Home | Felietony | Dwa akapity | Dwa akapity: o serduchu na Pionku

Dwa akapity: o serduchu na Pionku
Ten tekst przeczytasz w 2 minut

Mógłbym opowiedzieć wam o tym jak WC wykonywał dwieście identyfikatorów na Pionka, z czego grubo ponad sto imiennych – z ksywą, miastem, z którego pochodzi osoba i jeszcze avatarem z forum. Mógłbym napisać o tym co czułem gdy zobaczyłem Klemę wchodzącego w sobotę rano do Silent Roomu z kartonem dwunastu soków Tymbarku na ramieniu. “Pewnie się przyda trochę soków”, powiedział z uśmiechem. W niedzielę rano przyniósł drugą porcję soków. Mógłbym napisać o Multideju, który siedział ze mną w piątek do 20tej wieczorem w MDK i dekorował aulę. Mógłbym powiedzieć wam o Natanielu i Pancho, którzy – gdy wyjeżdżali z Pionka – niezależnie od siebie podeszli do mnie i powiedzieli: “Słuchaj trzewik, tam jest ekipa, która gra w moją grę, ja już muszę jechać, a nie chcę im przerywać zabawy. Zostawiam im to, a ty potem zaopiekuj się tą grą, OK.?” Mógłbym wymienić wiele osób, które poświęciły swój czas i pieniążki, by sprawić, by Pionek był udany. Mógłbym pisać i wymieniać, mógłbym dawać przykłady i dziękować ludziom za ich wkład w Pionka. Napiszę dziś o jednej, wyjątkowej osobie. Kornik to jedna z Pomarańczowych Koszulek. Stara Gwardia Kredensu. To facet, który od wielu tygodni wkuwał reguły gier z Pomarańczowej 50tki. Facet, który jak całe Gliwice przez trzy miechy przygotowywał się do Pionka. Facet, który… Widzicie, w czwartek Kornik dowiedział się, że szef cofnął mu wolne i że weekend będzie musiał spędzić w robocie. Trzy miesiące nakręcania się na Pionka i w jednej chwili czar prysnął jak mydlana bańka.A jednak w piątek, kiedy wnosiliśmy na aulę stoły, Kornik odmeldował się w MDK. Nie wycofał się z przygotowań. Nie machnął ręką na Pionka. Nie przerwał swojej Pomarańczowej roboty. Nie odpuścił. Przyszedł do MDK, wniósł z piwnicy stoły na to cholerne czwarte piętro i poustawiał je na auli. Wnoszenie tych stołów z piwnic na aulę to horror. Możecie sobie wyobrazić ile to roboty. Kornik nie zrezygnował – wniósł je, wniósł też sztalugi, drabinę, powiesił banner na ścianie, a potem, gdy skończyła się robota pożyczył nam udanej imprezy i pojechał do domu ze świadomością, że kiedy my będziemy się bawić, on będzie tkwił w robocie. Piszę o tym, by oddać mu ukłon. Piszę o tym, bo tak właśnie tworzy się ta niezwykła atmosfera Pionka. Każdy daje tu z siebie wszystko co ma najlepszego po to, by inni dobrze się bawili.

P.S. Ostatecznie udało się Kornikowi wyrwać na chwilkę z roboty – pojawił się na Pionku w sobotę. Na trzy krótkie godzinki…

2 komentarze

  1. Avatar

    To ja tak tylko krótko: bardzo lubię czytać takie wpisy.

    Dobra robota – mam nadzieję że będę na kolejnym Pionku

  2. Avatar

    Inspirująca historia! Dziękuję Kornikowi za tę pracę.

    No cieszę się, że Kornik przynajmniej miał czas żeby grać kilka razy w turnieju gier logicznych!

    russ

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*