Home / Aktualności / Pionek wspaniały!

Pionek wspaniały!

Pionek-LOGO-bialeTydzień temu mieliśmy – Veridiana i WRS – okazję, szczęście wręcz!, uczestniczyć w kolejnej edycji Pionka. Garść wrażeń z kapitalnej imprezy, której nasza redakcja patronuje możecie przeczytać poniżej.

Veridiana:

Pierwszy raz byłam na „prawdziwym” Pionku po to, aby tylko grać. Dotychczas grałam na miniPionkach oraz okazyjnie na tych między miniPionkach, gdy już było mniej gęsto od niedzielnych (w tym wypadku sobotnio-niedzielnych) graczy i można było przez chwilę w spokoju usiąść przy stoliku nawet w służbowej pomarańczowej koszulce.

Tym razem założyłam koszulkę w kolorze turquoise (tak widniało na redakcyjnym zamówieniu) i cieszyłam się planszą, stołem, krzesłem…. Po prostu wszystkim, co pozwalało w spokoju pograć.

Games Fanatic na Pionku

Games Fanatic na Pionku

Zawsze mnie dziwiło, jak to możliwe, że podczas wielu godzin nasiadówki, zdołam pograć w zaledwie kilka gier! Człowiek siedzi od tej 10.00 rano cięgiem do 18.00 czy nawet 20.00, wychodzi na siku naprawdę tylko wtedy, gdy już musi, pożywia się przy stoliku podczas składania lub rozkładania gry, żeby nie tracić czasu, nie rozmawia prawie z nikim, a jak już, to między kolejnymi ruchami, nie szwenda się przesadnie, ale tylko po to, by odciążyć na chwile pośladki i kręgosłup, a i tak spytany „W co dzisiaj grałaś?” odpowiada „W to, to i tamto”. Tylko trzy, cztery gry. Przez cały dzień. Jak to możliwe?!

Pierwsza opcja jest taka, że czas na Pionku płynie inaczej. Na progu sali gimnastycznej przy ulicy Kozielskiej istnieje dziura w czasoprzestrzeni i jak tylko człek zasiądzie do gry to wskazówki zegara zaczynają pędzić jak szalone.

Wolnych stolików chyba już nie ma

Wolnych stolików chyba już nie ma

Druga, odrobinę bardziej prawdopodobna, alternatywa to ta, że wybieram gry długie i do tego w namyślającym się towarzystwie. Bo ja nie zamulam. Oczywiście, że nie. No gdzie tam… Ja?

Sobota. Na dzień dobry Tash-Kalar w wersji na zadania i z nową śnieżna talią. Dwie i pół godziny z bani. Potem Strife z tym samym ulubionym kolegą od dwuosobówek. Piękna partia, pokazała całą intensywność tej gry. Nawet, jeśli nie zna się jeszcze talii na wskroś. Czy ktoś mówił, że karciane dwuosobówki są szybkie? Na pewno nie my. Zrobiło się popołudnie. I przybłąkał się Folko. Fajnie, w trójkę zagramy w Badaczy Głębin. Możecie sobie wyobrazić, ile graliśmy, jeśli w poprzednie karcianki tak zamul… nie spieszyliśmy się bez powodu. Super partia, która przegrałam o punkt! Ajajaj.

Wodzisławski Klub na gościnnych występach

Wodzisławski Klub na gościnnych występach

Nagle wiadomość, w którą nie chcieliśmy uwierzyć. Przez cały dzień nagłośnienie było dla nas łaskawe, do naszego stolika nie docierała żadna konkretna treść. Ta treść jednak dotarła i boleśnie uderzyła w różne czułe punkty, gdziekolwiek każdy z nas je miał. Pionek został skrócony – względem informacji, które my jeszcze posiadaliśmy – do godziny 18.00. Heloł! Przecież to ogólnopolska impreza, której reklamy doczekaliśmy się w końcu w mediach, a tu taka niespodzianka! Nie, takiemu obrotowi spraw mówimy zdecydowane NIE.

 

Niedziela.

gorące testy

gorące testy

Czekając na klubowego kolegę (tak, jedziemy na Pionka po to, aby pograć w swoim własnym znanym, klubowym gronie w nasze znane własne klubowe gry 😉 daje się przekonać do partii Splendora. No cóż. Wolę inne bajki, choć ta nie była znowu taka najgorsza. W międzyczasie kolega rozłożył to, co tygryski kochają najbardziej i już zaczynamy dwuosobową partię w czteropaka Nowej Ery, czyli wszystkie części plus promo karty. Schodzi nam jak zawsze długo. Ale ta gra grzechu warta, a co dopiero kilku poświęconych godzin! Nie wyobrażam sobie gry na 5 osób, Pionek musiałby chyba trwać tydzień. Nagle ktoś do mnie macha. To chłopcy z Let’s Play, z którymi umawiam się od marca. Hmm, źle zabrzmiało 😉 Umawiam się na przetestowanie nowej poprawionej edycji znanej gry Labyrinth, the Paths of Destiny. Siadam do gry z autorami, Mateuszem i Kamilem. Czwartym był niejaki Bartek. Gra zyskała nową szatę graficzną, na duży plus, choć poprzednia już była całkiem przyjemna, ale przede wszystkim zyskała nowe rozwiązania w postaci zbierania przedmiotów, odkrywania wydarzeń i opcji „kilim” golemowatego Strażnika, co pozwala uniknąć niekończącej się story w postaci kilkugodzinnej partii. Są też stałe pułapki, co ma wyeliminować problem z kolei zbyt szybkiej gry. Swego czasu, gdy recenzowałam Labyrinth, głównym zarzutem była losowość. Może w drugiej edycji nie została ona zlikwidowana, ale na pewno nieco zrównoważona nowymi elementami. Zresztą, autorzy nie chcą odchodzić od klimatu gry przygodowej, który z zasady zakłada walkę z losem, choć też konsekwentnie słuchają uwag graczy. Osobiście czekam na zmieniony system walki, oparty jak dotąd na rzutach kośćmi. Duet M&K obiecał to przemyśleć.

znajome twarze

znajome twarze

Dziura czasoprzestrzenna w niedzielę okazała się jeszcze większa, gdyż starczyło mi czasu jeszcze tylko na stosunkowo krótką (w porównaniu z innymi) partię Deusa. Ciekawa, nie powiem, sympatyczna wręcz karcianka produkcyjna, ale musiałabym pograć więcej. I co tu dużo ukrywać, chciałabym pograć więcej.

