłym również dostarcza emocji. Płytka, co do której byliśmy pewni, okazuje się zawierać zupełnie nie ten obrazek co trzeba. Kurczak złodziej, który właśnie uciekł z piórami, za chwilę może być ponownie oskubany przez jakiegoś gołokupra…
Pędziliśmy żółwie, czemu by nie skubać kurczaków?
Fajny rzut okiem i gra wydaje się ciekawa, ale wśród moich znajomych raczej by nie przeszła-niektórzy to szybko robią się 'za starzy’ na takie gry:)
no to ja jestem jedną z tych „za starych”. niemniej, ciekawi mnie kwestia zakończenia, wygrywa kurczak, który z piórami od wszystkich powtykanymi w te dziurki, które widać na zdjęciu gdzieś doleci czy po prostu ma je powciskane tu i ówdzie?
Po torze biega się w kółko bez żadnego startu czy mety, dlatego wystarczy, że jeden gracz swoim kurczakiem oskubie pozostałe. Po wyrwaniu ostatniego pióra automatycznie wygrywa.