Home | Felietony | Zagram, ale tylko z doświadczonymi…

Zagram, ale tylko z doświadczonymi…
Ten tekst przeczytasz w 3 minut

Ostatnimi czasy moją uwagę zwróciło stwierdzenie, które przynajmniej w wątku dotyczącym spotkań warszawskich zaczęło się coraz częściej pojawiać. Co więcej – sam go używam, przykładając tym samym rękę do tego nowego (?) trendu.„Zagram, ale tylko z doświadczonymi…”

Do tej pory na naszych spotkaniach, praktycznie w każdej rozgrywce przynajmniej jedna osoba nie znała zasad. Prawie zawsze właściciel gry (lub najbardziej doświadczona osoba) cierpliwie tłumaczył zasady dla nowicjuszy (często walcząc z setką pytań, żarcikami, czy nerwicą natręctw zgromadzenia). Niezależnie od tego, czy gra była prościutkim chwilerem o banalnych regułach, czy skomplikowaną kobyłą na cały wieczór. Nie miał znaczenia fakt, że w tym drugim przypadku nowicjusz raczej nie miał szans i był tylko tłem dla zmagań starych wilków – wszyscy dobrze się bawili, a nierówne szanse odchodziły na dalszy plan. Czasem nieśmiało ktoś próbował zebrać doświadczoną ekipę do Brassa, Starcrafta, czy jednej z gier wojennych, ale gdy ostatecznie przy stole pojawiały się osoby „świeże” rozpoczynano tłumaczenie reguł lub… zmieniano grę.

Pierwszym tytułem, przy którym wyraźnie sytuacja uległa zmianie jest Through the Ages. Tutaj już na etapie wstępnego planowania wyraźnie zaznacza się wariant, który będzie grany oraz często dodaje magiczne „ale tylko z doświadczonymi”. Jeśli przegapiło się moment na poznanie tej pozycji, gdy wszyscy zaczynali, teraz może być ciężko znaleźć ekipę, która nie będzie składała się z opętanych wycinaków dających 2 minuty na ruch i znających karty na pamięć. Jedynym wyjściem jest znalezienie innych nowicjuszy chętnych na poznanie TtA, kogoś, kto wytłumaczy reguły oraz…egzemplarza, co zważywszy na małą ich ilość może być zadaniem trudnym.

Drugim tytułem, który dopiero rozpoczyna drogę szlakiem przetartym przez TtA jest Agricola. W tej chwili wszyscy ją dopiero poznają – grają w wariant rodzinny, z przyjemnością siadają do rozgrywki z każdym chętnym. Jestem jednak przekonany, że za kilka tygodni wszyscy będą chcieli grać z kartami, każdy będzie szukał doświadczonych przeciwników, a najprostszy wariant gry będzie wyblakłym wspomnieniem początku lata. W tym wypadku problemem nowicjusza nie będzie mała dostępność gry, ale znalezienie podobnych sobie graczy. Tytuł jest gorący i stali bywalcy spotkań w błyskawicznym tempie się z nim zapoznają. Czy znajdą się chętni na prostą grę dla mało zaawansowanych, skoro można zmierzyć się w bardziej satysfakcjonującym trybie?

Wydawać by się mogło, że nie ma problemu i całe zjawisko dotyczy tylko i wyłącznie tych wybranych gier. Czy aby na pewno? Czy nie jest tak, że kiedyś każda gra była nowością, wszyscy ciągle młócili w coraz to kolejne pozycje, a ktoś mający na koncie 3 rozgrywki w jeden tytuł uważany był za wioskowe dziwadło, które kurczowo uczepiło się starocia? Czy nie macie wrażenia, że sytuacja uległa zmianie? Coraz więcej gramy w starsze gry, często wracamy do pozycji, które tylko liznęliśmy w pogoni za nowościami, delektujemy się możliwymi strategiami i cieszymy z wygranej z robotami z konstelacji bazika.

