Home / News / REBEL Times #23

REBEL Times #23

Rebel Times 23Pojawił się nowy numer REBEL Times – bezpłatnego magazynu o grach sklepu REBEL.pl. W 23. numerze znajdziemy:

  • Dużo czasu spędzam we własnej głowie (Wywiad z Katherine Dinger)
  • Podaj cegłę… (Chang Cheng)
  • Kto pierwszy, ten gorszy (Spadamy!)
  • Zimna śmierć, gorąca śmierć (EVE: Conquests)
  • Morderstwa w zakonie (The Name of the Rose)
  • Wehikułem czasu po zwycięstwo (Khronos)
  • Kozi Hazard (Nur die Ziege zählt)
  • Starożytne wybory (Tyrus)
  • Dachy Manhattanu (Spider-Man City Crossing)
  • Epicki poemat na sesji? (Exalted)
  • Lochy i Smoki raz jeszcze (D&D 4ed: Player’s Handbook)
  • Oneiros prezentuje (Night Stalkers)

Numer aktualny i archiwalne do pobrania jak zawsze ze strony sklepu: http://www.rebel.pl/x.php/193/Rebel-Times.html.


 

Facebook Comments

47 komentarzy

  1. Nowy RT jest o wiele ciekawszy niż ŚGP!! Gratulacje dla Rebela za branie się za ciekawe gry!

  2. Przeczytałem z ciekawością recenzję Imienia Róży i (choć ogólnie zgadzam się z wnioskami) nie mogę się powstrzymać i nie skomentować fragmentów. Zupełnie nie rozumiem co autor miał na myśli pisząc, że Ravensburger nie kojarzy się z żadnym spektakularnym sukcesem, a jednocześnie wymieniając Puerto Rico i Książęta Florencji. Podobnie w przypadku autora – W roku smoka to przecież powszechnie doceniana gra, o co chodzi? Zresztą z jakiej racji ktoś miałby uprzedzać się do gry tylko dlatego, że wydawca i autor mu się “nie kojarzą”?

    Drugą uwagę mam do narzekań na wykonanie. Już samo porównanie z grami DoW i FFG wydaje mi się niemądre, tamte wydawnictwa proponują zupełnie inne gry, o innym charakterze i skierowane do innego odbiorcy. Czy wszystkie gry muszą mieć plastikowe figurki żeby nie naraziły się na krytykę recenzenta?

    Jeśli zaś chodzi o narzekania na wypraskę, to radzę przemyśleć sposób pakowania elementów – faktycznie karty wydarzeń idealnie wpasowują się w jedno z miejsc tak, że potem nie można ich wyjąć, ale to dlatego że… to miejsce nie jest przeznaczone dla nich. Należy je zapakować w pozycji pionowej, do sąsiedniego wgłębienia – wtedy bez problemu wychodzą z pudełka.

  3. To norma w Rebel Times, że gra jest brzydka, jak nie ma plastikowych figurek i wykonania kobył FFG. Fakty są takie, że osoby piszące w tym magazynie miłują się głównie w tytułach ze stajni FFG. Dlatego trudno mi oczekiwać rzetelnej recenzji np. jakiejś ekonomicznej eurogry. Wyobraźcie sobie np. recenzję Steam. Już widzę te stwierdzenia, że brzydkie drewniane i kartonowe elementy (a mogły być plastikowe lokomotywy i tory), że plansza za mało kolorowa i gra strasznie abstrakcyjna, mózgożerna i w ogóle to za dużo przyjemności z grania nie ma i lepiej zagrać w Arkham Horror 😉

  4. @Geko – generalnie zgadzam się w 100%, natomiast ja mam lepszy przykład na recenzję która chciałbym przeczytać, z uważną analizą brzydoty gry – TtA 😉

  5. Oj, byłoby ciekawie. Zwłaszcza, ze w cenie TtA można już kupić coś większego z FFG 🙂

  6. @ja_n> Może faktycznie autorowi recenzji Ravensburger nie kojarzy się z żadnym sukcesem. Dobrze by było jednak wiedzieć jakie wydawnictwa i jakie gry mu się z sukcesem kojarzą i dlaczego się kojarzą. Faktycznie ostatni tytuł Spiel des Jahres dla Ravensburgera zdobył dość dawno Tikal, ale w ostatnich trzech latach zawsze jakaś gra Ravensburgera była wśród pięciu nominowanych (2009 – Fits, 2008 – Blox, 2007 – Budowniczowie Arkadii).
    Być może chodzi o to, że sprzedaż gier Ravensburgera nie była dla Rebela finansowym sukcesem. Nie ma się co dziwić, skoro gry Ravensburgera są dostępne w marketach, a te, których w marketach nie ma, mozna kupić w innych sklepach znacznie taniej (wystarczy choćby porównać cenę Imienia Róży w Rebelu i Planszomanii)

  7. Wiązanie ocen recenzentów z wynikami sprzedaży Rebela jest delikatnie mówiąc śmieszne. Ani my gier nie sprzedajemy, ani nawet o rebelowych wynikach sprzedaży nie mamy pojęcia:-) No ale cóż, na tego typu stwierdzenia RT narażony jest od pierwszego numeru. Przyzwyczailiśmy się;)

    Do uwag do recenzji Imienia Róży się nie odnoszę (niech recenzujący to robi jeśli chce).

