Home | Felietony | Dobry Pancho, Zły Pancho – „Na Sygnale”

Dobry Pancho, Zły Pancho – „Na Sygnale”
Ten tekst przeczytasz w 5 minut

GOOD ASH
What… are you? Are you me?BAD ASH
WHAT… ARE GOO? ARE GOO ME?!! You
sound like a jerk!

GOOD ASH
Why are you doing this?!

BAD ASH
Wanna know? ’cause the answers
easy. It’s cause I’m the bad Ash,
and yer…

To dialog z kultowej Army of Darkness. Scena jest następująca: główny bohater Ash zostaje opanowany przez demona. W pewnym momencie wyrasta mu na barku oko, później głowa, następnie dodatkowe ręce i nogi. W końcu przemiana się kończy i z jego ciała wychodzi sobowtór. Fizycznie identyczny, kropka w kropkę taki sam. Psychicznie zupełnie inny. Zły, złośliwy, podstępny. Dwa skrajne odbicia umysłu – Dobry Ash i Zły Ash.

A teraz wyobraźmy sobie, że takowy demon opanował mnie. Wykształcił się Zły i Dobry Pancho. Jeden, który nie waha się zadawać trudnych pytania, bombarduje epitetami, krytykuje i wyśmiewa. Drugi Dobry Pancho wyrozumiały, cierpliwy, rozsądny. Wszystko to po to, że skomentować pewne zjawisko na polskim rynku – wydawanie gier najniższym kosztem. I dodatkowo w związku z otrzymaną grą „Na Sygnale”. Grać, nie grałem, wszystkie wnioski są na podstawie pierwszego wrażenie jakie miałem po zobaczeniu produkcji Kuźni Gier.

Zły Pancho: – Mam w rękach „Na Sygnale” i nie mogę sobie przypomnieć tego psa.


Dobry Pancho: – Jakiego psa?


Zły Pancho: – No tego, który zaatakował mnie między odebraniem przesyłki od listonosza a dotarciem do mieszkania. Pudełko wygląda jak psu z gardła wyjęte. Tak beznadziejny materiał, że przy pojedynczym transporcie od razu się gnie i fatyguje. Ale może to dobrze. Dobrze przygotowuje na zawartość. Inaczej mógłbyś dostać zawału serca. Z początku wydawało mi się, że to po prostu pomyłka, że ktoś przysłał samoróbkę, ale to jednak oryginał. Patrząc na planszę już widzę jak będą chciały pionki stać stabilnie. Co chwila będą się przewracać. Czarno-białe rysunki na kartach. Badziewie.

Dobry Pancho: – Hola, hola! A ile ta gra kosztuje? 25 złotych! Dostajesz za najniższą cenę grę, która może nie rzuca na kolana wyglądem, ale zapewne jest bardzo grywalna. Czego można chcieć więcej za taką cenę? Chłopaki zrobili wszystko co się dało, żeby zredukować koszt do minimum. Znasz jakieś gry lepiej wyglądające za tą cenę?

Zły Pancho: – Ba! Oczywiście, że znam. Land Unter kosztował mnie w Niemczech 16 złotych, 6 Nimmt!, Razzia czy Geschenkt 24 zł kosztowały. A co dostaję? Karty z niezłego materiału, wszystkie kolorowe, zachęcające. Małe, niewielkie gry, do tego tanie i nie wyglądają jako twór przedszkolaka.
Dobry Pancho: – Ale to przecież Niemcy. Największy na świecie rynek gier planszowych. Świetnie rozwinięta sieć drukarni i fabryk dedykowanych grom, drewnianym elementom, zabawkom. Do tego każda gra sprzeda się w wielkiej ilości egzemplarzy to koszt produkcji może być wyższy.

