Home / Aktualności / Troyes – miasto pełne kości

Troyes – miasto pełne kości

Troyes

Cieszę się, gdy w grach planszowych pojawiają się kości, które są mądrze wykorzystywane. Gry z kośćmi często mają opinię gier dla dzieci lub bardzo losowych. To prawda, ale tylko w części. Element losowy może być tworzony w różnoraki sposób, co to za różnica czy powodowany jest przez kości czy na przykład przez karty? Ba, często w tym pierwszym przypadku jest łatwiejszy do przeliczenia. Kości oczywiście zasłużyły sobie na swoją opinię, szczególnie w naszym kraju, gdzie można je było znaleźć jedynie w grach dla dzieci, ale ostatnimi czasy dzięki wielu autorom zaczynają być bardzo interesująco wykorzystywane, zmienia się ich wizerunek. Przykładem gry która zmienia oblicze kości jest Troyes.

Wykonanie – średniowieczne

Akcja gry toczy się w średniowieczu i jej wykonanie – można powiedzieć – odnosi się do tych czasów. Elementy są wytrzymałe jak średniowieczne zamki, są schludne, nie ma w nich żadnych wodotrysków jak np. w baroku, a grafiki… są takie średniowieczne. Szczególnie gdy mowa o kartach. Te spodobały mi się bardzo, świetnie budują klimat, który gwoli prawdy nie zbyt mocno odczuwalny. Plansza jest czytelna, dobrze zaprojektowana. Co jeszcze znajdziemy w pudełku? Żetony pieniędzy, punktów zwycięstwa, 56 drewnianych obywateli (meplee w kolorach graczy i neutralnych), 90 kostek (również w kolorach graczy i neutralnych), 8 drewnianych dysków (w kolorach graczy), wspomniane karty, oraz… 24 kości k6 w 4 kolorach. Jeśli dodamy instrukcję w 3 językach (gra jest niezależna językowo, jedyne napisy są na kartach pomocy), to trochę w pudełku znajdziemy. A samo pudełko… mogłoby być trochę niższe, ale takie mamy czas, że pudła są za duże.

Zawartość pudełka

Instrukcja jest czytelna, odpowiada na większość pytań na temat rozgrywki.

Zasady – w skrócie

Gra toczy się na przestrzeni czterech wieków (XIII-XVI), w średniowiecznym mieście Troyes, w czasie budowy katedry św Piotra i Pawła. W tym miejscu i czasie gracze reprezentując bogate francuskie rodziny, próbują wykorzystać swoje wpływy w trzech warstwach społecznych: szlachcie – stanowiącej o sile militarnej, duchowieństwie – aspekt religijny, oraz w warstwie rzemieślników – aspekt cywilny. Wpływy jakie uda się graczom zdobyć pozwalają następnie na wykonywanie różnorakich akcji.

Taką katedrę budujemy!

Oczywiście nie będę opisywał całej mechaniki, przedstawię jedynie pokrótce jej ważniejsze elementy. Gra toczy się przez 4-6 tur (w zależności od liczby graczy). Poszczególna tura składa się między innymi z faz:

  • Przychód i wynagrodzenie. Prosta faza, gracze dostają pieniądze pomniejszone o zapłatę jaką muszą dać swoim szlachcicom oraz duchownym.

Zasoby gracza

  • Gromadzenie siły roboczej. W zależności od tego gdzie gracze mają umiejscowionych swoich obywateli (w zamku – szlachta, w klasztorze – duchowni, w ratuszy – rzemieślnicy); gracze otrzymują przynależne im kości k6 (w odpowiednich kolorach), którymi rzucają i ustawiają na swoich obszarach na planszy.

Kości. Od góry: ataku, rzemieślników, duchowieństwa, szlachty.

  • Wydarzenia. Ten element jest według mnie najbardziej losowy. W grze pojawiają się karty wydarzeń, które symbolizują różnego rodzaju negatywne zdarzenia w mieście, przede wszystkim ataki najeźdźców. Te ostatnie przedstawione są przez rzuty kośćmi ataku. Gracz od którego rozpoczyna się dana tura, rzuca odpowiednią liczbą kości ataku, a następnie musi przeciwstawić się przynajmniej jednej, najsilniejszej (o największej wartości). Jak to wygląda? Po prostu odrzuca ze swojej puli kość (kości) o wartości takiej jak kość z którą walczy, z tym że kości czerwone (militarne) są warte podwójnie.

Karty wydarzeń.