    U Geko widzę wszystko po staremu, czyli masa nieprawdziwych uwag pod naszym adresem, bo ktoś kiedyś na łamach RT ośmielił się stwierdzić, że Agricola nie jest zajebista.
    Prawdą jest, że ekipa RT generalnie lubi ‘ameritrash’, w takie gry gramy najwięcej i dostarczają nam one mnóstwo frajdy. Ale nie tylko one. Debaty z Geko rozpoczynać nie zamierzam, aczkolwiek bzdurą jest stwierdzenie że bez plastikowych figurek, to już w naszej ocenie gra jest brzydka (dla przykładu zapraszam do lektury mojej recki pełnego drewnianych sześcianów Shoguna w archiwum).
    Nie przypominam sobie sytuacji w której krytykowalibyśmy eurogry za drewniane elementy zamiast plastikowych figurek. A co do oprawy graficznej, cóż – nikt niestety nie przekona mnie, że wydanie Lacerty Eufrata i Tygrysa czy Puerto Rico ma piękną oprawę graficzną. Mogę chwalić za solidność, ergonomię, trwałość elementów, ale ilustracje piękne nie są i tyle. Ot, moje subiektywne zdanie, w końcu każda recenzja JEST subiektywna. Tak więc, szanowny Geko prawdopodobnie się zdziwisz, gdy napiszę reckę Steam.

    Co do abstrakcyjności.. niektórym fanom gier ekonomicznych (czy nawet logicznych gier abstrakcyjnych) najwyraźniej trudno zrozumieć, że dla wielu osób duża dawka abstrakcji JEST wadą. Nie każdy musi uwielbiać gry Knizi tylko dlatego, ze dobrze działa mechanika. Osobiście jednak nie przypominam sobie na łamach RT stwierdzenia, że “gra jest zła, bo zbyt abstrakcyjna”, raczej uwagi, że osobom nie lubiącym dużej dawki abstrakcji ten tytuł raczej się nie spodoba. Tyle moich uwag na temat beztroskiego oceniania całej ekipy RT i naszych recencji. Pozdrawiam.

  8. Do wypowiedzi Ajfla dodam jedynie, że w recenzji EVE zwracam wszak uwagę, iż plastikowe figurki rodem z FFG tylko utrudniłyby grę, a uproszczone elementy (sztony) wyszły jej na plus jedynie…

  9. Ja_n: już odpowiadam na wszelkie niejasności.

    “Zupełnie nie rozumiem co autor miał na myśli pisząc, że Ravensburger nie kojarzy się z żadnym spektakularnym sukcesem, a jednocześnie wymieniając Puerto Rico i Książęta Florencji.”

    Dwa wymienione tytuły zostały wydane przez Ravensburgera, ale “nie przez Ravensburgera”, bo pod szyldem zupełnie innej firmy (wydawca to Alea), która zajmuje się jedynie dystrybucją gier, a nie ich wydawaniem sensu stricte. To znaczy, że żadna z gier wydanych przez Alea nie była grą wydaną oryginalnie w Niemczech, a jedynie została redystrubuowana na Europę. Oryginalnym wydawcą Puerto Rico jest, o ile dobrze pamiętam (proszę mnie już nie karać za niepewną pamięć), Rio Grande Games.

    “Zresztą z jakiej racji ktoś miałby uprzedzać się do gry tylko dlatego, że wydawca i autor mu się “nie kojarzą”?”

    Regułą dla większości ludzi jest bowiem, że do nieznanych rzeczy podchodzą z pewną dozą nieufności. I tak jeśli ktoś przepada za planszówkami Knizi to będzie po nie sięgał z przyjemnością. Pozna Konieczkę, spodoba mu się i następnym razem będzie grał bez obaw. A ja autora The Name of the Rose znałem jedynie z jednego (nawet jeśli uznanego) tytułu, przy czym akurat nie było dane mi w niego zagrać, stąd pewna rezerwa. To nie znaczy, że w przypadku innych gier jej nie ma – to znaczy jedynie, że w tym przypadku, ze względu na “okoliczności przyrody”, odczuwałem ją nieco silniej.

    “Już samo porównanie z grami DoW i FFG wydaje mi się niemądre, tamte wydawnictwa proponują zupełnie inne gry, o innym charakterze i skierowane do innego odbiorcy.”

    Jasne, że proponują inne gry i o innym charakterze, ale nie znaczy to, że dobrej jakości tektura, czy wytłoczka należą się wyłącznie grom z pewnego konkretnego gatunku. Ot, oceniałem z punktu widzenia tego, co mam na półce. A proszę uwierz, że mam dość sporą kolekcję. Wykonanie Imienia Róży (w szczególności elementów tekturowych i wspomnianej wcześniej wytłoczki) oceniałem porównując do innych tytułów. Niekoniecznie tego samego typu, czy charakteru, bo w tym wypadku nie ma to dla mnie najmniejszego znaczenia. W przeciwnym wypadku musiałbym tworzyć inne kategorie dla strategii, przygodówek, gier karcianych, kościanych i bierek. Wykonanie to wykonanie. I wcale nie chodzi tu o konieczność zamieszczenia plastikowych figurek. Te które zaprezentował Ravensburger – drewniane – są bardzo fajne i mnie zadowalają w pełni. Z resztą w żadnej części recenzji nie miałem co do nich uwag.

    “Jeśli zaś chodzi o narzekania na wypraskę, to radzę przemyśleć sposób pakowania elementów – faktycznie karty wydarzeń idealnie wpasowują się w jedno z miejsc tak, że potem nie można ich wyjąć, ale to dlatego że… to miejsce nie jest przeznaczone dla nich. Należy je zapakować w pozycji pionowej, do sąsiedniego wgłębienia – wtedy bez problemu wychodzą z pudełka.”

    Przemyślałem, przekładałem w tę i we w tę, i nie wymyśliłem nic konstruktywnego. Jeśli kiedyś będziesz mieć okazję to przyjrzyj się, jak wygląda insert do Jamajki. I po raz kolejny – jedynie porównuję do tego, co widziałem i na tej podstawie oceniam. Z pewnością nie jest to wzięte z księżyca.

