Home | Felietony | Grubsza sprawa

Grubsza sprawa
Ten tekst przeczytasz w 2 minut

Fani gier planszowych lubią przypominać ile to korzyści możemy czerpać z naszego hobby. Możemy rozwijać nasze zdolności analityczne, strategiczne, dedukcje – generalnie ćwiczyć umysł. Nic jednak w środowisku nie odbywa się bez efektów ubocznych. Jeżeli trenujemy mózg to często osłabiamy nasze ciało. Sfera fizyczna ponosi negatywne konsekwencje naszej zabawy.Niestety trzeba to jasno powiedzieć: gry planszowe mają dużą wadę – wspierają tycie. I to poważnie. Rozgrywki często odbywają się przy jakiś chipsach, słodyczach, paluszkach. Spędzamy wiele godzin siedząc i wykonując nie wymagające od nas wysiłku ruchy. Każdy tak wykorzystany czas mści się później dodatkowym wzrostem wagi.

W naszej, polskiej rzeczywistości problem nie jest tak rażący. Ci którzy nie mogą się pochwalić szczupłą sylwetką przechodzą często okres „tatusienia” pojawiający się w okolicach 30 roku życia. To dosyć typowe i nie zawsze związane z grami planszowymi jako takimi. Po prostu dużo się pracuje, sporo czasu spędza przy komputerze, wraca z roboty i zajmuje domem. Mało jest czasu na aktywność fizyczną. Co oczywiście nie usprawiedliwia, bo dobrze też tak zorganizować sobie obowiązki, aby uprawiać sport lub jakieś ćwiczenia. W zdrowym ciele, zdrowy duch, mówi mądrość ludowa.

Do największych ekstremów dochodzi jednak w USA. Wiadomo, że jednym z największych problemów Amerykanów jest problem nadwagi. Na tyle poważnym, że w walkę z nim angażuje się nawet państwo. Problem jeszcze bardziej potęguje się w środowisku amerykańskich planszówkowców. Wystarczy spojrzeć na zdjęcia z konwentów – grubas na grubasie. Czasami aż ciężko kogoś znaleźć kto wyglądałby normalnie. I to nie są jakieś lekkie nadwagi czy brzuszek piwny. To są ludzie mający poważny problem z otyłością. Często tak dużo ważą, że mają problemy z chodzeniem. Spójrzcie zresztą na kilka zdjęć z odbywającego się Origins. Na tą kobietę, albo na , albo na tego kolesia co gra. Straszne. Na boardgamenews można ściągnąć zresztą filmik i tam jest taka charakterystyczna scena jak ludzie przechodzą przez wejściową bramkę. Przechodzą dwie bardzo otyłe kobiety, a w pewnym momencie szybkim krokiem próbuje iść gość, który ledwo utrzymuje równowagę. Z powodu jego masy zarzuca go to na lewo to na prawo. Masakra.

Pomimo, że daleko mi do ortodoksyjności w zdrowym odżywianiu itp., sam wpadłem w pewnym momencie w okres „tatusienia” i zrobił mi się już brzuch piwny (za walkę z czym trzeba się wreszcie wziąć do roboty) to skala problemu w USA jest przytłaczająca. Naprawdę okropnie mi się patrzy na tych ludzi i stan do jakiego się doprowadzili. Burzą całą przyjemność jaką czerpie widząc amerykański rynek i ich niesamowicie wielkie, rozbudowane konwenty (pod względem sal, liczby gier, wystawców i zorganizowania)

Stąd trzeba zachować równowagę. Planszówki tak, ale nie kosztem wprowadzenia się w ekstremalną otyłość. Bo ostateczny efekt nie cieszy oczu nikogo. Miejmy nadzieję, że polskim planszówkowcom nie grożą jeszcze długo aż takiego problemy jak w USA.

8 komentarzy

  1. Avatar

    No, mi jest nieraz strasznie ciezko. Jak inni wpakowuja w siebie chipsy, paluszki, ciastka itd. a ja z reguly tylko patrze gdyz ostatnimi czasy zaczalem w koncu pracowac nad soba (glownie ze wzgledu na wspinanie). Ale coz, silna wole tez trzeba cwiczyc ;)

  2. Avatar

    hihi rozumiem ze potrzebujesz sie odgryzc za te recenzje :-) :-) :-)

    (nie wiem ile usmieszkow trzeba zeby podkreslic ze to zart :-) )

    w kazdym razie ja odkad gram w planszowki jestem na -7, wiec moze planszowki jednak pomagaja? :-)

  3. Avatar

    No mi to nie grozi :-).
    I patrzac na nasza warszawska spolecznosc nie tylko mi.

    Mnie za to duzo bardziej zaskoczyla srednia wieku i fakt, ze duza czesc graczy jest juz…żonata. Ale za to wlasciwie bez dzieci…Ciekawe :-).

  4. Avatar

    Bazik i te jego teorie spiskowe :D

  5. Avatar

    No dobra, to ja mam pewien pomysł, na walkę z otyłością wśród planszówkowiczów. Dokładnie dwa pomysły, wersja heavy i light.

    v.Heavy
    Wymagania:
    – ciężkie planszówki
    – rower
    Rozwiązanie:
    Bieżemy do plecaka ciężkie gry. Czym więcej tym lepiej. Jeśli chcemy być cool to zaczynamy od 20kg. Jedziemy tyle kilometrów na rowerze ile wynosi waga planszówek (oczywiście gry na plecach), a dopiero potem gramy.

    v.Light
    Wymagania:
    – lekkie planszówki
    – rower
    Rozwiązanie:
    Liczymy lekkie planszówki jakie mamy w plecaku. Oczywiście nie powinno być ich mniej niż 7. Jedziemy tyle kilometrów ile jest gier * 10. Potem gramy.

    Miłej zabawy ;-)

  6. Avatar

    hmm calkiem ciekawe :-). tylko co mam zrobic w takiej sytuacji (wersja heavy): plecak+notebook+zasilacz+myszka+ksiazki+… = 5 kg odleglosc dom-praca-dom: 25km. w ile gier moge zagrac wieczorem?

  7. Avatar

    po przemysleniu mysle ze moge wybrac na wieczor 5 gier, ale za to w kazda wolno mi zagrac az 5 razy. czy taki home rule brzmi ok? :-)

  8. Avatar

    :-)
    Masz moją zgodę ;-)

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*