  • Akcje. To najważniejszy aspekt rozgrywki. Gracze po kolei wykorzystują swoje kości (od 1 do 3) do: aktywowania różnorakich kart działania w mieście (tu musi początkowo zainwestować trochę pieniędzy i swoich obywateli), budowy katedry, walki z wydarzeniami, umieszczenia swoich obywateli w budynkach (przez co zyskuje szlachciców, duchownych, rzemieślników, a co za tym idzie odpowiednie kości w przyszłości). Gracz może również użyć agrokultury i w ten sposób zarabiać pieniądze. Ostatecznie może spasować. Gdy wszyscy spasują, kończy się tura. Należałoby opisać jak wykorzystywane są kości. W większości przypadków gracz bierze od jednej do trzech w odpowiednim kolorze przyporządkowanym akcji, sumuje ich wartości i dzieli przez odpowiedni współczynnik wynikający z kart działania w mieście, wydarzenia itp. W wyniku tego działania uzyskuje pewną liczbę możliwości, np. zdobycia punktów zwycięstwa, wpływów, pieniędzy. W grze występują również akcje w których używa się jednej kości. Z powyższego wynikałoby, że to bardzo losowy element, sporo zależy od kości jakie udało nam się „wykulać” a fazie gromadzenia siły roboczej, na szczęście tak nie jest. Gracz może wykorzystać od jednej do trzech kości, ale nie muszą to być jego. Z tym że za obce musi zapłacić. I tu pojawia się świetne rozwiązanie. Im więcej kości wykorzystuje tym więcej musi zapłacić. Jeśli jedną kość – płaci 2 denary, jeśli wykorzystuje 3, to za każdą którą wziął od innych musi zapłacić 6 denarów. Proste, eleganckie i jakże genialne rozwiązanie. Żeby jeszcze bardziej zlikwidować element losowy, gracz może wykorzystując punkty wpływów – które zdobywa na różnorakie sposoby wynikające z akcji – obrócić do 3 kości na przeciwstawną ściankę (pamiętamy że suma oczek na przeciwległych ścianach wynosi 7), może również przerzucić kość – co jest tańszym, acz mniej pewnym rozwiązaniem.

Przykładowa karta. Podzielona na trzy obszary. Górny to opis i ilustracja, środkowy to koszt postawienia tutaj swojego obywatela i punkty zwycięstwa jakie na koniec za niego mamy. Dolny to akcje jakie można wykonać. Tutaj z lewej mamy informację, że możemy użyć od 1 do 3 żółtych kości, ich wartość podzielić przez 4 a następnie tyle razy możemy za 3 monety kupić 2 punkty zwycięstwa.

Tak wygląda zarys zasad. Nie są za trudne, jedynie karty działań w mieście i wydarzeń wymagają dodatkowego wytłumaczenia w momencie gdy się pojawiają. Przy pierwszej rozgrywce mogą wprowadzać pewnego rodzaju dezorientację… co tu zrobić i po co, ale po kilku partiach nie stanowią już problemu. Warto jeszcze wspomnieć o dodatkowych kartach zadań, które rozliczane są na koniec przez wszystkich, które są tajne, ale które po kilku partiach można przewidzieć kto jakie ma.

Karty gracza rozpoczynającego turę i zadań.

Rozgrywka – jaka jest

Uważny czytelnik czytając zasady zauważył pewnie, że gra mi się podoba. Tak, podoba i to bardzo. W Troyes autorom: Sebastianowi Dujardin, Xaviere Georges i Alainowi Orban udało się w miarę prostych zasadach oddać walkę o wpływy w średniowiecznym mieście, chociaż z drugiej strony tematyka dla wielu może być bardzo… teoretyczna. To co w grze jest fajne, to te dość proste zasady, które pozwalają na wiele możliwości. Wspomniane akcje wynikające z kart działania w mieście oraz wydarzeń zmieniają się. W danej rozgrywce występuje 9 z 27 kart miast i od 8 do 12 (w zależności od liczby graczy) z 16 tu kart wydarzeń. Dzięki temu każda rozgrywka jest inna, do każdej trzeba się inaczej przygotować, zmieniać plany w zależności od pojawiających się w trakcie rozgrywki kart.

Pieniądze. Nie najważniejsze, ale jakże ważne.

To wszystko prowadzi do tego, że gra ma dłuższą żywotność. Kości, które tyle razy w innych grach mogą irytować, diametralnie zmienić wynik rozgrywki, tu nie przeszkadzają. Gracz ma możliwości na manipulowanie nimi, może korzystać z kości przeciwników, więc nie ma tu miejsca na narzekanie na los. Każda kolejna partia wydaje mi się ciekawsza, każda pokazuje inne możliwości akcji, wnoszonych przez karty. Niektóre z nich pozwalają na tworzenie kombosów, co również nie jest wadą, po prostu trzeba z tego korzystać.

