Home | Wiadomości | Aktualności | Byliśmy, zobaczyliśmy i zwyciężyliśmy

Byliśmy, zobaczyliśmy i zwyciężyliśmy
Ten tekst przeczytasz w 2 minut

Autor: Marcin Zawiślak (Aristos)

Na wstępie trochę wazeliny czyli chciałbym podziękować Natanielowi i Sasannce za zorganizowanie pokazu.. Niby nic ale kilka godzin trzeba było na to poświęcić aby kilka osób mogło zapoznać się z rewelacyjnym skądinąd Descentem. Także – dzięki!

A teraz do konkretów – o godzinie 18:00 wszedłem dziarskim krokiem do Puerto oczekując przepychania sie do planszy przez tłumek gapiów i kilku godzin obserwowania przez krawędź szklanicy z browarem tego co na tej planszy dziać się będzie. Jakże miło się zdziwiłem gdy okazało się że nawet bez uciekania się do tupania i krzyczenia  zostałem posadzony przy stoliku z wetkniętą w rączkę kartą postaci orkowego maga (czyli tego co tygrysy lubią najbardziej) i poproszony o wysłuchanie w skrócie zasad. Razem ze mną w cały tem galimatias wplątani zostali jeszcze inni Bogu ducha winni poszukiwacze przygód w osobie dwóch krwi żądnych fighterów, nadobnej łuczniczki i kolejnego przykurczonego diabolicznie maga (z tym że on niestety miał większego fireballa ode mnie).

Przez następne pół godziny Nataniel próbował nagiąć prawa fizyki w celu upchnięcia kilkusetmetrowych podziemi (w skali oczywiście…) na blacie kawiarnianego stolika, podczas gdy my śliniąc się i okładajac kułakami wyrywaliśmy sobie co lepsze kawałki stali ze zbrojowni i buszowaliśmu w składziku ze skillami…

Wreszcie teleportowaliśmy się do podziemi i otworzyliśmy pierwsze drzwi… od tego momentu nie za dobrze wszystko pamiętam z wyjątkiem fruwających dookoła potworzych flaków, świstu latających strzał i eksplozji ataków magicznych… Generalnie można powiedzieć że weszliśmy tam z impetem i cięliśmy jak leci wszystko co mistrz podziemi wyciągał z podziemnych czeluści czyli ludzi-bestie, piekielne ogary, upadłych magów i temu podobną swołocz. Tu muszę zaznaczyć że gra sie niezwykle przyjemnie i przy większej ilości graczy można konstruować ciekawe taktycznie ataki – a bez współpracy jest dość duża szansa, że jakiś potwór rozmaże Cię po ścianie.

Nasza grupa poskromiła mordercze zapędy pojedyńczych osobników i dzięki temu wraże hordy generalne popełniały mozna rzec masowe samobójstwa na sam nasz widok. Takim to sposobem doszliśmy do komnaty gdzie leżał nasz cel – czyli generalnie sponiewierana i ogólnie skrępowana księżniczka, czekająca na transport do najbliższego miasta.
Rzec tu muszę gwoli sprawiedliwości, iż mistrz podziemi miał niestety kiepski dzień i większość ataków spływała po fighterach jak woda po kaczce, a każde podejście do magów kończyło sie pokazem grillowania i efektownego wybuchania…
Pewnie dlatego dotknięty niemocą i powodowany narastającą frustracją Nataniel nasłał na nas w końcu elitarnego smoka, któremu naszą bronią generalnie moglibyćmy co najwyżej zrobić manicure… Wobec tak ewidentnie nieuczciwego podejścia porzuciliśmy konfrontację, porwaliśmy pannę i sprintem przerzucając sobie ją z rąk do rąk odtransportowaliśmy w tempie ekspresowym do teleportu przysmażani smoczymi wyziewami.

I w ten właśnie sposób położyliśmy kres marzeniom Nataniela o kontroli nad światem (i dziewicą) i zakończyliśmy bardzo udany wieczór!! Także jeszcze raz wielkie dzięki za zorganizowanie pokazu i oczekuję z niecierpliwością na kolejne!

PS: Wszyscy bohaterowie szczęśliwie zdążyli na ostatnie autobusy do domu.

Ten artykuł został pierwotnie opublikowany w serwisie Gry-Planszowe.pl.

 

7 komentarzy

  1. Avatar
    Adam Waśkiewicz

    I ja tam byłem, miód i wino piłem…
    No dobra – piłem czekoladową kawę i siekłem potwory aż miło. Gierka kapitalna, inicjatywa organizowania podobnych pokazów ze wszech miar godna pochwały. Dziękuję za grę wszystkim współuczestnikom, a zwłaszcza Natanielowi.
    Adam Nieumarły Palladyn.

  2. Avatar

    A ja chylę czoła przed autorem recenzji… Za styl, poczucie humoru i wspaniałe oddanie atmosfery.
    WSPANIAŁE. Aż chce się grać.

    Pozdrawiam serdecznie :-)

  3. Avatar

    A ja mam pytania:
    Jak sie gralo Mistrzowi Podziemi, czy mial taka sama zabawe jak reszta graczy?
    Ile trwala rozgrywka?

  4. Paweł Jarzynka
    Paweł Jarzynka

    Jeęli recenzja oddaje nastrój, to gracze trafili do niezwykle radosnych i zabawnych lochów :). Dołączam się do gratulacji dla Autora i czekam na następne action reports.

  5. Avatar
    Marcin Zawiślak

    Minę miał troche kwaśną bo szliśmy przez lochy jak burza a rzuty mu nie wychodziły, oj nie wychodziły.. ;-) Oprócz tego wyglądał na zadowolonego – ale to to juz musiałby Nataniel sam potwierdzić :-D

  6. Avatar
    Artur Jedliński

    Wg mnie w grach typu Doom / Descent Mistrz Podziemi ma co najmniej rownie dobra zabawe jak gracze :-). Fakt, ze jezeli gracze ida jak w maslo, to moze byc troche frustrujace – ale akurat w tym przypadku graczy bylo po prostu wiecej niz przewiduje gra i statystyki potworow. Miala to byc partia pokazowa i jako taka sie wg mnie udala.

    Niemniej, o ile w Doomie gracze bedac w komplecie 3 marines w wiekszosci scenariuszy mieli marne szanse na przezycie, o tyle w Descencie rownowaga jest zaburzona troche w druga strone – tutaj gracz z dobrym kompletem skilli potrafi w jednym ataku toporem rozwalic dowolnego potworka. W ekipie, w ktorej gramy zwykle rozwazalismy zmiane statystyk potworow dajac im wiecej 2x wiecej zycia, ale nie mialem jeszcze kiedy tego przetestowac.

  7. Avatar

    Hm, ale to de facto recenzja żadna nie jest. Szkoda.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*