    Mam nadzieję, że wyjaśniłem większość wątpliwości. Przy czym zaznaczam, że raczej nie będę wdawać się w obszerne polemiki.

    Pozdrawiam
    – AJ

  10. Ok, teraz widzę, że jeszcze trochę namieszałem z tym Ravensburgerem. Dla wyjaśnienia – Ravensburger = Alea, aczkolwiek formalnie są to dwa różne wydawnictwa.

  11. Teraz widzę, że nieco namieszałem z tym Ravensburgerem. Dla wyjaśnienia – Ravesnburger = Alea, aczkolwiek formalnie to dwa różne wydawnictwa.

  12. U Geko widzę wszystko po staremu, czyli masa nieprawdziwych uwag pod naszym adresem, bo ktoś kiedyś na łamach RT ośmielił się stwierdzić, że Agricola nie jest zajebista.

    Nie wiem, po co te złośliwości i wycieczki osobiste? Jako redaktor pisma, drogi Ajflu, powinieneś chyba trzymać emocje na wodzy w publicznej dyskusji?

    Ani słowem nie wspomniałem o Agricoli. A z lektury wielu Waszych recenzji wyłania się obraz taki, a nie inny. Lubicie najbardziej ameritrash i piękne wydania FFG. Dlatego z reguły eurogry mają na starcie już w zasadzie minusa za “przeciętne wykonanie”. Nie mówię, że tak jest w każdym konkretnym przypadku, dlatego napisałem, że to u Was norma a nie, że tak jest zawsze. Tak samo z jest z wypraskami – jak ich nie ma, to od razu narzekacie. Ja wolę mniejsze i zgrabniejsze pudełko do np. Brassa niż do Haziendy, gdzie rzeczy w wypraskach i tak potem wypadają podczas transportu i lepszy byłby brak wypraski i woreczki strunowe. Przy okazji pudełko byłoby dużo mniejsze.

    Ocena wykonania to rzecz subiektywna. Ale dla mnie gra musi być przede wszystkim czytelna. Jakby FFG zrobiło Eufrat i Tygrys to gra byłaby dwa razy bardziej mózgożerna, bo trzebaby mocno się wpatrywać w kolorową planszę i elementy (pewnie plastikowe), żeby ogarnąć sytuację. Gry FFG nastawione są głównie na klimat, stąd czytelności aż takiej im nie potrzeba. I warto tą czytelność brać pod uwagę przy ocenie gry. Podejrzewam, że Small World to w Waszej opinii pięknie wydana gra. Dla mnie jest przeładowana kolorami i słabo czytelna w czasie rozgrywki. I to powinno być również brane pod uwagę przy ocenie wykonania. Nie tylko fakt, czy ilustracje są piękne czy nie. Dla mnie Eufratowi i Tygrysowi nic nie brakuje, bo nie wyobrażam sobie tej gry w wersji “overproduced”.

  13. to ja jeszcze tylko apropos gry Tygrys i Eufrat. Nie chodzi o potrzebę wyprodukowania plastikowych elementów i pstrokatej planszy. Wersja Lacerty ma najwyczajniej w świecie brzydką szatę graficzną. Czytelną, praktyczną, ale nie koniecznie piękną, tyle. Nic by gra nie straciła, gdyby zrobić planszę i żetony nadal czytelne, ale milsze dla oka. I to właśnie zrobiła imho Pegasus Spiele w swoim wydaniu EiT.

  14. OK, to rozumiem, bo szata graficzna to kwestia gustu. Natomiast nie rozumiałem, jak ocenialiście, że EiT nie jest wart 139 zł. Gra ma genialną mechanikę, wszystko jest wydane bardzo solidnie, tj. grube solidne żetony, gruba plansza, drewniane elementy. Rzecz w tym, że dla jednego najważniejsza jest mechanika, dla innego wygląd gry. Warto mieć to na uwadze w recenzji i w ocenie, czy gra jest warta swojej ceny. Podchodząc do Through the Ages od strony wyglądu, gra jest zupełnie nie warta wydania na nią 200 zł lub więcej. W takim razie czemu tyle osób się nią zachwyca? Bo ich pochłonęła grywalnością.

    Z drugiej strony takie Arkham Horror jest bardzo bogato wydane, ale jak nie czujesz klimatu, to jest to tylko nudna, losowa i wielogodzinna turlanka i dociaganiem kart.

    I sam sposób wykonania to kwestia gustu. Weźmy np. Carcassonne. Wiele osób, nie znających gier planszowych będzie w szoku, jak zobaczy grube żetony i drewniane elementy w kształcie ludzików. Z kolei fan FFG stwierdzi, że gra jest wykonana przeciętnie a drewniane elementy są bardzo schematyczne i symboliczne. Kwestia tego, co się lubi i jakie się oczekiwania.

  15. Rozumiem, że recenzent gry Imię Róży nie zdawał sobie sprawy z tego, że alea jest oddziałem Ravensburgera. Nie rozumiem jednak dlaczego, zamiast sprawdzić, jak jest w istocie, usiłuje teraz wciskać czytelnikom jakieś bzdury.
    Na pudełku każdej gry, wydanej przez alea, mozna przeczytać następującą informację: “alea jest marką, pod którą Ravensburger wydaje gry, o wyższym stopniu strategicznego zaawansowania”.
    Natomiast Rio Grande Games nie jest wydawcą eurogier, lecz firmą, która dystrybuuje eurogry na rynku amerykańskim.

  16. @geko:

    “Podejrzewam, że Small World to w Waszej opinii pięknie wydana gra. Dla mnie jest przeładowana kolorami i słabo czytelna w czasie rozgrywki. I to powinno być również brane pod uwagę przy ocenie wykonania.”