Zły Pancho: – Ale czy my musimy wiecznie dziadować? Wszędzie przypominać, że jesteśmy krajem postkomunistycznym? Gry planszowe to elitarna zabawa. Po co bawimy się w masówkę? Goście zrobiliby kolorowe karty, normalne pudełko, instrukcje i plansze. I sprzedawali po 50 złotych, a nie się ośmieszali. Przecież i tak gry planszowej nie kupi byle dresiarz, nie ważne czy będzie kosztować 5zł czy 25zł to raczej zabawa dla dorosłych, wykształconych ludzi. Najczęściej mają już pracę to i znajdą 50zł na ciekawą i dobrze wykonaną wizualnie grę.
Dobry Pancho: – Dorośli to nie tylko potencjalni klienci. Uczniowie i studenci to też fani takiej zabawy. A dla nich różnica 25 złotych to jak najbardziej odczuwalna kwota. Tu nie chodzi o dziadowanie, tu chodzi o popularyzowanie. Lepsza jest tania, fajna gierka, dobrze się sprzedająca, nawet nie super ładnie wykonana niż kolorowa i piękna, ale leżąca na półkach. Ta tania gra później znajduje się na listach bestsellerów, bo każdy ją kupi. Gość pokaże ją w szkole na przerwie, spopularyzuje wśród kumpli, którzy nie będą się wahać z kupieniem bo jest tania. Coraz więcej osób wciągnie się w nasze hobby. Producent więcej zarobi i będzie mu się opłacało wydawać nowe gry.

Zły Pancho: – Jedzmy gówno! Miliony much nie może się mylić! Tyle wywnioskowałem z twoich argumentów. To złe podejście. Propagujemy paskudztwo i brzydotę. Gry planszowe to elegancja i estetyka. Cały świat idzie w tym kierunku. A my siedzimy na tym swoim buraczanym klepisku. Mamy do diabła XXI wiek! Jesteśmy w Unii Europejskiej! 17 lat minęło przemian! I co? Wydajemy gry, które wyglądają gorzej niż produkcje Encore z lat osiemdziesiątych. Tamte produkcje przy „Na Sygnale” to dzieła sztuki. Co ja mówię! Gry ze Świata Młodych wyglądały lepiej! Nie idźmy na masówkę, bo nie stać nas na to. Co z tego, że raz będzie lepsza sprzedaż. Tu chodzi o bardziej dalekosiężne planowanie. O to, żeby ludzie też poczuli, że lubią mieć grę na półce, bo ładnie wygląda, nie wstydzić się pokazać polskiej gry ludziom, którzy po raz pierwszy mają styczność z tym hobby. Pokażesz znajomemu, który nie grał w żadne gry „Na Sygnale”? Najprawdopodobniej wyśmieje cię albo weźmie to jako obrazę i da ci w pysk.
Dobry Pancho: – Są gry, które robi się dla sprzedaży masowej i dla wszystkich, są takie, które dopieszcza się i kieruje do wymagającego, doświadczonego klienta. Sprzedając grę po najniższych kosztach, więcej się ich sprzeda i będzie większy zysk. Ten zysk będzie można w przyszłości wykorzystać, aby wypuścić elegancką grę. Firma dłużej się utrzyma i będzie wydawać więcej gier. To jest twardy biznes i polska rzeczywistość. Twórcy dostosowują się do rynku. Nie wydają gier w takiej postaci, bo lubią wydawać brzydkie gry. Zmusza ich do tego sytuacja, wysokie podatki, niszowe hobby. Do tego jeszcze „Na Sygnale” to pozycja specyficzna. Porusza polską rzeczywistość i to w krzywym zwierciadle. Ja nawet wolę, że wygląda tak jak wygląda. Nadaje jej to odpowiedni klimat. Gra wyśmiewa wady, jest o dziadostwie i głupocie. Wprowadzenie pięknych wzorków, kolorowych grafik, dodatkowych szczegółów byłoby nieadekwatne. I wyglądałoby po prostu głupio.

Zły Pancho: – Gówno prawda!

9 komentarzy

  1. Avatar
    Michał "xshadow" Dziki

    Heh, rewelacja Pancho, co tu dużo mówić :)
    Ja ostatnio również przeszedłem pewną przemianę duchową i stwierdziłem, że świat promuje egoistów. Mam daleko w tyle, cudze motywy i korzyści. Dobre jest to, co jest dobre dla mnie i kropka. Czyli w sumie popieram piekielną część Twojej natury. Gówno to gówno i nie ma co sobie wmawiać, że smakuje jak czekolada z orzeszkami.

  2. Avatar

    Dobre …
    Mniam dobre….
    Pyszne ……

    Super !!!

  3. Avatar
    Michał "xshadow" Dziki

    Ah i jeszcze jedno przemyślenie. Tak w zasadzie tego typu produkcje podpadają pod psucie rynku a nie jego rozwój jak by się mogło wydawać na pierwszy rzut oka.

