
W naszej, polskiej rzeczywistości problem nie jest tak rażący. Ci którzy nie mogą się pochwalić szczupłą sylwetką przechodzą często okres „tatusienia” pojawiający się w okolicach 30 roku życia. To dosyć typowe i nie zawsze związane z grami planszowymi jako takimi. Po prostu dużo się pracuje, sporo czasu spędza przy komputerze, wraca z roboty i zajmuje domem. Mało jest czasu na aktywność fizyczną. Co oczywiście nie usprawiedliwia, bo dobrze też tak zorganizować sobie obowiązki, aby uprawiać sport lub jakieś ćwiczenia. W zdrowym ciele, zdrowy duch, mówi mądrość ludowa.
Do największych ekstremów dochodzi jednak w USA. Wiadomo, że jednym z największych problemów Amerykanów jest problem nadwagi. Na tyle poważnym, że w walkę z nim angażuje się nawet państwo. Problem jeszcze bardziej potęguje się w środowisku amerykańskich planszówkowców. Wystarczy spojrzeć na zdjęcia z konwentów – grubas na grubasie. Czasami aż ciężko kogoś znaleźć kto wyglądałby normalnie. I to nie są jakieś lekkie nadwagi czy brzuszek piwny. To są ludzie mający poważny problem z otyłością. Często tak dużo ważą, że mają problemy z chodzeniem. Spójrzcie zresztą na kilka zdjęć z odbywającego się Origins. Na tą kobietę, albo na tą, albo na tego kolesia co gra. Straszne. Na boardgamenews można ściągnąć zresztą filmik i tam jest taka charakterystyczna scena jak ludzie przechodzą przez wejściową bramkę. Przechodzą dwie bardzo otyłe kobiety, a w pewnym momencie szybkim krokiem próbuje iść gość, który ledwo utrzymuje równowagę. Z powodu jego masy zarzuca go to na lewo to na prawo. Masakra.
Pomimo, że daleko mi do ortodoksyjności w zdrowym odżywianiu itp., sam wpadłem w pewnym momencie w okres „tatusienia” i zrobił mi się już brzuch piwny (za walkę z czym trzeba się wreszcie wziąć do roboty) to skala problemu w USA jest przytłaczająca. Naprawdę okropnie mi się patrzy na tych ludzi i stan do jakiego się doprowadzili. Burzą całą przyjemność jaką czerpie widząc amerykański rynek i ich niesamowicie wielkie, rozbudowane konwenty (pod względem sal, liczby gier, wystawców i zorganizowania)
Stąd trzeba zachować równowagę. Planszówki tak, ale nie kosztem wprowadzenia się w ekstremalną otyłość. Bo ostateczny efekt nie cieszy oczu nikogo. Miejmy nadzieję, że polskim planszówkowcom nie grożą jeszcze długo aż takiego problemy jak w USA.
No, mi jest nieraz strasznie ciezko. Jak inni wpakowuja w siebie chipsy, paluszki, ciastka itd. a ja z reguly tylko patrze gdyz ostatnimi czasy zaczalem w koncu pracowac nad soba (glownie ze wzgledu na wspinanie). Ale coz, silna wole tez trzeba cwiczyc ;)
hihi rozumiem ze potrzebujesz sie odgryzc za te recenzje :-) :-) :-)
(nie wiem ile usmieszkow trzeba zeby podkreslic ze to zart :-) )
w kazdym razie ja odkad gram w planszowki jestem na -7, wiec moze planszowki jednak pomagaja? :-)
No mi to nie grozi :-).
I patrzac na nasza warszawska spolecznosc nie tylko mi.
Mnie za to duzo bardziej zaskoczyla srednia wieku i fakt, ze duza czesc graczy jest juz…żonata. Ale za to wlasciwie bez dzieci…Ciekawe :-).
Bazik i te jego teorie spiskowe :D
No dobra, to ja mam pewien pomysł, na walkę z otyłością wśród planszówkowiczów. Dokładnie dwa pomysły, wersja heavy i light.
v.Heavy
Wymagania:
– ciężkie planszówki
– rower
Rozwiązanie:
Bieżemy do plecaka ciężkie gry. Czym więcej tym lepiej. Jeśli chcemy być cool to zaczynamy od 20kg. Jedziemy tyle kilometrów na rowerze ile wynosi waga planszówek (oczywiście gry na plecach), a dopiero potem gramy.
v.Light
Wymagania:
– lekkie planszówki
– rower
Rozwiązanie:
Liczymy lekkie planszówki jakie mamy w plecaku. Oczywiście nie powinno być ich mniej niż 7. Jedziemy tyle kilometrów ile jest gier * 10. Potem gramy.
Miłej zabawy ;-)
hmm calkiem ciekawe :-). tylko co mam zrobic w takiej sytuacji (wersja heavy): plecak+notebook+zasilacz+myszka+ksiazki+… = 5 kg odleglosc dom-praca-dom: 25km. w ile gier moge zagrac wieczorem?
po przemysleniu mysle ze moge wybrac na wieczor 5 gier, ale za to w kazda wolno mi zagrac az 5 razy. czy taki home rule brzmi ok? :-)
:-)
Masz moją zgodę ;-)