Nikt w Gliwicach nie chce ze mną grać w Santy Anno. Nikt oprócz Goora, jeśli mam być dokładny. Obaj z Mirkiem wyprzedzamy pozostałych graczy o dwa lata świetlne, i kiedy my kończymy swoją turę, oni dopiero rozpoczynają rozpatrywanie drugiej karty. Nikt przy zdrowych zmysłach nie usiądzie z Jolką do Detektywa Kroko. Graliśmy z nią raz. Znalazła pod rząd pięciu podejrzanych, każdego w czasie poniżej trzech sekund. Nie gramy już z nią. Nie gramy też z Tiju i Multim, i z nimi nie gramy z kolei w Tohuwaboku, bo to co wyprawiają przy stole przeczy wszelkim regułom rozsądku. Są oni jak jaszczurka, z oczami wytrzeszczonymi przed czachę, oczami dostrzegającymi wszystko na raz, w jednej chwili. Z Bazikiem też nie gram, a z nim z kolei to nie gram w Seta. W odnajdywaniu kombinacji kart Bazik schodzi poniżej sekundy. Jego reakcje w tej grze są już liczone w ułamkach sekund. Nie ma sensu z nim grać. Mam podejrzenie, że Bazik ma trzecią i czwartą półkólę, obie przeznaczone tylko do gry w Seta.
I tak to właśnie jest, że jeden z moich ulubionych gatunków gier, gry na spostrzegawczość – są niestety, totalnie niegrywalne.
niestety trafne – gry na spostrzegawczosc sa troche takie 'zagraj raz i wyrzuc’ :-( w ubongo probuje wprowadzac jakies wyrownania – ukladam wiecej/trudniejsze obrazki, zeby gra miala sens (choc czasem sie okazuje ze wcale utrudnien nie potrzebowalem :-D)
w set-a mozna by grac ze ten lepszy musi widziec 2 zeby dostac punkta, w innych grach tez pewnie sie da cos wymyslic. ale fakt ze przykre ze takie lamance _trzeba_ wykonywac zeby gra z nowymi osobami miala jakikolwiek sens..