    Dobrym przykładem jest „Zostań prezydentem” od KGK. Trochę było o tej grze w Gazecie Wyborczej, trochę w radiu chyba. W sumie jakiś laik mógł się skusić. Oczywiście o ile udało by mu się ją gdziekolwiek znaleźć (w co wątpię) ale załóżmy że jednak. I nie daj Bóg, że się skusił i kupił. Dostał kawałek makulatury, który wylądował pewnie na półce a w dalszej perspektywie w koszu. Ponieważ, żeby zagrać trzeba przeczytać instrukcję a żeby przeczytać trzeba chcieć. Żeby chcieć, gra musi intrygować.

    Podsumujmy
    Na czym nam zależy? Na nowych graczach, nowych rewelacyjnych grach.
    Co mamy? Zniechęconego człowieka, który przez 10 lat nie spojrzy na gry. Mamy też kupę makulatury o której za rok nikt nie będzie pamiętał. Rynek wysycony… tandetą.

    I nie chodzi mi o Na sygnale ale o ogólną tendencję, że „się nie da bo żyjemy w Polsce a Polska jak wszyscy wiemy nawet nie potrafi wyjść z grupy, więc cieszmy się czym mamy i nie marudźmy”

    Apropos postkomuny. Jak to jest że ten cholerny 40 mln naród będzie wiecznie z tyłu za Czechami? Dobija mnie ta myśl. Chociaż nie tak bardzo jak świadomość, że po medycynie lepiej się zarabia na Białorusi niż u nas.

  4. Avatar
    Hubert 'Saise' Spala

    Ja też coś dodam od serca – ciekawy koncept Pancho na posta, nie powiem…

    Na sygnalne mam, na szczęści dostałem a nie kupiłem… no i gra jest raczej dość kiepawa – nudna rozgrywka, kiepskie wykonanie, średnia mechanika. Słowem nic, co przyciągnęło by uwagę – lepsze są już autorskie gry pana Folko niż produkcje polskich wydawnict (Ale nic nie pobije kiczowatości Legendy: Czasu bohaterów…).

  5. Avatar

    Żeby tylko Pani z radia TOK FM nie wzięła tej gry na 'wokandę’ ;) Co do wpisu – widać Pancho, że zdecydowanie dominuje ciemna strona Twojej natury i w przypadku „Na sygnale” ma rację. Liczę że kiedyś umieścisz recenzję, w której wygra aniołek.

  6. Avatar

    Bardoz ciekawy wpis – bardzo dobrze się to czyta, a za przypomnienie Armii Ciemności należą się brawa :-).

    Gry nie widziałem i nie kupię na pewno – mam Wiochmena i mi wystarczy – fajna gra, zabawna, ale specyficzna i kolejna taka mi niepotrzebna…

    Pozdrawiam
    Szymon

  7. Avatar

    Panowie ja pisałem o Na Sygnale tylko w kwestii wyglądu i czy takie gry powinny być na rynku czy nie. Nic więcej. W grę jeszcze nie grałem. Jak ją sprawdzę to będzie recenzja na http://www.gry-planszowe.pl. Może jest super. Mnie się Wiochmen Rejser bardzo podobał. Natomiast chciałem poruszyć zjawisko tanich, brzydkich gier.

  8. Avatar
    Michał "xshadow" Dziki

    Ale co z tego, że może być fajne, skoro wizualnie jest odpychające? Weźmy te wzmainkowane przeze mnie wcześniej ekskrementy. Powiedzmy, że ze smakiem zajadam się znalezioną na ulicy „psią kupą”. Rozpływam się wprost wychwalając jej niepowtarzalny smak, szeroką gamę smaków oraz niebywałą dojrzałość. Skusisz się może?

    Jak już coś robić, to należy robić to dobrze od początku do końca. Poziom wykonania Wiochmena był naprawdę przyzwoity, Zostań prezydentem było fatalne, Machina straszna (ale to faktycznie były trochę inne czasy). Jak wygląda Na Sygnale, tego nie wiem. Piszę ogólnie.

  9. Avatar

    Michale to ostatnie porównanie jest trochę nietrafione. Jeśli pancho pisze, że gra fatalnie wygląda, ale nie wie jaka jest w praniu, to bardziej przypomina szpinak niż psią kupę ;-)

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*