Home / Aktualności / Pierwsza Wojna Światowa – gry wojenne nie są straszne

Pierwsza Wojna Światowa – gry wojenne nie są straszne

Już w ten weekend, na Festiwalu Gier Planszowych w Brzegu swoją premierę będzie miała, wydana przez Phalanx Games Polska, gra Pierwsza Wojna Światowa (The First World War). Ze względu na swój poziom ciężkości tytuł ten może być świetnym wprowadzeniem graczy, do tej pory stroniących od gier wojennych, do tego gatunku planszówek. Gry tego typu uważane są zwykle za bardzo skomplikowane i głównie skierowane do zaawansowanych i znających temat graczy. W ramach “wszystko co chcesz wiedzieć, ale boisz się zapytać” poprosiłem, żeby Michał “Ozy” Ozon z PGP przygotował prezentację gry w naszym, opolskim klubie gier planszowych. Zapraszam do przeczytania jego obszernego opisu z tej rozgrywki. Mam nadzieję, że proste zasady PWŚ i emocje płynące z tego tekstu przyczynią się do narodzin kolejnych planszowych generałów 🙂

Michał “Ozy” Ozon:

W zeszłą środę na Planszowym Opolu rozłożyliśmy jeszcze „świeże” pudełko Pierwszej Wojny Światowej. Po wytłumaczeniu zasad, które nie zajęło więcej niż 10 minut, usiedliśmy do gry. Cezner wylosował Rosję, Hiro Austro-Węgry, Lord Voldemort Aliantów Zachodnich, a ja Rzeszę. By przyspieszyć start użyliśmy historycznego rozstawienia wojsk na frontach rozpoczynającej się wojny. Następnie dodaliśmy, już w pełnej swobodzie, armie fikcyjne, które symulują obecność prawdziwych armii na frontach, lecz nimi nie są, przez co po kilku ruchach zupełnie nie wiadomo kto, gdzie i jakie ma siły.

Lato 1914 r.

Rzesza dysponuje najlepszą armią, wojska są dobrze skoncentrowane (gros sił na zachodzie, osłona na wschodzie), można od razu ostro uderzyć we Francję i Belgię. W serii ofensyw zdruzgotałem belgijską armię, a następnie zmierzające na pomoc wojska brytyjskie i francuskie.  Byłem w stanie utrzymać inicjatywę na zachodzie, ponieważ Rosja rzuciła się na Austro – Węgry i nie wykonała żadnych ofensyw na wschodnie rubieże Rzeszy. Moje dzielne bataliony skończyły etap nad Kanałem La Manche, z widokami na dalsze bicie Aliantów Zachodnich w centrum Francji, bądź też na próbie zadania im automatycznej kapitulacji, dzięki możliwości bezpośredniego atakowania alianckich baz.

W międzyczasie Austro – Węgry poniosły całkowitą klęskę z  rąk Rosjan i Serbów. Zaciekłe walki w Galicji przyniosły upadek Lwowa, Serbowie zdobyli Sarajevo. Armia Habsburgów została porządnie obita, na szczęście Alianci Wschodni też ponieśli ogromne straty.

Jesień 1914 r.

Alianci Zachodni dobrze wzmocnili północną flankę, w związku z czym rozpocząłem od silnego ataku w centralnej Francji, w kierunku na Paryż. Zdobyłem Sedan i Verdun (a miało być nie do zdobycia!), impet ofensywy wyczerpał się dopiero pod Chateau-Thierry. Alianci odpowiedzieli ofensywami na północy, by odzyskać bazy zaopatrzenia nad kanałem, cenne porty umożliwiające transport zaopatrzenia z Brytanii. Ataki te wypchnęły mnie z Ostendy, i wiedziałem, że na północy wiele już nie zdziałam, więc finalny wysiłek skierowałem na południe, zdobywając Nancy. W tym czasie Austro – Węgry próbowały odzyskać Lwów, ale we wzajemnej wymianie ciosów Rosjanie byli lepsi i przebieg galicyjskiego frontu się nie zmienił. Więcej szczęścia miał mój sojusznik na Bałkanach, gdzie nieudane serbskie ofensywy i przeprowadzona po nich kontra sprawiły, że Sarajewo wróciło do cesarstwa Habsburgów.