    Pozwolę sobie wtrącić w tę dyskusję, bo akurat ja recenzowałem Small World. Gra w istocie dostała wysoką notę za wykonanie, ale tak w recenzji, jak i w podsumowaniu wyraźnie wytknięto jej nieczytelność ze względu na przejaskrawione barwy, co również było brane pod uwagę przy ocenie wykonania. Z pewnością dowiedziałbyś się tego, gdybyś sięgnął po recenzję i ją przeczytał.

    Ja mam wrażenie, że nie przeczytałeś żadnej recenzji i nie sięgnąłeś do żadnej noty podsumowującej. Przecież wszystkie gry dostają trzy oceny składowe: za wykonanie, miodność i cenę. I właśnie tak się je ocenia. Wspomniany EiT dostał 6 za wykonanie, bo recenzentowi wygląd nie przypadł do gustu, z czym się z resztą z nim w pełni zgadzam, ale z kolei miodność ocenił bardzo wysoko – 9/10. Ocena za cenę nie jest natomiast średnią obu, ale porównaniem dwóch pierwszy składowych z właściwym kosztem gry. Stąd ostatnia ocena jest taka, jaka jest. Zupełnie nie rozumiem o czym ten szum.

    @MichalStajszczak

    “Rozumiem, że recenzent gry Imię Róży nie zdawał sobie sprawy z tego, że alea jest oddziałem Ravensburgera.”

    Recenzent (czyli ja w tym wypadku) wiedział, czemu wyraz dał chociażby w komentarzu 10. tej dyskusji:
    “Teraz widzę, że nieco namieszałem z tym Ravensburgerem. Dla wyjaśnienia – Ravesnburger = Alea, aczkolwiek formalnie to dwa różne wydawnictwa.”

    Stąd w recenzji mowa o Ravensburgerze i Alei jako dwóch odmiennych marek. Na opakowaniu Imienia Róży wyraźnie widnieje logo Ravensburgera, a nie Alei, co oznacza, że należy traktować grę jako wydaną pod szyldem Ravensburgera, a ta marka natomiast do tej pory żadnego spektakularnego sukcesu nie zaliczyła.

    Mój błąd wynika z faktu, że pisząc w nocy posta przypisałem wydawnictwo Puerto Rico firmie Rio Grande Games za co zainteresowanych i wydawnictwa przepraszam. Nie zmienia to jednak faktu, że owa pomyłka nie ma to żadnego związku z recenzowaną pozycją. Natomiast informacja zawarta w recenzji (dotycząca Ravensburgera i Alei) nie jest żadnym przekłamaniem.

    Panie Michale, sugeruję, by najpierw sięgnąć po omawiany tekst, by bez sensu nie zarzucać oszczerstwa.

  17. ja_n & Michal > mimo wszystko alea a Ravensburger to dwie osobne marki/linie wydawnicze i chociaz faktycznie spod szyldu alea wychodzi masa fajnych gier, to poza tym szyldem “golego” Ravensburgera wydawane sa w wiekszosci gry dla dzieci. Stad stwierdzenie autora recenzji, ze Ravensburger mu sie jakos specjalnie dobrze nie kojarzy (ale alea tak), jest dla mnie zupelnie sensowne (i trudno sie z nim nie zgodzic).

    Co do porownywania jakosci wydania – pamietam te sama dyskusje sprzed paru lat, gdy w recenzji gry wojennej ktos napisal, ze plansza jest tragiczna (miekka kreda). Wtedy wargamerzy sie oburzali, ze od gier wojennych oczekuje sie czegos innego, ze i ze kredowa plansza to wysoki standard dla tego typu gier. Eurogracze sie z tego nasmiewali – a teraz na tej samej zasadzie eurogry dostaja ciegi w stosunku do ameritrashu 🙂

    Wydania Name der Rose nie widzialem, wiec nie wiem na ile to ma sens – na pewno trzeba odpowiednio wywazyc porownywanie do “innych w tym gatunku” a “gier w ogole”.

    A jezeli chodzi o zboczenie w kierunku ameritrashu zalogi RT – to niestety zawsze recenzent ma jakies swoje zboczenia, vide Trzewik i recenzja Agricoli. Po prostu czytamy opinie tych recenzentow, z ktorych gustem sie zgadzamy, a pozostalych trzeba filtrowac przez sito wspolnych punktow i rozbieznosci – chyba inaczej sie nie da (zakladajac, ze nie istnieje “obiektywna opinia”).

  18. dominusmaris

    Ostatnio wiele się dyskutuje na temat kultury prowadzenia dyskusji w internecie…

    Nie zarzucam naszej społeczności braku kultury, ale nad wyrozumiałością moglibyśmy trochę popracować.

    Mam wrażenie, że wiele emocji wywołują już same wstępy do artykułów. Jedno nieopatrznie użyte słowo i już…
    rusza machina emocji.

    Każdy wie, że najtrudniej jest zacząć. Czy to ma być pisanie recenzji, felietonu czy tylko ruszenie tyłka z łóżka.

    Zwykle więc we wstępach pisze się jakiś banał, albo inny drobiazg związany pośrednio z tematem przyszłej treści.

    Rzuca się też wtedy dużo określeń żargonowych, faktów powszechnie znanych i opinii często powtarzanych, by pokazać innym (a często i sobie) że pisze dla nich ,,swój” człowiek. Autorytet!
    Taki co już w grę z nie jednego wydawnictwa grał i pokonał wiele plansz wzdłuż i w szerz (i nigdy nie spotkał gracza mogącego wszystko kontrolować).