Plansza.

Chwalę i chwalę, czyżby w Troyes nie było wad? Niestety trochę ich jest. Gra pozwala na zabawę w 2-4 osoby. Zdecydowanie lepiej gra się w 2-3. Dlaczego? W cztery osoby gra się dłużej – co nie jest za dużą wadą, bo niejednokrotnie grając w 2 miałem ochotę grę wydłużyć o kolejne tury – w cztery jednak trzeba trochę czekać na swój ruch, a w Troyes przy pełnym składzie trudno się planuje. I to jest problemem. Każdy gracz ma zestaw swoich kości, niestety w trakcie gry przeciwnicy mogą nam je podebrać i cały plan trzeba przebudowywać. Przy okazji przedstawiłem drugą wadę: negatywną interakcję. I znowu, dla jednego jest to wada, dla drugiego przeciwnie… informuję o tym, bo Troyes potrafi być bardzo… świńską grą. Ostatnią wadą jest według mnie tematyka. Ileż już razy budowaliśmy katedry, miasta, zamki… czasami przydała by się inna tematyka. No i sam klimat gry, jest bardzo… delikatny. Gdy po raz pierwszy grałem w Troyes, zasady tłumaczył kolega, który nawet nie próbował opowiadać o otoczce, miejscu akcji. Przez co mieliśmy wrażenie, że gramy w grę abstrakcyjną (inna sprawa, że już wtedy gra mnie zauroczyła). Dopiero później przeczytałem zasady i poczułem trochę klimat, szczególnie w połączeniu z ilustracjami na kartach.

Karty działania w mieście.

Podsumowanie – obowiązkowe

Ostatnimi czasy mało która gra mnie nie tylko zachwyca, ale nawet zaintryguje. Za dużo znam gier. Wydaje mi się, że potrafię nowe docenić, niektóre nawet dość wysoko, ale mało która nowość ląduje w moim top 10. Troyes nie tylko mnie zaciekawiła, ale również niejednokrotnie podniosła ciśnienie w trakcie gry. To tytuł, w którego przypadku po rozgrywce miałem ochotę na kolejną… a to rzadko się u mnie zdarza. Szczególnie spodobał mi się wariant 2 osobowy. Ostatnio częściej gram właśnie w dwójkę i tu gra jest wręcz idealna. Równie dobrze gra się w trzech, najsłabiej w 4. Należy pamiętać, że Troyes to nie gra dla miłośników pokojowych rozgrywek, tu trzeba walczyć o kości, o miejsce dla swoich obywateli w zamku, klasztorze czy ratuszu. Trzeba podkradać (kupować) kości nie tylko gdy nam pasują, ale również gdy pasują przeciwnikom. Trzeba wymyślać układy akcji które będą prowadzić do większej liczby punktów zwycięstwa.

Cel gry. Nieśmiertelne PZ-tki (punkty zwycięstwa) oraz obywatele i kostki neutralne.

Troyes to gra, którą mogę polecić zaawansowanym rodzinom, a nawet geekom. To gra która zmieniła moje top 10. Polecam.

Pomoc gracza. Jedyny element zależny językowo (ok, są jeszcze nazwy na kartach 😉 )

Wady

  • słabe oddanie tematyki
  • oczekiwanie na ruch przy 4 osobach
  • przy 4 osobach ciężka do długoterminowego planowania
  • negatywna interakcja

Zalety

  • ciekawe wykorzystanie kości
  • długa żywotność gry dzięki różnym zestawom kart

 

Herb miasta Troyes.

yosz (3/5) – grałem raz więc moją ocenę proszę potraktować naprawdę lekko. Mechanizmy w tej grze są ciekawe – możliwość podkupywania kości przeciwnikom działa bardzo sprawnie i dodaje pikanterii podejmowanym decyzjom (czasem warto coś komuś podebrać). Dużo osób narzekało na losowość wychodzących wydarzeń które wyciągamy w czasie gry, ale ja nie odczułem braku kontroli – wręcz przeciwnie – nastawiłem się głównie na walkę z tymi wydarzeniami i wygrałem 4 osobową grę z dwoma wyjadaczami 😉 (którzy grali do tej pory głównie w dwie osoby – tym tłumaczyli swoją porażkę). Jeżeli chodzi o oprawę graficzną to nie przypadła mi do gustu. Doceniam oryginalny styl, ale po prostu mi się on nie podoba. Jeżeli szukacie fajnej eurogry opartej o kości to mogę polecić: Zagrajcie u kolegi. Mnie gra nie porwała, ale spokojnie zagram jeszcze raz albo dwa.