1915

Zła sytuacja Austro – Węgier zmusiła mnie do oddania im pierwszej armii niemieckiej, by ratować przed załamaniem front bałkański. Szczególnie że Włochy wkroczyły do wojny, co otworzyło kolejne dwa fronty pod kontrolą Austro – Węgier. W związku z tym musiałem ograniczyć mój apetyt na zachodzie i przejść tam do strategicznej obrony. Wolne moce ofensywne wykorzystałem na wschodzie, bijąc rosyjskie armie i zajmując teren byłej Polski aż po Brześć Litewski. Alianci Zachodni mocno docisnęli moich ludzi w okopach. Przeprowadzili udane ofensywy zarówno na północy jak i na południu. Odbili Nancy i weszli na teren Rzeszy w Muhlhausen, wyrzucili moje wojska z zachodniej Belgii.

Źle się działo również u mojego sojusznika. Wprawdzie odbił Lwów, wykańczając kolejne roczniki austryjackiej i rosyjskiej młodzieży, ale moja ekspedycyjna armia została zniszczona na Bałkanach (szczęśliwie rozbita została również brytyjska armia MEF, która zamiast w Dardanelach wylądowała w Salonikach). Alianci Zachodni wykorzystali złą passę Habsburgów i podjęli ofensywę we Włoszech. Padł Triest, droga przez Alpy do serca cesarstwa stanęła otworem, więc Hiro musiał sprawdzić, czy nie doszło do kapitulacji. Szczęśliwie naród nie porzucił cesarza, nie wyszedł na ulice i mogliśmy kontynuować naszą imperialną wojnę. Był to etap rekordowych strat niemieckich, otarłem się o limit moich uzupełnień. Wyższa śmiertelność wynikała też z coraz to wymyślniejszych sposobów zadawania śmierci, jakich używały nasze wojska. Gazy bojowe, masowe uderzenia artylerii, okopy i bunkry z ciężkimi karabinami maszynowymi… a to dopiero początek.

1916

Otwierał się kolejny front w Rumunii, ci chyba poczuli wiatr od wschodu i postanowili trochę na nim przepłynąć. Tym razem wysłałem więc na pomoc sojusznikowi dwie armie, jeszcze bardziej stopując moje ofensywne zapędy. Oczywiście nie zrobiłem tego od razu, Hiro musiał trochę negocjować.  W końcu stwierdził, że jak mu nie dam drugiej armii, to nie będzie bronił frontu rumuńskiego, a jak on skapituluje to rewolucja wybuchnie również u mnie, obydwoje przegramy grę, gdy społeczeństwa wywiozą nas na taczkach. To był nawet niezły argument, więc dałem mu to czego chciał, wspierając front włoski i bałkański. Na zachodzie przeprowadziłem tylko ograniczoną ofensywę, odbiłem Muhlhausen i skutecznie odpierałem ofensywy Aliantów, zadając im ciężkie straty. Ci z kolei zaatakowali ku Austrii przez Triest i… nadziali się w Alpach na elitarną armię niemiecką, która zniszczyła zaskoczony korpus brytyjski. Austro – Węgry były więc (tymczasowo) ocalone.

Korzystając z siły przebojowej mojego wojska Hiro kontratakował. Zdobyły Weronę i dotarli do Padu, zagrażając stabilności Włoch. Jednak walka z Aliantami Zachodnimi odciągnęła Austro – Węgry od działań na Bałkanach. Rumuni szybko otworzyli granice dla rosyjskich armii, połączone siły Aliantów Wschodnich przebiły się przez Karpaty i dotarły do niziny węgierskiej. Zarówno Włochy, jak i Austro – Węgry były na skraju rewolucji, ale ponownie monarchom udało się oszukać narody i skłonić je do dalszych poświęceń w imieniu kontynuowania wojny.

1917

Nie było wyjścia, znów trzeba było oddać dwie armie Austro – Węgrom. Na szczęście Alianci Zachodni ponieśli w poprzednim roku wyjątkowo ciężkie straty, ich zdolność do ofensywy była ograniczona. Ponownie zdobyłem Nancy, chcąc redukować uzupełnienia alianckie dzięki kontrolowaniu tego ważnego regionu Francji. Alianci Zachodni kontynuowali plan z poprzedniej tury – wszystkie siły na Austro – Węgry. Pękł drugi front w Italii, Włosi zdobyli Gorizię. Rosjanie też działali agresywnie, zdobyli Skopie i zagrozili nizinie węgierskiej również z drugiej strony. Na nic zdała się moja niemiecka armia, bo Alianci rzucili na Bałkany francuską Armię Orientu, która pokonała mój korpus ekspedycyjny. Druga armia niemiecka skutecznie strzegła Werony, Włosi nie zdołali jej odebrać, mimo pomocy Anglików. Kolejny raz Włochy i Austro  – Węgry mogły utonąć w szaleństwie rewolucji, jednak i tym razem się udało. Wiedziałem, że jeśli przetrwam kolejny rok, to wygram wojnę. Tyle że przetrwać muszą też Austro – Węgry.