    Pamiętajmy, że w słowie wstępnym autor dokonuje prezentacji nie tylko treści artykułu, ale i samego siebie. Tu nie musi, a nawet nie powinien być obiektywny.

    Zgadzam się że oczywiste błędy merytoryczne powinno się wytykać, ale resztę proponuję zostawić samodzielnej ocenie każdego czytelnika.

    Pozwólmy Czesławowi zacząć:
    ,,Nazywam się Czesio”.
    Może nikt inny tak do niego nie mówi?

  19. Ja mam wrażenie, że nie przeczytałeś żadnej recenzji i nie sięgnąłeś do żadnej noty podsumowującej.

    Jakbym nic nie czytał, to skąd bym niby miał wymyślić, co mi się nie podobało?

    Czytałem, tylko dawno i już szczegółów nie pamiętam. Pisałem o ogólnym wrażeniu z czytania Waszych recenzji. A ono nie wzięło się z sufitu, tylko powstało po lekturze recenzji w RT.

  20. ale sobie skaczecie do oczu!
    dzisiaj po raz pierwszy zamieszczałem wpis na bgg. pod ramką edycji jest wyróżniona informacja: Zwracaj się grzecznie i szanuj innych. może tutaj ustalić podobne zasady?
    pozdrawiam.

  21. ja króciutko:
    1. Feld zrobił również Notre Dame – jak widzę, że recenzent tego nie wie, to zgodnie ze wskazówką Nataniela “filtruję go”
    2. uwierzcie, że recenzja to nie powinien być skrót zasad. A w tym co czytałem, streszczenie reguł + zawartość pudełka to 90% treści.
    nie wdając się w dyskusje o merytorycznej ocenie poszczególnych gier – po mojemu recenzje w RT są po prostu nudne.

  22. Trzeba wywalić z oceny punktowej Wykonanie i Cenę zostawiając tylko Miodność i po problemie :).

    Wykonanie to rzecz subiektywna i można wyrazić co najwyżej swoje zdanie w sposób opisowy w samej recenzji. Oczywiście można porównywać wtedy wykonanie do innych produkcji, co nie powinno mieć na celu dyskredytowanie jakichkolwiek gatunków/wydawnictw/gier, a jedynie pomóc w wyobrażeniu sobie standardu wykonania czytelnikowi, któremu łatwiej będzie sobie coś ocenić na zasadzie porównania do tytułów które już ma/widział.

    Cena to rzecz jeszcze bardziej subiektywna na którą składa się zarówno wykonanie, miodność, tysiąc innych rzeczy jak i osobiste odchylenia od normy każdego z graczy.

    Zresztą jak komuś się nie chce przeczytać recenzji i przy wyborze gier kieruje się tylko ocenami liczbowymi to… życzę szczęścia w udanych zakupach :).

  23. @geko

    Jasne, spoko i rozumiem. Z pewnością są tacy, co powiedzą, że RT to cienizna, a inni pochwalą (np. pierwszy wpis w tych komentarzach).

    Mnie chodzi jedynie o to, że odnoszę wrażenie, iż argumentujesz, jakbyś jednak nie czytał. Wychodzi na to, że czytałeś dawno temu – ok. Z drugiej jednak strony mówisz o Small World i domniemanych ocenach, a przecież wystarczyłoby sprawdzić, a na własne oczy mógłbyś zobaczyć, że recenzent rzetelnie wypunktowuje wady wykonania.

  24. @geko

    Jasne, spoko i rozumiem. Z pewnością są tacy, co powiedzą, że RT to cienizna, a inni pochwalą (np. pierwszy wpis w tych komentarzach).

    Mnie chodzi jedynie o to, że odnoszę wrażenie, iż argumentujesz, jakbyś jednak nie czytał. Wychodzi na to, że czytałeś dawno temu – ok. Z drugiej jednak strony mówisz o Small World i domniemanych ocenach, a przecież wystarczyłoby sprawdzić, a na własne oczy mógłbyś zobaczyć, że recenzent rzetelnie wypunktowuje wady wykonania.

    @cezaras

    “Feld zrobił również Notre Dame – jak widzę, że recenzent tego nie wie, to zgodnie ze wskazówką Nataniela “filtruję go””

    Mam niejako w zwyczaju, że gdy spotykam się z mniej znanym twórcą, to sięgam do bgg, by go “obadać”. Tak też było i tym razem. Widziałem Notre Dame, widziałem też Roma i jeszcze jakieś pozycje. Ale mimo wszystko tytuł, który sam wpadł mi do głowy jako pierwszy to właśnie “W roku smoka”.
    Co by nie mówić, jesteśmy tylko ludźmi. Nie da rady wiedzieć wszystkiego o wszystkim. Ja – przyznam otwarcie – nie jestem zbyt wielkim fanem eurogier, dlatego też nie znam ich wszystkich i wszystkich nie jestem w stanie spamiętać. Gdybym zaś napisał w recenzji, że do głowy wpadło mi “W roku smoka” i “Notre Dame” (które koniec końców wyszperałem na bgg), to byłoby to z mojej strony zwykłe kłamstwo. Ani ja bym się nie czuł z tym dobrze, ani nie chciałbym oszukiwać czytelników.

