Długi weekend to fajna sprawa. Dużo wolnego czasu. OK, wolny czas jest fajny, jeśli się wie co z nim robić. To jest proste pytanie dla kogoś, kto gra w planszówki – trzeba znaleźć skład do gry i grać, grać, grać. A najlepiej połączyć przyjemne z pożytecznym, zebrać grupę znajomych graczy i zaszyć się gdzieś na łonie przyrody z całą stertą gier. To scenariusz idealny.
Tak się składa, że w miniony długi weekend wszystkie kłopoty związane z tym scenariuszem rozwiązał za mnie ktoś inny. Adam „folko” Kałuża planował ten weekend już od bardzo dawna. Zarezerwował zaprzyjaźnione gospodarstwo agroturystyczne w pięknych okolicach Istebnej. Zebrał kilka znajomych osób i wszyscy wraz z rodzinami wybraliśmy się w góry. Mieliśmy ze sobą mnóstwo gier, piękne pokoje w nowo wybudowanym budynku, doskonałe jedzenie, świetną pogodę, znakomitego przewodnika (czyli Adama), sporo miejsca do grania w jadalni i kilka wolnych dni.
Nie grałem przy tej okazji w nic szczególnie nowego. Raczej królowały starsze tytuły przeplatane kilkoma prototypami Adama i okraszone nowo wydanymi żabkami (czyli Hoop!). W sumie 27 rozgrywek wieczorami (w ciągu dnia nasza córeczka absorbowała nas całkowicie), czyli całkiem nieźle. Cóż – każdemu mogę polecić taki sposób spędzania wszystkich długich weekendów. Przyroda, czyste powietrze, dobre jedzenie, rodzinny wyjazd i planszówki.
Adam – wielkie dzięki!
Idealny klimat do gry w Agricolę ;)