Czy te dwie pozycje nie są tylko zwiastunem przyszłych sytuacji? Czy ich modularna budowa nie przyspieszyła naturalnych procesów, które czekają wszystkie bardziej skomplikowane gry (podejrzewam, że Loupin Louie może być na to odporne)?

Jak jest w Waszym przypadku? Czy szczerze nie wolicie grać z doświadczonymi przeciwnikami dającymi Wam szansę na bardziej wymagające wyzwanie?

Czy nie zbliżamy się do momentu, gdy trzeba będzie organizować specjalne, oddzielne rozgrywki na nowych graczy? Sam postanowiłem, iż przy najbliższej okazji przyniosę swój egzemplarz Through the Ages i jeśli tylko będzie zainteresowanie wytłumaczę chętnym zasady i zostawię ich, by świetnie bawili się w swoim gronie.

Czy zagram? Oczywiście, że nie – ja gram…tylko z doświadczonymi :)

16 komentarzy

  1. Avatar

    tak, i to ja byłem poszkodowany nowymi praktykami ;p chciałem kiedyś zagrać w TtA i zostałem wyrugowany ;)

    chętnie zagram w przyszły piątek, wreszcie wracam na w miarę stałe do warszawy :)

  2. Avatar

    Nie uważam że jest coś złego w tym, że ktoś chce zagrać z doświadczonymi graczami jeżeli jest to ustawiona gra.

    Trochę mniej mi się podoba jak ktoś szuka „na szybko” kogoś do grania i odmawia bo nie chce tłumaczyć zasad – chociaż i to w zasadzie rozumiem.

    Tak to wygląda że więcej wyzwania i tym samym zabawy będzie się miało grając z równym sobie. Wyjściem jest to co proponujesz Szymonie i z chęcią skorzystam tzn: dać komuś grę, wytłumaczyć zasady .. i pójść grać z innymi – coś na zasadzie Pomarańczowych koszulek :)

  3. Avatar

    Też zauważyłem ostatnio ten „trend”. Jak to zwykle w życiu bywa, najgorsze są skrajności. Czyli nie widzę nic złego w umawianiu się na „doświadczoną” rozgrywkę, ale z drugiej strony dajmy też inny poznać dany tytuł. Np. w zasadzie mógłbym już spróbować zagrać w Agricolę w wersję „nierodzinną” ale mogę spokojnie jeszcze zagrać w wersję rodzinną, zwłaszcza, ze wiele osób jeszcze nie miało okazji spróbować tej gry. Sam z kolei nie miałem okazji zagrać w TtA i chętnie się w końcu zapoznam z tym tytułem, oczywiście tylko z… niedoświadczonym ;-P

  4. Avatar

    Hej

    do tej pory widze ze wpisy rozgrzeszaja postulat „gram z doswiadczonymi” bo tak jest wygodniej, nierozpraiwajac sie z postulatem: „czy nie stworzy sie hermetyczne srodowisko” od czego ja sobiscie uciekam przy najmnieszych przejawac hczegos takiego powstawania i co jest najgorsze co moze spotkac budzaca sie spolecznosc.
    O takie wpisy prosze pod tym artykulem, czyli co zrobic zeby nasze hobby nie bylo za moment elitarne???

  5. Avatar

    Jakub – chyba niedokładnie przeczytałeś powyższe wpisy. Ja też jestem przeciwny zamykaniu się na innych graczy. Co nie oznacza, że nie można się czasem umówić na rozgrywkę z osobami, które znają dany tytuł.

  6. Avatar

    Przeczytałem, przeczytałem.

    Troche po prostu chciałem sprowokować, coby kazdy w swoim sumieniu ocenil na ile jest otwarty na obcych mu graczy.

    W realcji z Pionka pamietam np jak ludzie z Poznania grali z ludzmi z Poznania (co jednak mogli zrobic w Poznaniu nie jadąc do Gliwic) i podejrzewam ze nie byli w tym odosobnieni.

