Tyros
Ten tekst przeczytasz w 3 minut

Nie mylić z Torres, bo choć nazwa podobna to te dwie gry łączy tyle co piernik z wiatrakiem, czyli niewiele. Tyros to produkcja Martina Wallace’a, autora Railroad Tycoon, Age of Steam, Conquest of the Empire i wielu innych. Przenosimy się do basenu Morza Śródziemnego w czasy starożytne. Tutejsze królestwa przechodzą gwałtowny rozwój i stopniowo przekształcają się w wielkie imperia. Gracze natomiast jako tutejsi kupcy, w pełni kosmopolityczny, nie związani z żadną nacją, chcą zdobyć jak największe wpływy ekonomiczne. Realizują to przez podróżowanie okrętami po Morzu Śródziemnym, dobijają do atrakcyjnych brzegów, próbują tam założyć miasta. Cel jest prosty – mieć jak najwięcej miast w jak największych imperiach.

Pomimo, że realia gry wydają się epickie całej grze towarzyszy jeden wielki minimalizm. Pudełko jest niewielkie, plansza jest niewielka, nasze kupieckie łódeczki są małe, nawet zasad jest niedużo i nie są skomplikowane. Cała tura rozpoczyna się od rozdania wszystkim graczom 14 kart towarów. Towar może być w jednym z czterech kolorów (plus piąty joker). Poszczególne kolory odpowiadają barwom każdego z czterech imperiów. Następnie gracze wybierają jeden z posiadanych przez siebie żetonów rozwoju imperiów. Kafelek pokazuje, która nowa prowincja zostanie zajęta przez sąsiadujące królestwo. Po tym wszystkim przechodzimy do głównego toku rozgrywki.

Gracze wykonują akcje na przemian. Po pierwsze poruszają się po morzu okrętami odrzucając po każdym ruchu odpowiednią liczbę kart towarów. Po drugie budują miasta w imperiach, ale potrzebują do tego często pięć kart jednego koloru i nie może w miejscu budowy znajdować się statek konkurencji. Po trzecie mogą budować nowe statki, aby powiększyć swoją flotę i potencjał morski. Na koniec mogą się wymieniać kartami towarów z bankiem lub innymi graczami.

Sama gra sprowadza się, więc do odpowiedniego zarządzania kartami i wykorzystywania ich przy poruszaniu oraz budowie miast. Przy czym musimy mieć odpowiednią wizję tego jak chcemy się rozwijać na planszy i szybko dostosowywać do zmian związanych z ekspansją imperiów. Często warto darować sobie bliskie miejsca, na rzecz dalekich i początkowo niedostępnych. Ponieważ te drugie jeżeli nie będą niepokojone przez konkurencyjnych graczy mogą być dla nas dobrym źródłem punktów zwycięstwa. Dobrze też mieć w każdym imperium co najmniej jedno miasto wtedy zostaniemy nagrodzeni odpowiednim bonusem. Od czasu do czasu ma sens też blokowanie innym graczom miejsc na potencjalne miasta, ale też nie ma się co na tym bezwzględnie koncentrować, bo tracimy tylko czas i cenne karty.

Tyros to inteligentna gra, nie można powiedzieć złego słowa o mechanice. Martin Wallace lubuje się w grach niebanalnych, w których trzeba ruszyć mózgownicą i tak i tu pod płaszczykiem prostych zasad kryje się całkiem wymagająca rozgrywka. Z drugiej strony Tyros to też nic specjalnego. Nie czułem żadnej chęci do nadzwyczajnego angażowania się w rozgrywkę. Wśród mnóstwa gigantycznej liczby atrakcyjnych i niebanalnych produkcji Tyros wychodzi bardzo przeciętnie. Zła to gra nie jest, ale żebym miał się kiedyś jeszcze dać namówić do kolejnej rozgrywki? Raczej wątpię. Żal mi byłoby czasu. Stąd jeżeli jesteście fanami produkcji Wallace może warto się jej przyjrzeć, w innym wypadku możecie o niej zapomnieć, nic nie stracicie.

Ogólna ocena:

Złożoność gry:

Oprawa wizualna:

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*