    Pozdrawiam
    – AJ

  25. @Ejdżej & Nataniel > Nie wiem, po co upieracie się przy swoim zdaniu wbrew faktom. Alea to nie jest osobne wydawnictwo. To jest marka czy też linia wydawnicza w ramach Ravensburgera. Przeciez na każdej grze z logo alea widnieje charakterystyczny granatowy trójkąt z napisem Ravensburger.
    Pod szyldem Ravensburgera wydawane są różne gry, nie tylko gry dla dzieci. Faktycznie gry wydawane przez Ravensburgera w polskiej wersji językowej adresowane są przede wszystkim do dzieci, ale być może wynika to z tego, że pewna próba wprowadzenia przez tę firmę na polski rynek gry dla młodzieży i dorosłych okazała sie niepowodzeniem (kto pamięta, jaką grę mam na myśli?). Natomiast w ofercie “gołego Ravensburgera” na rynek niemiecki, oprócz wymienionych wcześniej gier Fits, Blox, Budowniczowie Arkadii i oczywiście Imię Róży, jest chociażby Diamonds Club.

  26. @Michal

    Poszperałem trochę w sieci i nie mogę przyznać ci racji. Owszem, Alea jest firmą-córką Ravensburgera, ale wszelkie znaki na ziemi świadczą, że są to do pewnego stopnia oddzielne twory.

    Dla przykładu, adresy obu firm:

    alea
    Steinbichlweg 1
    83233 Bernau am Chiemsee
    Germany

    RAVENSBURGER
    Robert-Bosch-Str 1
    Ravensburg, 88188
    Germany

    Z ciekawości sprawdziłem, gdzie co jest – obie miejscowości oddalone są o siebie o 300 km.

    Inni są menadżerowie, zespół wydawniczy, całe mnóstwo ludzi. Nie jestem więc przekonany, że Alea to jedynie “nalepka” na pudełko Ravensburgera. Skłonny jestem jednak posłuchać przekonujących argumentów. 🙂

  27. Michal > alea to linia gier alea, nie-alea to nie-alea, sa oddzielone nieprzypadkowo. Wszystkie lub prawie wszystkie gry Alea sobie wysoko cenię, natomiast zadnej z “golego” Ravensburgera z pamieci sobie nie przypominam. Ok, jest Arkadia i Diamonds Club – jednak w masie innych, slabych (dla mnie) gier, “nie-alea” Ravensburger nie ma u mnie zadnego kredytu zaufania. I analogicznie napisal recenzent.

    Nie ma dla mnie absolutnie zadnego znaczenia czy to osobne firmy czy nie i jaka jest ich struktura udzialowa.

  28. dla jasności – pochwaliłem RT za “branie się za ciekawe gry” – gry dla graczy i dlatego przeciwstawiłem ŚGP, który poszedł w stronę gier rodzinnych/dla dzieci. recenzje w RT nie są moim zdaniem jakieś super, ale jest to produkt bezpłatny i traktuję go jako rezultat chęci pokazywania gier a nie dziennikarstwo. tak więc: rozwijajcie się dalej i popularyzujcie gry!
    ocenianie punktowe gier moim zdaniem nie ma sensu, bo nawet jeżeli recenzentowi gra się spodoba, to będzie mnóstwo osób którym nie podejdzie i na odwrót. oczekuję tylko, żeby recenzent zagrał bardzo dużo razy i opisał co mu się podobało co nie, w jakim towarzystwie i jak elementy gry ocenia na tle innych gier.
    pozdrawiam!

  29. @Ejdżej & Nataniel: alea do Ravensburgera ma się tak jak np. Klub Przedszkolaka do Granny – jest to marka w ramach wydawnictwa. O tym, że nie są to osobne wydawnictwa świadczy nie tylko to, że na kazdej grze alea jest znak towarowy Ravensburgera (i to większy niż logo alea), ale też znak copyright i adres na spodzie pudełka każdej gry.
    Skoro 10 lat temu Ravensburger zadecydował, że “bardziej zaawansowane strategicznie” gry będą się ukazywały pod marką alea, “goły” Ravensburger takich gier nie wydaje. Ale wcześniej wydawał. Kilka przykładów: Tikal (SdJ 1999), Java, Mexica, San Marco, Sagaland (SdJ 1982), Alaska

  30. @ Ejdżej

    Ale to dobrze, że napisałeś bez ściemniania. Nie ma w mojej wypowiedzi nawet podtekstu, że to coś złego. Natomiast dla mnie to oznacza, że o Eurograch dużo nie wiesz, wiec Twoja opinia o grze nie powinna być dla mnie wyznacznikiem.
    Zresztą to oczywiście nie jest jedyny wyznacznik – liczy się tez podobna ocena gier.
    To wszystko składa się na “filtrowanie” recenzji

  31. Przykro mi, jezeli uwazasz, ze alea ma sie do Ravena jak Klub przedszkolaka do granny, to ja sie poddaje i opuszczam te bezcelowa dyskusje. Rozumiem, ze Audi i Skoda to tez tylko “marki” Volkswagena, skoro wchodza w sklad jego grupy kapitalowej? I do obu masz identyczne zaufanie?

    Dla mnie alea Ravensburger oznacza duza szanse na fajna eurogre. Sam Ravensburger nie. EOT.

  32. Włożę kij w mrowisko. Kiedyś przeczytałem kilka numerów RT, ale przestałem czytać, bo:
    – oceny recenzentów miały się nijak do moich
    – kilka razy przyłapałem autorów na braku podstawowej wiedzy (nic się nie zmieniło, skoro Stefan Feld jest nieznany)
    – dobór gier zupełnie mi nie odpowiada, najczęściej mam ochotę przeczytać dwie lub trzy recenzje i to wszystko

  33. …myślę, że jednak większy kij włożył Geko ;)))

  34. Wprawdzie już od dłuższego czasu dyskusja się tutaj nie toczy, ale chciałbym dorzucić kilka słów. Nie jestem wprawdzie planszówkowym wyjadaczem, nie znam środowiska, ale lubię sobie pograć, także w te nieco bardziej złożone gry. I muszę niestety zgodzić się z opiniami, że niektóre eurogry są po prostu brzydkie. Jeszcze pal licho, gdyby były stosunkowo tanie, ale sto kilkadziesiąt złotych za Puerto Rico czy EiT to gruba przesada.Oczywiście ktoś może mi powiedzieć, że płacę za pomysł, mechanikę itp., jednak dla mnie to mocno naciągane argumenty.Za płytę z dobrą muzyką płacę kilkadziesiąt złotych, a przecież ona sama się nie wygenerowała. Podobnie jest z książkami.Chociaż PR i EiT mają świetną grywalność, to jednak patrząc na wykonanie graficzne, można się załamać. A co gorsza, trudno namówić nie-hardcore’owca na rozgrywkę w takie Puerto Rico, które wygląda jak samoróbka, a nie porządny produkt.

