Jakie są według autora książki powody, by tworzyć gry? Zacznijmy od dobrych powodów.
Dobry powód #1: Radość tworzenia
Tworzenie gier to wspaniałe doświadczenie. Ludzie w tej branży są inteligentni, otwarci na innych i kochają dobrą zabawę. Twórcy gier mogą zaprzyjaźnić się ze wspaniałymi ludźmi i grać do upadłego. To fascynujące patrzeć, jak twoje dzieło zmienia się ze zbioru reguł w grę o eleganckiej mechanice. Gdy nabierasz doświadczenia w tworzeniu gier, zdobywasz jednocześnie wiedzę o ludzkiej naturze, o tym jak ludzie myślą i jakie są motywy ich działania.
Dla mnie osobiście wielką radością jest widzieć, jak członkowie mojej rodziny, przyjaciele, a nawet całkiem nieznajomi ludzie świetnie się bawią dzięki temu, że stworzyłem grę. Pamiętam, że kiedyś zadzwoniła do mnie moja mama i powiedziała: „Graliśmy wczoraj w twoją grę. Od dwudziestu lat nie słyszałam, by twoja babcia tak głośno się śmiała”. Nie będzie przesadą gdy powiem, że ten telefon byłby dla mnie wystarczającym wynagrodzeniem za wymyślenie gry, nawet gdybym nie zarobił na niej ani centa.
Dobry powód #2: Zobaczyć swoje nazwisko na pudełku
Nie oszukujmy się. Nawet gdy ktoś do tego się nie przyznaje, wydanie gry zaspakaja jego próżność. Czyż nie jest to przyjemne, gdy pokażemy znajomym nowowydaną grę, mówiąc: „To ja ją wymyśliłem”. Można powiedzieć, że jest to ten sam sposób dzielenia się z innymi wytworami swojej wyobraźni, jak w przypadku autorów książek czy filmów. Osobiście uważam, że to świetny powód do tego, by starać się o wydanie swojej gry.
W branży używa się nawet terminu „Gra wydana z próżności”, na określenie takich gier, które nie mają szans na dużą sprzedaż, ale mimo tego zostały wydane. Szczególnie, gdy wymyśliłeś grę, skierowaną do wąskiego kręgu odbiorców i żadne duże wydawnictwo nie będzie nią zainteresowane, wydanie jej może być wspaniałym doświadczeniem. Zdobędziesz uznanie w tej grupie osób i może nawet pozyskasz dla planszówek całkiem nowych ludzi.
Choć firmy wydające „gry z próżności” są płotkami na rynku, niekiedy wyrastają z nich rekiny. Tak było z firmami TSR czy Wizards of the Coast, które nie bały się produkować gier, na których mogły stracić.
Dobry powód #3: Wpadniesz w nałóg tworzenia
Spotkałem wielu odnoszących sukcesy projektantów gier i zauważyłem, że mają jedna wspólną cechę: nie mogą przestać myśleć nad nowymi grami. Jeżeli zauważyłeś u siebie taką przypadłość, to sądzę, że nie masz wyjścia – musisz tworzyć gry. „Ja wciąż myślę nad nowymi grami. Wszędzie – w samochodzie, na spotkaniach, nigdy nie mogę przestać.” powiedział mi twórca Tabu Brian Hersch. Reiner Knizia, zapytany o to, jak być dobrym projektantem gier, odpowiedział podobnie: „Musisz być trochę szalony. Ja ciągle mam w głowie tylko gry. O wszystkim myślę pod kątem: czy jest to temat na grę?” Z tego co wiem, Knizia ma stale około stu gier na różnym etapie przygotowania lub po prostu w głowie.
Jeżeli masz szczęście (lub nieszczęście) być jedną z nielicznych osób, dotkniętych nałogiem tworzenia gier – nie martw się. Jesteś w dobrym towarzystwie.
Jak to się dzieje, że ludzie poświęcają ogromną ilość czasu i mnóstwo pieniędzy na tworzenie głupich, nudnych i wręcz irytujących gier, nie wartych papieru, na którym zostały narysowane prototypy? O tym będzie za tydzień, w odcinku o złych powodach tworzenia gier.
Jaki przyjemny odcinek.
Po prostu serce rośnie.
Cieszę się że my z Reinerem mamy tyle wspólnego. Tylko nam gry w głowie…
Zastanawiam się czy powinienem czytać następną część.
Może lepiej się troszkę pooszukiwać.