Całkiem niedawno Galakta poinformowała, że w ich planach wydawniczych znajdzie się Blue Moon City, planszówka autorstwa Reinera Knizii. Gra, która w tym roku była nominowana do Spiel des Jahres. Postanowiłem poważniej się nią zainteresować i sprawdzić czy trafi na moją listę zakupów. Rozegrałem cztery partie do tej pory: trzy w wersji dwuosobowej, jedną w trybie czteroosobowym.
Warto wspomnieć, że Blue Moon City jest rozwinięciem semi-kolecjonerskiej gry karcianej Blue Moon. Cieszy się ona sporym zainteresowanie dzięki grywalnej mechanice i przede wszystkim ślicznemu wykonaniu. Podobnie jest z wersją planszową. Starannie narysowane elementy budowli, wyśmienite grafiki na kartach rysowane przez profesjonalnych rysowników. Nawet żetony i pomocnicze rekwizyty błyszczą elegancją i dobrym gustem.
Ale wróćmy do samej gry. Zadaniem uczestników jest odbudowanie tytułowego miasta. Plansza składa się z płytek, a każda z nich przedstawia pewien budynek oraz elementy potrzebne do jego rekonstrukcji. Gracze przesuwają się pionkiem po osadzie, zbierają karty konkretnego koloru i wydają je na odbudowę danego miejsca. W nagrodę za swoją pracę otrzymują pewną liczbę kryształów. Je składają następnie w ofierze w świątyni. Kto pierwszy złoży cztery ofiary (w trybie czteroosobowym) ten wygra.
Aby zapewnić zabawę bardziej różnorodną Blue Moon City dostarcza kart specjalnych o różnej funkcjonalności. Do tego dochodzą smoki. Ich wykorzystanie pozwala zdobyć smocze łuski, a w późniejszym etapie gry pozyskać z łusek nowe kryształy.
Jak to wszystko sprawdza się w praktyce? Bardzo dobrze. Gra jest prościutka, lekka i sprawia dużo przyjemności. Gracze muszą zmyślnie odbudowywać budynki, aby zarobić jak najwięcej kryształów. Tury trwają dość szybko, choć czasami gracze chwile muszą się zastanowić, aby wykonać najbardziej sensowny ruch. Interakcji nie jest wiele, wyjątkiem jest wyścig w zdobywaniu smoczych łusek oraz budowanie kilku elementów jednego budynku przez wiele osób naraz. Blue Moon City dobrze się skaluje i w dwie osoby było bardzo ciekawie i w czterech świetnie się bawiłem.
W zachodnich serwisach gra była często porównywana do Cleopatry. Moim zdaniem to nadużycie. Tylko pozyskiwanie kart do budowania budynków w mieście przypomina Cleopatrę. Dużo bliżej Blue Moon City do Mesopotamii (zbieranie krzyształów jak punktów wiary w produkcji Phalanx Games i wydawanie ich na składanie ofiar).
Reasumując gra familijna, o fajnej, prostej mechanice. Przyjemnie się gra i produkcja wpada na moją listę zakupów. Galakto pośpiesz się!
P.S. Poprawiłem system ocen na bardziej wyraźny. Teraz dobrze? :)
Ogólna ocena:
Złożoność gry:
Oprawa wizualna:
Zdjęcia
Hobbit: 149,90 zł |
Jest ok – oceny sa teraz czytelne. A co do meritum – hrmmmm….. :-)
Nie pozostaje nic innego niż test na Smolnej w celu skonfrontowania rozbieżnych ocena :-) (ale ze mnie sęp). To może w piątek?
No tak – najpierw napisałem, za sekundę pomyślałem. Zapewne gra nie jest Twoja, więc przyniesienie na spotkanie klubowe nie jest takie oczywiste…
Przyniosę w piątek. Mam ją do przyszłego tygodnia, później musze oddać.