Dawno, dawno temu na rozległych preriach Ameryki Północnej w zgodzie z odwiecznym cyklem natury żyły indiańskie plemiona. W grze Wind River gracze wcielają się w wodzów plemion starając się prowadzić swoich ludzi jak najbliżej stad bizonów, aby nigdy nie zabrakło im pożywienia. Trzeba przyznać, że mechanika pierwszej opublikowanej gry Dirka Liekensa bardzo fajnie oddaje fabularne założenia.
Na początku gry drewniane znaczniki bizonów rozstawiane są na polach od jednej krawędzi do połowy planszy. Od tego momentu stada poruszać się będą tylko w stronę otwartych równin na przeciwległej krawędzi planszy (ostatecznie ją opuszczając). Każdy z graczy umieszcza na dowolnych polach dwa kartonikowe tipi w swoim kolorze i rozpoczyna się właściwa rozgrywka. Gracze kolejno wykonują tury, na które składają się ruch bizonów, sprawdzenie możliwości wyżywienia swojego szczepu, jedna akcja dodatkowa. Na początku tury gracz porusza tyle bizonów ile jego tipi aktualnie znajduje się na planszy. Następnie sprawdza czy na polach z jego namiotami ilość bizonów odpowiada conajmniej ilości tipi. Jeśli bizonów jest za mało, za każdego brakującego gracz musi zapłacić jednym znacznikiem żywności ze swoich zasobów. Jeśli wystarczającej ilości znaczników nie posiada musi zdjąć z planszy te namioty, których mieszkańców nie zdołał wyżywić. Jako akcję dodatkową gracz może wykonać jedną z czterech czynności. Po pierwsze może zapolować na bizony. Jeśli wybierze tę opcję wtedy za każdego bizona, który przewyższa ilość tipi na polach, na których znajdują się wyłącznie jego namioty uzyskuje jeden znacznik pożywienia (maksymalnie gracz może posiadać 10 znaczników żywności). Po drugie może przemieścić jedno ze swoich tipi na sąsiednie pole. Indianie są zgodnymi ludźmi tak więc można swoje tipi przemieścić także na pole, na którym znajdują się już namioty przeciwników. W takiej sytuacji Indianie urządzają ceremonię pow-wow co skutkuje zużyciem po jednym znaczniku żywności każdego z graczy, których tipi znalazły się na jednym polu (jeśli gracz, którego tipi było tam wcześniej nie ma znaczników żywności wtedy organizacja ceremonii nic go nie kosztuje – Indianie oprócz tego, że są towarzyscy są również bardzo zgodni). Jeśli tipi gracza opuści planszę (z tej samej strony, z której schodzą z niej bizony) odkładane jest na bok – zwycięzcą zostanie ten z graczy, który w ten sposób wyprowadzi z planszy najwięcej swoich namiotów. Trzecią możliwością jest wystawienie na planszę kolejnego tipi. Kosztuje to 3 znaczniki żywności, a można wybudować je na każdym polu, na którym znajduje się, bez towarzystwa innych szczepów, przynajmniej jedno tipi gracza. Czwartą akcją jest poruszenie jednego bizona o jedno pole.
Moje wrażenia po jednej, 4-osobowej rozgrywce są takie, że jest to raczej szybka i prosta gra rodzinna chociaż można wykonywać w niej (tak właśnie działo się w naszej partii) dość agresywne działania, przemieszczając bizony w taki sposób aby pozbawiać żywności przeciwników. Wydaje się również, że najlepszą będzie strategia, w której zdobywamy maksymalną ilość znaczników żywności po czym jak najszybciej przesuwamy tipi w kierunku krawędzi planszy, budując kolejne tak by wyprowadzenie ich z planszy zajmowało jak najmniej ruchów. Sądzę, że z tego powodu rozgrywki będą dosyć powtarzalne, chociaż w naszej partii prawie nie wypróbowaliśmy możliwości blokowania przeciwnikowi opcji wystawienia kolejnego tipi poprzez przesunięcie swojego na pole z jego namiotem. Z drugiej strony spójna i klimatyczna mechanika oraz ładne wykonanie zachęcają przynajmniej do spróbowania, zwłaszcza w towarzystwie dzieci lub rzadziej grających w planszówki dorosłych.