    Moze Trzewik powinien wymyslec jakas mechanike na mieszanie roznych towarzystw?

    pzdr Kuba

  7. Avatar

    „delektujemy się możliwymi strategiami i cieszymy z wygranej z robotami z konstelacji bazika.”

    to powinno wystarczyc jako odpowiedz czemu JA unikam grania w wiele gier z nowymi. skoro nawet grajac z 'zaawansowanymi’ dostaje mi sie potem takim tekstem.

    generalnie moje rozwiazanie problemu 'gier ktore sprawiaja duzo wieksza frajde przy n-tej rozgrywce, z znajacymi gre przeciwnikami’ bylo takie ze na spotkania 'publiczne’ takich gier nie przynosilem.

    Age of Steam kocham od dawna, ale przynioslem raz. na mazurkonie byl tylko dlatego ze byli znajomi ktorzy chcieli go pokazywac.
    niby moge przyniesc i zagrac, ale: wspolgracze w jednej grze tak naprawde gry i tak nie poznaja, ja bede mial do wyboru wszystkich rozniesc i dostac komentarz duzo mocniejszy niz ten szymona, albo specjalnie sie podkladac.
    jeszcze gdyby nie kultura 'w kazdej grze jest jeden nowy’ ktora do niedawna u nas panowala moglbym uwazac ze taka gra pokazowa to inwestycja w przyszlosc, ze za 2-3 tygodnie zagram gre w gronie juz-doswiadczonym. do niedawna bylo jednak wiadomo ze ilu osobom sie gry nie pokaze i tak w kazdej nastepnej rozgrywce sie bedzie gralo 'pokazowo’.

    inny przyklad jak sie mozna sparzyc pokazujac ciezsza gre ktora sie dobrze zna – na Pionku gralem w Agricole po wytlumaczeniu zasad. wyszlo na to ze ja doceniam bycie pierwszym duzo bardziej niz ktokolwiek przy stole, dosc czesto bralem te akcje, osoba po mojej prawej stronie (zona wc?) na koniec juz niezbyt ukrywala ze bawi sie srednio, i ma lekko tylko skrywane pretensje ze przyczyna jest to ze ciagle jest ostatnia bo zly bazik zabiera akcje 'pierwszy gracz’… znow, mam szukac radosci z gry specjalnie grajac zle? lepiej do takiej sytuacji zwyczajnie nie siadac…

    tak wiec dla mnie do niedawna rozwiazanie bylo takie ze nie przynosilem gier wcale, albo przynosilem gry mozliwie lekkie, a te ciezsze ktore lubie najbardziej zostawaly w domu.

    wszystko zmienil TtA ktory jest za dlugi na moje 'domowe’ wieczory :) .
    chetnie pokaze gre, moze troche sie zarzekajac ze w pierwszej nie gramy o wygraną (co potem sprawia ze bywam zielony jak tuz przed koncem dasilwa ciagle jest na prowadzeniu), ale siadac do wersji pelnej na 4 godziny, wiedzac jak reaguja nowe osoby (a nawet nie takie calkiem nowe, hehe) na pokazanie im jak w praktyce dzialaja karty 'wojna’… strata czasu dla mnie i dla nowych.

    do niedawna odpowiedzia byloby granie w TtA tylko w domu, teraz jest 'zdrowiej’ bo wolno mi umowic sie z 'dowswiadczonymi’ na PW.

    a wiec Jakubie czy Yoszu ocencie w swoim sumieniu czego wlasciwie staracie sie bronic zabraniajac nam grac w ciezsze gry tak zeby sprawialy nam pelna przyjemnosc. naprawde nie ma jak grac w nowe gry? szymon tydzien temu pokazwyal glory to rome, bazik dzis pokazuje descenta, obaj siadaja zawsze chetnie do kazdej nowej gry… co w tym strasznego ze czasem zagraja tez w cos ciezszego, bez presji ze musza sie specjalnie podkladac?

  8. Avatar

    baziku źle mnie zrozumiałeś – możliwe że niezbyt wyraźnie napisałem o co mi chodzi.

    W ogóle mi nie przeszkadza umawianie sie na gry z zaawansowanymi, nikogo tego nie zabraniam, zresztą sam pewnie za niedługi czas wolałbym usiąść do zaawansowanej wersji Agricoli, albo umówić sie na rewanż w Shoguna.

