Xe Queo!
Ten tekst przeczytasz w 4 minut

Przyszła w końcu pora, żeby jasno sobie odpowiedzieć na to pytanie – lubisz blefować, czy nie lubisz? Gdy pierwszy raz czytałem opis gry Xe Queo!, porwał mnie i zachwycił. Gra zbudowana wyłącznie na blefie – to dopiero oryginalne zjawisko. Wprawdzie mój zapał lekko osłabł gdy zauważyłem że to gra tylko dla dwóch osób, ale intrygująca mechanika została gdzieś w głowie i czekała na swój moment. Czekała, czekała i doczekała się.

Wyłącznie blef?

No może nie wyłącznie, ale bardzo niewiele więcej. W pudełku mamy małą planszę zawierającą 49 pól ułożonych w kwadrat 7×7. Pola są połączone przerywaną linią, przy czym linie biegną także po skosie. Do kompletu mamy siedem (a jakże) drewnianych pionków, każdy w innym kolorze, siedem (tak, tak) metalowych pierścieni i dwa komplety żetonów w kolorach pionków. No i instrukcję w trzech językach – niemieckim, angielskim i francuskim. Wszystko solidne, funkcjonalne i estetyczne.

Pionki ustawiamy losowo na planszy, jeden z graczy układa wybranym polu metalowy pierścień. Gracze spośród swoich żetonów wybierają jeden z kolorów i kładą go pod spód stosika. Grę rozpoczynamy przesuwając wybrany pion na sąsiednie pole ortogonalnie lub diagonalnie. Można także przeskakiwać inne piony – tak jak bicie w warcabach (również wielokrotnie w jednym ruchu). Jedyne ograniczenie mówi, że na koniec ruchu przemieszczony pion musi się znajdować bliżej pierścienia niż był przed ruchem.

Jeżeli uda się wprowadzić pion w wybranym przez nas kolorze do środka pierścienia, zdobywamy pierścień. Ale uwaga – jeśli przeciwnik wybrał ten sam kolor, to on wygra rundę. Zdobędziemy pierścień również jeśli zgadniemy kolor przeciwnika. Ale jeśli spróbujemy zgadnąć i pomylimy się – odniesiemy porażkę. Typując kolor przeciwnika powinniśmy powiedzieć „xe queo!” (wym. ze kueo), co w języku weneckim znaczy podobno „to ten!”.

Gracz, który przegrywa rundę ustawia na planszy kolejny pierścień i rozpoczyna się następna runda. Zdobywca czterech z siedmiu pierścieni wygrywa całą grę.

OK, jest trochę blefu, ale czy rzeczywiście tak dużo?

No właśnie, wydaje się, że gra to raczej taktyczna przepychanka i krążenie wokół pierścienia, żeby w końcu zaatakować. W praktyce jednak nie wygląda to w ten sposób. Stosukowo szybko w każdej rundzie jeden z graczy decyduje się podejść w bezpośrednie sąsiedztwo pierścienia. I to najczęściej tak, żeby w następnym ruchu można było wprowadzić jeden z dwóch lub trzech pionów (dzięki przeskakiwaniu). Wówczas drugi gracz musi zdecydować. Ma do wyboru kilka możliwości. Po pierwsze, jeśli jeden z tych pionów jest w jego kolorze, może spróbować nim wskoczyć do pierścienia i liczyć na to, że przeciwnik wybrał inny kolor. Jeżeli to niemożliwe, może całkowicie zignorować ruch przeciwnika – być może to tylko podpucha, liczenie że sprowokowany gracz będzie zgadywał kolor. Wreszcie może, wnioskując z dotychczasowych ruchów, spróbować zgadnąć kolor przeciwnika. Jednym słowem runda nie trwa zbyt długo i pierścień zazwyczaj szybko znajduje właściciela.

Psychologia porażki

Mimo że partyjka w Xe Queo! to co najwyżej siedem krótkich rund, w tym czasie ujawniają się style i ulubione taktyki graczy. Wkrótce okazuje się, czy dany gracz woli dłuższe partie, będzie ustawiał pierścień daleko od pionów i obserwował ruchy przeciwnika, zapamiętywał jakimi pionami rusza i wyciągał wnioski. Inny gracz będzie wolał blitzkrieg – pierścień blisko pionów, raz-dwa i runda skończona. Gracze zmieniają metody blefowania, próbują wszelkich wybiegów żeby zmylić przeciwnika.

Oczywiście to nie jest gra, w którą ktoś mógłby regularnie wygrywać. Być może są osoby perfekcyjnie blefujące, ale mimo to w Xe Queo! nie będą wygrywać partii za partią. Mistrz tej gry to nie kłamca doskonały, a po prostu szczęściarz. Wygrana w Xe Queo! to przede wszystkim kwestia zbiegu okoliczności, a nie techniki, taktyki ani tym bardziej strategii. To prościutka, leciutka i niezwykle szybka gra, świetny przerywnik między poważniejszymi rozgrywkami. I jako taką mogę ją polecić.

Galeria gry na BGG

Ogólna ocena:

Złożoność gry:

Oprawa wizualna:

Ten tekst był przygotowany do czwartego numeru Świata Gier Planszowych, jednak z braku miejsca nie został opublikowany w tamtym ani w żadnym kolejnym numerze. W końcu doczekał się publikacji na GF.

One comment

  1. Avatar

    Gralem i mam ta gre i zgadzam sie. Fajna gra, zeby zagrac raz na jakis czas kilka partii pod rzad. Przyjemna rozgrywka, obfitujaca smiechem i mysleniem: jak by tu wyprowadzic przeciwnika w blad i czy on zrobil ten ruch po to, zeby nas zmylic, czy moze chce zebysmy tak mysleli i zaraz wprowadzi pionek?? ;)

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*