Ci, którzy znają mnie trochę lepiej wiedzą, że nie cierpię kostek. Zdanie się na los, bez możliwości jakiegokolwiek wyboru dobija mnie. Gdy byłem dzieckiem, lubiłem grać w „Chińczyka”, „Eurobusiness”, ale okres ten minął bardzo dawno temu. Gdy siadam do gry z kostkami, w moim umyśle zapala się czerwona lampka z napisem UWAGA. Dlatego min. nie lubię „Osadników”. Nigdy ich nie lubiłem, a z czasem lubię ich coraz mniej ;). Powodem jest ogromny element losowy generowany przez kostki. Fani tej gry na pewno napiszą, że nie jest tak do końca, przecież można wykorzystać statystykę, prawdopodobieństwo… dla mnie jednak w tej grze najważniejsze są prawa Murphiego, a dokładnie „Prawo Osadników Murphiego” – jeśli masz wioski na obszarach z ósemką i szóstką, liczby te będą wypadać dużo rzadziej niż wszystkie pozostałe.
Ku memu zaskoczeniu, w ostatnim czasie poznałem dwie gry, oparte o mechanizm kostek, które nie irytują mnie, ba podobają mi się. Pierwszą jest gra którą poznałem na Pionku – „Verflixxt!”. Zabawa polega na przeprowadzeniu swoich pionków z pola startowego, na koniec. Przesuwamy je o tyle punktów, o ile wskazuje rzut kostkami. Przypomina „Chińczyka” ;) Na szczęście autorzy gry: Wolfgang Kramer i Michael Kiesling, tak sprytnie zaimplementowali zasady, że rzut nie determinuje rozgrywki. Gracz może wybierać nie tylko jakim pionkiem poruszy, ale dodatkowo może przesunąć znajdujące się na planszy pionki-strażników. Sam cel gry też jest inny niż we wspominanym „Chińczyku”. Nie ważne kto pierwszy osiągnie metę, ważne ile zdobędzie punktów. Zabawa spodobała mi się i to bardzo. Niestety, jak już kiedyś wspominałem cena jest chora.
Drugi tytuł to Spiel des Jahres 1992 – „Um Reifenbreite”. Miałem okazję kupić go po dość atrakcyjnej cenie, wziąłem dwa (jeden na prezent dla siostrzeńców), no i spróbowałem. Gra z założenia jest losowa, rzuty kostką, karty…, z drugiej strony oprawa graficzna, atmosfera jaką buduje, powoduje że od początku wiemy z czym mamy do czynienia. Gracze startują w wyścigu kolarskim. Każdy z uczestników prowadzi zespół złożony z czterech rowerzystów. Przemieszczanie może odbywać się na kilka sposobów: rzut 2 kostkami, rzut kostką + karta energii, 2 karty energii i ostatnie – jazda na kole. Połączenie rzutu i świadomego wyboru kart, daje graczowi świadomość częściowej kontroli nad tym co dzieje się na planszy. Dodatkowo świetny pomysł jazdy na kole… gra z czystej losowej zabawy zamienia się w coś więcej. Żeby nie było zbyt „taktycznie” po wyrzuceniu 7 gracz ciągnie specjalną kartę – a tu może nas spotkać miła niespodzianka, lub wręcz przeciwnie. Um Reifenbreite to niesamowite połączenie wszystkich możliwych elementów losowych, a mimo to daje możliwość kontroli nad swoją drużyną. Końcowy wynik gry, to suma punktów za każdego rowerzystę na mecie, ale również na premiach. Zachęcam do spróbowania.
Gry planszowe ciągle mnie zaskakują. Kostek dalej nie lubię, ale… jest szansa że będzie lepiej ;)
Komentarz do zdjęcia. Pancho zaproponował bym w jakiś sposób serię swoich wypocin odznaczył charakterystycznym obrazkiem. Zastanawiałem się nad kilkoma, aż w końcu postanowiłem dać swoje zdjęcie ;)
Zdjęcie z miejsc w których odpoczywam najlepiej, gdzie najchętniej powracam – jaskiń.
Odnośnie kostek, polecam jeszcze wypróbować Yspahan czy Un Krone Um Kragen ;) Niby „kostkowce”, a jednak świetne gry.
Jestem w takim razie ciekaw, co sądzisz o Elasundzie? Jeśli jeszcze nie testowałeś tej gry – to kolejna gra kostkowa, która ma wielkie szanse Ci się spodobać.
Niestety w powyższe tytuły nie grałem. Może nadarzy się okazja i spróbuje… ale wiadomo że do mnie na wieś ;) takie tytuły trafiają później. Chociaż czasami i u nas są niespodzianki.
Ja również nie przepadam za kostkami. Pomimo, że siedziałem bardzo długo w RPGach, w pewnym momencie o wiele bardziej ceniłem storytelling od turlania. Jednak takie produkcje jak wspomniany powyżej Yspahan, Un Krone Um Kragen czy Elasund pokazują, że można konstruktywnie wykorzystać kostkę i zrobić bardzo dobrą grę. Co więcej warto zauważyć, że wszystkie wspomniane gry to produkcje z 2006. Czyżby rozpoczęcie procesu przepraszania się Eurogier z kostkami?
Poprawka Elasund jest z 2005, ale nadal ogólnie ostatni okres czasu.
Ja myslalem ze na zdjeciu jest mieszkanie folko, kanapa itd. Troche mnie zastanawialo ze upackalny folko tak sobie siedzi na kanapie, no ale nic.
Dopiero pozniej zrozumialem swoj blad.
lol
Cena Verflixxt (gry sprzedawanej w Polsce pod nazwą That’s Life) jest zapewne wynikiem tego, że każdy z ośmiokątów, z których buduje się planszę, jest ozdobiony innym humorystycznym rysunkiem. Zapewne udział tantiemów dla rysowników jest w cenie tej gry znaczący
Michał Stajszczak