    Zdarzyły mi się dwie sytuacje(chyba mogę powiedzieć 'tylko’) kiedy ktoś rzucił hasło, kto zagra w grę XX, kiedy się zgłosiłem i okazało się że nie znam zasad, gracze stwierdzili że nie bardzo z nowym siadać do tej gry. To były początki z grami i faktycznie nie mogłem wiedzieć czy dana gra jest skomplikowana czy nie (teraz się jako tako orientuję). Wystarczyło tylko krzyknąć, _kto zna_ zasady gry XX i chce zagrać? Po prostu wtedu zrobiło mi się trochę przykro i tyle. Teraz to doskonale rozumiem, ale trzeba pamiętać o nowych osobach, które mogą przyjść i dodać to małe 'kto zna zasady’ przy szukaniu chętnych. Bo w chęci grania z doświadczonymi graczami problemu nie widzę.

    Z własnego doświadczenia za to mogę powiedzieć, że na PW czy na Koszykowej nie można narzekać na brak chętnych graczy. Zawsze ktoś przygarnie, wytłumaczy zasady. Nie wydaje mi się, żeby był jakiś problem hermetyczności środowiska przynajmniej w Warszawie i poza tymi dwiema sytuacjami.

    Na przyszłość postaram się rozwijać swoje myśli, żeby nie dochodziło do podobnych nieporozumień ;)

  9. Avatar

    no takich sytuacji jestem raczej niewinny. zdecydowanie nie wyobrazam sobie zawolac kto chce grac w xxx i dopiero chetnemu mowic ze nie bo nie zna zasad. na tta zawsze sie umawiam wczesniej albo cicho pytam konkretnie te osoby ktore wiem ze graly.

  10. Avatar

    W liceum zalozylem klub gier w moim rodzinnym miescie, Dabrowie Gorniczej. Mielismy dla siebie cala harcowke, gralismy w kazdy weekend, bylo super.

    W koncu skonczylem liceum, wyprowadzilem sie do Gliwic, studiowac na Polibudzie. Klub w Dabrowie upadl.

    W Gliwicach, na Polibudzie zalozylem klub gier. Mielismy dla siebie cale ZSP, gralismy w kazdy wtorek i kazdy piatek, bylo super.

    W koncu skonczylem studia, zalozylem Firme. Klub w ZSP upadl.

    Oba upadly z tego samego powodu. Czlonkwie klubu, stara gwardia stala sie po moim odejsciu hermetyczna, grali razem, kumplowali sie razem, na nowych patrzyli niechetnie, bo najbardziej lubili grac ze soba. Kiedy ja szefowalem, kazdy nowy byl witany z otwartymi rekami, zaraz integrowalem go z klubem i wkrecalem do jakiejs gry. Kiedy odchodzilem, kluby umieraly, ginac w hermetycznosci.

    Teraz opiekuje sie klubem w MDK, witam wszystkich nowych i z zimna premedytacja bede rozbijac wszystkie uklady, kolka, i wszystkie proby hermetycznosci. Podobnie na Pionku, gdzie staramy sie kazda nowa twarz traktowac jak specjalnego goscia i szczegolnie sie nowymi uczestnikami opiekowac.

    Zamykanie sie na nowych zabija kluby gier. Strzezcie sie tego. Jak ognia.

  11. Avatar

    Celne Trzewik, celne.
    Mechanizm, o którym piszesz dziesiątkuje co semestr wiele nieźle zapowiadających się stowarzyszeń, klubów i kół studenckich, nie tylko klubików planszówkowych…

  12. Avatar

    Bazik – ale wiesz, ze fakt, iz jestes robotem jest powszechnei znany i nie jest to zadna inwektywa? :-)