draco (5/5) – Troyes trafiło na moją listę gier do kupienia. Reguły są proste i oryginalne, grafika nietypowa. Dzięki dużej liczbie kart, z których nie wszystkie się pojawią, każda rozgrywka jest inna. Mam ochotę pograć w Troyes więcej, niezależnie od liczby graczy przy stole.

mst (4+/5) – ocena po 2 partiach 4-osobowych (w piątek zagrałem po raz drugi, a dzisiaj tj.w poniedziałek rano grę kupiłem). Nowatorska, bardzo dobrze działająca i dająca mnóstwo możliwości mechanika. Bardzo przyjemna rozgrywka, która sprawdziła się w gronie doświadczonych graczy, a mam nadzieję, że spodoba się także mojej rodzinie.

10 komentarzy

  1. Świetna gra, ale rozumiem czemu wielu osobom może się nie podobać. Dlatego lepiej przetestować przed zakupem.

  2. Negatywna interakcja jako wada? Dla mnie (po jednej rozgrywce) to właśnie fajny generator presji na graczu aby najlepiej wykorzystać kostki 🙂

  3. Dla sporej liczby graczy to wada. Dla mnie nie, zresztą w opisie napisałem że dla jednych to wada dla innych przeciwnie 😉

  4. dzięki – bardzo fajna recenzja.
    wahania (których co do tej gry miałem sporo) się skończyły. Gra ląduje na wishliście …. 🙂 i to na jednym z pierwszych miejsc…

    jedna minimalna uwag stylistyczna. i to nawet nie wiem czy mam rację :). Ale przy czytaniu zakłuło „klimat (…) nie jest za duży”. po mojemu klimat jest np. wyczuwalny, dobrze oddany itp….

  5. #cezaras Poprawiłem trochę, mam nadzieję że na lepiej 😉

  6. Dodałem swoją ocenę.

  7. Dla mnie troyes to jedno z objawień ostatniego roku. Gra jest fantastyczna i taka „feldowska” (to pewno dlatego yosh dał marne 3). Mam wrażenie, że Recenzent i dwaj Minirecenzenci poznawali troyes ode mnie 😉 Na międzypionku była wtedy fajna historia – troyes było grane na 2 stołach równocześnie. Przy jednym ja z folko, przy drugim yosh. Yosh tamtą partię wygrał, ja w naszej byłem ostatni, ale punktów miałem więcej niż on 🙂
    Oczywiście o niczym to nie świadczy – w każdej grze wychodzą inne karty, tak więc zdobycze punktowe w różnych rozgrywkach są nieporównywalne.
    Ale gra jest moim zdaniem świetna.

  8. Dopisuję się do głosów ZA. Podobnie jak folko znam już chyba za dużo gier i przez długi czas nie było takiej, która wzbudziłaby we mnie duże emocje (klika niezłych było nie powiem, w tym sporo polskich), ale Troyes jest, jak pisał wc, objawieniem 🙂 Grę od razu kupiłem, bo takie perełki trzeba po prostu mieć. W BGG Store można za 5$ kupić 4 bonusowe karty (ktoś ma, grał ktoś?). 15 zeta za 4 karty to majątek się wydaje, ale w końcu bycie geekiem do czegoś zobowiązuje 😉

  9. A mnie Troyes nudzi. Zagrałem kilka partii, głównie w 2 osoby. Na pewno dużo jeszcze mógłbym się o tej grze nauczyć, ale wydaje mi się, że istotna jest liczba i kolory posiadanych kości – niełatwo to zmienić w trakcie rozgrywki. Z drugiej strony karty, które wychodzą w późniejszych rundach gry są silniejsze od tych w pierwszej rundzie. Jeśli objawi się jakiś fajny kombos w ostatniej rundzie, ale nie mam dobrych kostek żeby z niego skorzystać, to pozamiatane – niewiele uda się zdziałać. Próbowaliśmy grać tak, że wszystkie karty są znane od początku, ale dostępne stają się normalnie w trakcie gry, ale wcale nie było ciekawiej. Może jeszcze zagramy, ale nie spodziewam się olśnienia.

  10. Miałem podobne odczucia po swojej jedynej grze – nudna, powtarzalna, bez polotu gra. Już wolę Kingsburga.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*

11 − 2 =