  35. Nie wydaje mi się, że stwierdzenie “płacenia za mechanikę” jest mocno naciągane. Niektóry gry przechodzą miesięczne/kilkuletnie testy zanim zostaną doprowadzone do zastanego stanu. Spróbuj sobie policzyć koszty, jeżeli chciałbyś płacić testerom za ich czas. Jak zaczniesz przeliczać wszystko na “karton i drewno” to gry i programy komputerowe powinny być rozdawana prawie darmo. Szczególnie te ściągane z sieci.

    Wyprodukowanie płyty jest kilkadziesiąt razy tańsze od wyprodukowania gry – nawet tej brzydkiej. Dodatkowo dochodzi fakt, że w porównaniu do muzyki gry planszowe to piekielnie niszowa branża. Sprzedanie kilkuset tysięcy egzemplarzy gry w kilka tygodni,czy miliona w rok to często abstrakcja (poza wyjątkami). Dochodzi efekt skali, gdzie produkcja muzyki/książek jest jeszcze tańsza.

    To, że nie możesz kogoś namówić na rozgrywkę oznacza, że źle graczy wybrałeś lub grę :).

  36. No ok, ale czy naprawdę nie uważasz, że 130 zł za PR to lekka przesada? Tym bardziej, że gra przecież popularna i chyba dobrze się sprzedaje. A po otwarciu pudełka człowiek jednak może czuć się trochę nabity w butelkę. Dlaczego np. Filary ziemi czy Stone Age są nieco tańsze, a wyglądają sto razy lepiej, niż Puerto Rico?

  37. Sulp, ja za swoją angielską edycję Puerto Rico zapłaciłem ponad 160 złotych z wysyłką. Nie żałuję ani jednego grosika, który na tą grę wydałem. Kiedy ją kupowałem, nie było jeszcze wiadomo, że Lacerta wyda polską edycję, jeszcze umajoną ilustracjami na budynkach i z dodatkiem, który odrębnie w wersji angielskiej kosztował 30-40 złotych. Wszystko to kwestia podejścia. Biorąc pod uwagę koszty wcześniej dostępnych obcojęzycznych wersji gry, te 130 za polskie Puerto Rico, z dodatkiem i ładniejsze graficznie to cena rewelacyjna, a na forum znajdziesz używane za stówę i mniej. Nie widzę powodów, żeby akurat przy cenie PR się żołądkować.

  38. Widzę Sulp, że jesteś miłośnikiem pracy Michael`a Menzela :).
    Nie wszystkie gry będą tak wyglądać i co więcej nie wszystkie powinny. Zawsze jest to kompromis pomiędzy pstrokatymi dziełami sztuki, a czytelnością i funkcjonalnością, która ma pomóc graczom podejmować właściwe decyzje i wspomagać mechanikę. Od czasu do czasu zdarza mi się przyglądać planszom i zauważać szczegóły: patrz tu ludzik coś niesie! Tutaj jest jakieś zwierzątko, ale super! Tutaj coś robią, genialne! Ale zazwyczaj tego nie zauważam, bo jestem zajęty grą. Wyobrażam sobie, że Ty masz trochę więcej na to czasu, gdyż nie masz graczy, więc rozkładasz sam planszę i się jej przyglądasz ;).
    Osobiście uważam, że Puerto Rico po rozłożeniu wygląda świetnie. Wszędzie coś się dzieje – na planszach graczy, statek kolonistów, targ itd. itp. Oczywiście, że można to zrobić bajecznie. Jak poszperasz na BGG to znajdziesz pewnie, że 3 wersje przerobionego Puerto Rico w tym jedna z tematem Monkey Islands. Mi się podoba tak jak jest – kwestia gustu. Jak bym miał do wyboru kupić za 130zł Puerto Rico, albo za 130zł kupić DWIE GRY (Filary i Stone Age) to wybrałbym jedno Puerto Rico.
    Z takim podejściem to nie radzę Ci zbliżać się do gier Martine`a Wallace, albo do Through the Ages, które będzie niedługo wychodzić :).

  39. Jeżeli aspekt graficzny jest dla Ciebie tak ważny to może zainteresuje Cię strona domowa autora ilustracji do gier które wspomniałeś:
    http://www.atelier-krapplack.de/
    Są tutaj na przykład zapiski i szkice robocze do Thurn and Taxis, gdzie masz dużo fajnych ilustracji. Można na tym przykładzie prześledzić, jak dużo pracy trzeba włożyć w ilustracje do jednej gry.

  40. BloodyBaron, zgadzam się, że Puerto Rico jest bardzo dobre, ale nie w kwestii wykonania. I dlatego powinno po prostu mniej kosztować.Nie obwiniam polskiego wydawnictwa (w przeciwieństwie do niemieckiego) o projekt, bo gra na licencji,ale cena wg mnie niezbyt uczciwa. Tym bardziej, że mam porównanie w stosunku do innych planszówek, które prawdopodobnie gorzej się sprzedają, mają wyższe koszty produkcji, są lepiej wykonane i są tańsze.