    Trzewik – zgadzam sie. O ile nie bylbym taki wyrywny, zeby „zabijac hermetycznosc” i dalbym ludziom pograc sobie w zaawansowanym gronie, jak chca – to zdecydowanie nalezy poczatkujacych otoczyc szczegolna opieka. U nas na Politechnice nie ma zadnej osoby, ktore bylaby kims w rodzaju „szefa”. I dobrze, ale warto zwracac uwage na debiutantow. Kiedys przyszla para, zagrali w Cytadele (zachecalismy ich, bo chcieli tylko popatrzec) i wiecej nie przyszli. Nie wiem, czy partia byla za dluga, czy gra kiepska, ale mam nadzieje, ze kiedys przyjda. I wtedy trzeba chyba nimi sie bardziej zajac…

    A co do meritum tekstu – w moim przypadku Agricola juz dolaczyla do TtA. W wariant rodzinny juz raczej nie zamierzam grac…;-)

  13. Avatar

    to ja mam lepiej – dla mnie wariant rodzinny jest bardziej wymagajacy, kazdy ma to samo przed soba i walka jest wieksza… w pelnej wersji kazdy gra w karty ktore dostal, i rywalizacji jakby mniej… ja mam kombo na glinach, ty masz kombo na drewnie, on ma na zwierzetach… moge ci wlazic z butami w twoje, ale bardziej mi sie oplaca bawic w moje kombo…

    (pelna gra jest bardziej roznorodna i ciekasza przez to, to nei jest tak ze bede jej unikal, ale w rodzinna tez zawsze chetnie zagram, z doswiadczonymi czy nie, nie ma znaczenia).

  14. Avatar

    Na Politechnice mamy bardzo dogodną sytuację, bo mamy dwie sale. Zawsze możemy się umówić, że w dużej każdy może sie dosiąść do gry, zaś w małej już niekoniecznie i po kłopocie.

    Trzeba starać się dogodzić każdemu. Mam nadzieję, że ten artykuł jest po to, aby uświadomić wyjadaczom, że nasze pandemia będzie się panoszyć dalej, jeśli będzie kogo zarażać, a każdy zarażony ma powinność zarażania .

  15. Avatar

    Szymonie – Prezesem jest Trutu, choć ostatnio jest postacią widmo (ale w zeszły piątek się pojawił;)

    Co do Cytadeli, to 7 osób to trochę z dużo i partia się wlokła, ale „nowi” byli zadowoleni, a przynajmniej deklarowali, ze im się podobało.

    Baziku – Zgadza się, że właściwie wersja rodzinna jest trudniejsza, ale z drugiej strony bardziej schematyczna. Jak się zagra kilka razy w tym samym gronie, to kazdy próbuje zrobić dokładnie to samo. Przynajmniej ja mam takie doświadczenia. A w wersji normalej już tak nie ma. Poza tym kombo bardzo pomaga, ale nie mozna grac tylko pod nie. Cos innego tez trzeba zrobić. Gra z kartami jest tez mniej przewidywalna. Wydaje się, że komuś zrobilismy kuku, a on nagle wyciąga pomocnika, czy małe usprawnienie i się broni.

    Draco – Moim zdaniem dzielenie sal, by jakoś źle wyglądało. Ktoś sobie siedzi w jednej, chce zobaczyć co się dzieje w drugiej ,a tu mu mówią, ze to sala dla wybrańców. Niech sobie ci co się umówili grają gdzie chcą. A jak już miałby być salka dla „weteranów”, to chyba lepiej sala z dala od tej dla wszystkich, czyli 17.

  16. Avatar

    Sztefan – chodzilo mi bardziej o kogos, kto by na kazdym spotkaniu byl i zajmowal sie nowymi, jesli sa. Trutu jest prezesem wlasciwie tytularnym i nigdy chyba nie mial aspiracji, by taka role jak powyzej opisuje pelnic.
    Zgadzam sie tez w kwestii wariantu rodzinnego Agricoli. Zagralem 4 razy i juz czuje znuzenie – karty na pewno dodadza grze kolorytu i roznorodnosci – bez nich zbyt szybko mozna by dojsc do schematow, ktore niespecjalnie przyciagalyby do kolejnych gier.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*