I tak skończył się kolejny Pionek. Super Pionek. Gęsty Pionek (dobrze, że przyjeżdżałam na 10.00, nie musiałam bić się o stolik). Nie taki mroźny jak ubiegłoroczny. Mój ukochany Pionek. Do następnego!

 

WRS:

Kolejny Pionek za nami. Kolejny wyjątkowy Pionek, bo spotkania z ludźmi dzielącymi wspólną pasję są wyjątkowe. Grudniowy weekend nie był specjalnie chłodny (rok temu nieco marzliśmy w gościnnej hali), ale atmosfera wewnątrz była bardzo ciepła. Właśnie ciepła, bo pełna serdeczności i życzliwości wobec siebie.

Osoby, które jak ja przyjeżdżają na takie konwenty od lat mogły radośnie uścisnąć sobie dłonie, czy zaklepać misiaczki. Znów wzrósł udział przyjacielskich rozmów i pogwarek względem czasu na granie. Ale przecież wciąż zbyt rzadko się widujemy, by przepuścić taką okazję!

Promocja Granny

Promocja Granny

Ci, którzy nadal szukają gier dla siebie mieli okazję kupić gorące tytuły wprost od wydawców czy autorów. A także przejrzeć coraz bogatszą ofertę kiermaszu gier używanych. Pamiętam jak kiedyś były to bodajże dwa stoliki i pudło za nimi. Dziś to kilkanaście metrów bieżących pudeł, pudełek i pudełeczek z różnymi tytułami, w bardzo atrakcyjnych cenach.

Oferta Portalu

Oferta Portalu

Kto złakniony kontaktów ze sprawcami żywszego bicia serca, gdy ogłaszane są plany wydawnicze, ten mógł dopytać, zrobić fotkę, czy nawet zagrać z niejednym autorem obecnym na Pionku. Folko, ozy, Trzewik, ekipa od Lodowego Ogrodu czy gier piwnych i wielu innych – wszyscy byli otwarci i chętni do rozmów, a nawet testowania prototypów!

nowe gry Lucrum Games

nowe gry Lucrum Games

Ewolucyjnie, ale Pionek zmienia się w imprezę dojrzałą. Taką, która nie tylko jest kapitalnym miejscem do wspólnego grania, ale teraz także do promocji gier i okazją do spotkań fanów i wydawców. Niezwykły klimat wyjątkowości i niepowtarzalności dominuje nad Pionkiem.

W sobotę byłem radośnie zaskoczony liczbą uczestników. Już po kilku pierwszych kwadransach widać było coraz więcej osób szukających wolnych stolików. Później wręcz nie było szans na wolny stolik inaczej niż przez wyczekanie na jego zwolnienie. Mam nadzieję, że to będzie stała tendencja wzrostowa popularności planszówkowego konwentu w Gliwicach. Warto dopilnować, by za pół roku informacje równie sprawnie się rozchodziły wśród zainteresowanych i tych, co jeszcze nie wiedzą, że planszówki to ich przyszła fascynacja.

 

Prócz – łatwo rozpoznawalnych – planszówkowych geeków naprawdę dużo było rodzin. I to często wielopokoleniowych. Rodzice z dziećmi, ale także dziadkowie z wnukami. Aż się uśmiech sam na twarzy rozpromieniał, gdy się można było przyjrzeć tym rodzinnym zmaganiom pełnym zaangażowania, radości i wspólnego spędzania czasu.

stoisko Phalanxów

stoisko Phalanxów

Tradycyjnie organizatorzy Pionka zadbali o różnorodną ofertę dla tych, którzy lubują się w rywalizacji. Konkurs korytarzowy, czyli rozpoznawanie tytułów gier na podstawie zdjęć pionków używanych w grach, czy przez skojarzenia z obiektami z różnych miast i zakątków świata. Akcja „Zagraj, aby wygrać” promująca wybrane tytuły z nagrodami ufundowanymi przez wydawców. A teraz wciąż trwa konkurs na osobistą relację z Pionka!

tych też skądś znam

tych też skądś znam

Te dwa dni minęły zdecydowanie zbyt szybko. Nawet jeśli poza halą, w gościnnych progach można było grać do późnej nocy (albo wczesnego poranka…). Ech… chciałoby się jeszcze! Pionek przez pełne zaangażowanie organizatorów, pomocników, sponsorów i wielu innych osób łączy w jakiś niezwykły sposób profesjonalizm z domową atmosferą. Z jednej strony czuć solidną organizację, wszystko jest spokojnie rozplanowane. Z drugiej jednak strony w każdym miejscu i od każdej osoby promienieje taka osobista, rodzinna niemal serdeczność okraszona niewymuszonymi uśmiechami.

Jeśli ktoś na Pionku jeszcze nie był, niech spróbuje przyjechać na kolejną edycję. Tak wyjątkowej imprezy tak łatwo nie znajdziecie.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*

3 × 5 =