Home | Felietony | Your Friendly Local Game Store

Your Friendly Local Game Store
Ten tekst przeczytasz w 2 minut

FLGS to skrót mało znany w Polsce, wśród zachodnich graczy oznaczający po prostu lokalny sklep z grami planszowymi.

W serwisie BoardGameGeek kilka dni temu rozpętała się ciekawa dyskusja (dzięki Rockford za linka na forum, a ja zachęcam do lektury wątku) na temat zjawiska tzw. fixed-pricing (ustalanie przez wydawcę lub dystrybutora sztywnej ceny detalicznej) oraz roli lokalnych sklepów z grami planszowymi dla rozwoju naszego hobby.

Trzeba pamiętać, że w USA większość sklepów z grami to nie tylko powierzchnia handlowa, ale także spore miejsce do grania, organizowanie wieczorów z grami, prezentacji, itp. Niestety, sytuacja tych ich właścicieli dramatycznie pogarsza się od kilku lat – głównie za sprawą sklepów internetowych, które oferują gry taniej czasem nawet o 30%.

Fixed-pricing pozwala tym sklepom na konkurencję ze sklepami online na innych płaszczyznach niż tylko cena – jakość obsługi, pomoc przy wyborze, miejsce do przetestowania gry, itp. Oczywiście odbija się to na cenach tych gier – sugerowana cena detaliczna jest często sporo wyższa od tej, po jakie grę można by kupić gdyby była dostępna na normalnych warunkach.

Stąd opór wielu miłośników planszówek przeciwko fixed-pricing – wielu z nich uważa, że FLGS nie dostarcza żadne wartości dodanej, internet (przede wszystkim serwis BGG) „wie więcej” i „doradzi lepiej” niż dowolny sprzedawca.

Z drugiej strony – to FLGS zacęca nowe osoby do zainteresowania się planszówkami, podtrzymuje to zainteresowanie, dostarcza nowości – w ten sposób grono miłośników planszówek powiększa się, co jest dobre dla wszystkich (autorów, wydawców, dystrybutorów, ale także klientów).

W Polsce sytuacja rozwinęła się trochę inaczej – stacjonarnych sklepów z grami planszowymi w zasadzie nie było, pojawiły się dopiero po sukcesie sklepów internetowych. Wiele z nich powstało w centrach handlowych (m.in warszawska sieć Graal), gdzie sporo klientów trafia „z ulicy”, będąc akurat na zakupach w okolicy – ich rola w propagowaniu naszego hobby wydaje się być niepodważalna.

Zdecydowanie większa jest też u nas rola dystrybutorów, którzy przede wszystkim sprowadzają gry z zagranicy (na co niewielki sklep nigdy nie będzie mógł sobie pozwolić), jednak wobec rosnącej lawinowo liczbie tytułów w naszym języku – ta rola będzie jednak coraz bardziej zmniejszać się na rzecz roli wydawcy polskich edycji tych gier.

Tak jak zauważają użytkownicy BGG, marginalizuje się coraz bardziej rola informacji w sklepie – czy to stacjonarnym czy nawet internetowym. Dla w miarę zaawansowanego miłośnika gier planszowych (znającego już kilka tytułów) – najlepszą i najpełniejszą informacją będzie i tak to, co znajdzie w serwisie BoardGameGeek. Na stronie sklepu online w zasadzie mógłby być tylko link, a w sklepie stacjonarnym – terminal.

Zdaje się, że w ciągu paru lat, tak jak w USA, pozostanie więc tylko czynnik cenowy (sklepy online) lub „friendly” (sklepy lokalne – miejsce do grania, organizacja eventów, itd.). Który z nich zwycięży? Czy może pozostaną w jakiejś koegzystencji? A może oba kanały sprzedaży staną się zupełnym przeżytkiem i autorzy sami będą sprzedawali swoje gry na swoich stronach internetowych?

Ten artykuł został pierwotnie opublikowany w serwisie Gry-Planszowe.pl.

3 komentarze

  1. Avatar

    Bardzo fajny tekst!

  2. Michal Stajszczak
    Michal Stajszczak

    Dwa uzupełnienia:
    1. Sklepów, które mozna zaliczać do kategorii FLGS, było w Ameryce kilka lat temu ok. 5000. Nawet jak każdy taki sklep sprzedał kilka egzemplarzy jednego tytułu, to w sumie były dla mniejszych wydawnictw istotnym rynkiem zbytu. (Dla takich firm jak Hasbro, istotna była zawsze sprzedaż w sieci Toys’R’Us lub WalMart.)
    2. W Warszawie było kilka sklepów specjalistycznych jeszcze przed epoką internetu. Niestety działały dość krótko. Było też kilka sklepów, które sprzedawały także inne artykuły, ale miały wydzielone stoiska z planszówkami. Np. Księgarnia „U Izy”

  3. Avatar

    Niektóre lokalne sklepy same są sobie winne, zamykając podwoje o 18-tej( teraz trochę lepiej z tym podobno), promując wciąż nowe gry zapominają o ekipach zgromadzonych wokół wcześniejszych tytułów ( nie mówię oczywiście o Mtg czy bitewniakach) szukając wciąż nowych klientów zapominają o stałych bywalcach, którzy w końcu znajdą sobie inne miejsca, choćby w internecie. Tak ze sklepu, który mam na miejscu trafiłem do sklepu internetowego, który umie przywiązać do siebie klienta. Inna sprawą jest, że dużo lokalnych sklepów to małe klitki, gdy jeszcze zajdzie tam zgraja „magicowców”, to na prawdę lepiej poszukać dobrego pubu z obszernymi stołami i litrowymi kuflami:)

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*