  41. Do porozumienia raczej nie dojdziemy, gdyż cena gry często ma się nijak do jej wykonania, zawartości, tego czy jest dobra itd. itp.

    Cena gry jest taka jaką klienci są w stanie za nią zapłacić. To jest chyba najbardziej uniwersalna prawda i zasada.

  42. Konev, jeżeli aspekty wizualne nie są istotne, to dlaczego po prostu nie wyrwać z zeszytu kilku kartek, machnąć byle co, żeby tylko było czytelnie i przejrzyście, zamiast pionków powstawiać guziki albo zapałki, zapakować w pudło po butach i po sprawie.To po co są w ogóle wydawnictwa, fabryki, dziesiątki pracowników itp.? Sprzedawać tylko instrukcje przez internet albo w kiosku i sam sobie każdy machnie grę.

  43. Sulp… nie popadajmy w skrajności. Wszystko w ramach zdrowego rozsądku. Nikt tutaj nie mówi, że aspekt wizualny nie jest ważny tylko, że JEST JEDNYM Z WIELU CZYNNIKÓW, które mają wpływ na odbiór gry. Wiele osób mówi, że Puerto Rico jest brzydkie, co nie przeszkadza im się świetnie przy niej bawić.

    Stone Age mam i podoba mi się. Filary Ziemi nie kupię, bo w ramkę sobie jej nie będę oprawiał i na ścianie wieszał, a w samą grę grać nie będę, bo uważam, że są lepsze :).

    Zawsze znajdzie się ktoś z innymi gustami, któremu coś nie będzie odpowiadać. Rynek zadecyduje…

  44. Nie, Konev, to nie o to chodzi. Zapewne jesteś wielbicielem Puerto Rico i wszystkiego, co się z tą grą wiąże. I nie chcesz przyjąć do wiadomości że mimo świetnej mechaniki, jej wygląd jest słaby, plansze miernie wykonane (po kilku rozgrywkach rogi już zaczęły się strzępić).Najzwyczajniej w świecie fizyczna postać tego produktu jest nieadekwatna do ceny.

  45. Sulp…

    Jestem wielbicielem Puerto Rico. Grałem w nią kilkadziesiąt razy z różnymi ludźmi. Uważam mechanikę za genialną.

    Jestem świadom i bardzo żałuje że gra ma poważną wadę mechaniczną jaką jest dawanie większych szans graczowi po prawej od gracz słabego. Denerwuje mnie to, rozwala czasami rozgrywkę, nie wiem jak to zniwelować. Pomimo tego dalej wysoko oceniam Puerto Rico.

    Rozkładanie gry – liczenie punktów zwycięstwa, kolonistów, układanie budynków w te stosiki na planszy wkurza mnie. Nienawidzę tego. Nie wiem jak to można by rozwiązać. Pomimo tego dalej wysoko oceniam Puerto Rico.

    Widok planszy z rozłożonymi budynkami razi moje poczucie estetyki. Tak kupa budynków w jednym miejscu bez składu i ładu. Gdyby to było jakieś piękne miasto przedstawione z budynkami itp. Przy czym nie podoba mi się ciemna wersja Puerto Rico na jednej planszy jak zrobił to jeden z graczy. Miałem – wyrzuciłem. Nie wiem co zrobić z tą kupą budynków na środku. Pomimo tego dalej wysoko oceniam Puerto Rico.

    Mam polską wersję Puerto Rico (wcześniej miałem długo angielską). W polskiej wersji uważam, że rysunki budynków są infantylne i po prostu brzydkie. Odpowiedni wpis co do mojej opinii możesz znaleźć na forum g-p gdzieś przy okazji wydania polskiej wersji, tak więc sobie tego dzisiaj nie wymyśliłem. Pomimo tego dalej wysoko oceniam Puerto Rico.

    Tak więc jak widzisz moja sympatia do Puerto Rico uwzględnia wady tej gry. Zawsze się jakieś “ale” znajdzie. Dla chcącego nic trudnego. Musisz przyjąć Sulp do wiadomości, że “ładny wygląd” to bardzo często rzecz względna i kwestia gustu (wiem, oklepane, ale sztuki nowoczesnej nie rozumiem i guzik mnie obchodzi, czy jeden z drugim pseudo-artysta powie, że jest inaczej). Solidność wykonania można poddać dyskusji przy czym po kilkudziesięciu rozgrywkach nie zauważyłem żadnych uchybień w moim egzemplarzu Puerto Rico.

    Często fizyczna, powierzchowna wartość produktu jest bez znaczenia, gdyż liczy się wnętrze. Jak w życiu tak i w grach ;).

  46. Konev, wiem, że wygląd to kwestia gustu, ale sam jednak przyznajesz, że Puerto Rico może razić oprawą 🙂 Ok, nie ma się co spierać, choć nadal uważam, że cena powinna być niższa 🙂 A jeśli chodzi o “odchyły”, podoba mi się wykonanie Wysokiego napięcia (oprócz waluty elektro), choć słyszałem wiele krytycznych uwag na temat oprawy graficznej.

  47. Sulp, jedna dodatkowa uwaga. W swojej argumetacji robisz założenie, że brzydka grafika jest tańsza niż ładna grafika (to znaczy, że grafik Puerto Rico wystawił wydawcy fakturę na mniejszą kwotę, niż Menzel za Filary). Nie dałbym sobie głowy obciąć, że to zawsze prawda. Jeśli wydawca Puerto miał taką wizję planszy, to grafik tak namalował. Klient (wydawca) płaci za gryzmoł, więc gryzmoł dostaje.

Leave a Reply to ajfel Cancel reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*

13 + 14 =