1918

Tak, dałem im trzecią niemiecką armię. Szybko tego pożałowałem. Na kontynent wylądowali Amerykanie, którzy dali Aliantom Zachodnim siłę do rozpoczęcia totalnej ofensywy. Alianci rozbili moją obronę pod Nancy i doszli aż za Ren, zdobywając Strasburg! Nie byłem w stanie temu przeciwdziałać, bo oddałem moje rezerwy do dyspozycji Austro – Węgier. Habsburg odbił Gorizię i zajął Udine, utrzymał Weronę. Nic dziwnego, skoro na tych dwóch frontach działały moje elitarne armie, których tak brakowało nad Renem.  Mocne Austro – Węgry zaatakowały też na wschodzie, zdobywając Łuck. Rosjanie nie podjęli dalszej ofensywy z Rumunii, bo tam broniła Węgier kolejna niemiecka armia. Zaatakowali więc z frontu bałkańskiego i Armia Orientu ponownie wdarła się na Węgry od południa. Rosjanie widzieli, że moje siły są już maksymalnie rozproszone i bez trudu odzyskali Brześć Litewski. Dramatyczne wydarzenia tego roku postawiły widmo rewolucji przed Włochami, Austro – Węgrami i… Niemcami. Mimo tego, że miałem najwięcej punktów za kontrolowane miasta zwycięstwa, wciąż mogłem przegrać grę – albo z powodu rewolucji w Rzeszy, albo w krajach Habsburgów. Szczęśliwie zdaliśmy testy na kapitulację, a wymęczone Włochy nie. W Italii wybuchła rewolucja, kraj wycofał się z wojny, więc upadł rząd w Londynie, a Amerykanie wrócili do domów. Silna Rosja nie stoczyła się w odmęt rewolucji, ale sama nie mogła prowadzić wojny. Państwa centralne zwyciężyły, ale trzeba było teraz wyłonić finalnego zwycięzcę gry wśród nich. Jeśli zwyciężą Państwa Centralne Austria dostaje dodatkowe 3 punkty zwycięstwa, jako słabszy kraj w sojuszu. Okazało się, że Hiro był bardzo bliski odebrania mi laurów zwycięstwa, wygrałem tylko 1 punktem ( 11 do 10)!

Graliśmy trzy godziny, mimo tego, że była to nasza pierwsza partia i to w pełnym, 4 osobowym składzie. Bój wywołał mnóstwo emocji, targów i złorzeczeń, szczególnie w obozie Państw Centralnych, które cały czas kłóciły się o sposób prowadzenia wojny przez Austro – Węgry i „zawsze za małą” pomoc dla „ich tytanicznego boju” ze strony Rzeszy. Rosja jako jedyne państwo ani razu nie poznała widma kapitulacji i rewolucji, Cezner grał ostrożnie, więc rodzina Cara przetrwała wojnę i uchroniła się od śmierci z rąk bolszewików. Alianci Zachodni mocno wspierali Rosję i angażowali wiele sił Państw Centralnych na froncie włoskim. W końcu obróciło się to przeciwko nim, gdy potraktowaliśmy z Hiro ten teatr priorytetowo i właśnie tam zakończyła się wojna. O mały włos sprytna gra Hiro nie pozbawiła by mnie zwycięstwa, gdy ten ryzykował kapitulację z powodu dziurawego frontu na Bałkanach, po to by zdobywać punkty zwycięstwa we Włoszech. Igrał z ogniem, ale o mały włos nie dało mu to zwycięstwa.

23 komentarze

  1. Avatar

    ozy jak zwykle zajebisty text 😀

    a hiro jak to hiro, nie dość że CK Dezerter to jeszcze knujący Cylon ;p

  2. Avatar

    ozy bój się, bo niedługo odbiorę Ci tytuł największego planszowego zdrajcy w Opolu 😉
    gra Austro-Węgrami początkowo wydawała mi się totalnie bez sensu. Posiadając najgorsze i najmniej liczne wojska ze wszystkich, bez wsparcia ze strony Niemiec nie ma się wielkich szans na przeżycie. W połowie rozgrywki stwierdziłem, że to chyba najciekawszy element gry – grać tak, żeby Niemcy zostały zmuszone do udzielenia pomocy, nie doprowadzając przy tym do kapitulacji 😉 A po uzyskaniu tej pomocy wykorzystać ją do własnych celów, bo zwycięsca może być tylko jeden 🙂 polecam 🙂
    ps. jestem fanem ameri i nie przeszkadza mi brak balansu frakcji, losowość walk itp. 😉

  3. Avatar

    Czyta się jak AAR z Paths of Glory 😉
    [to pochwała]

  4. Avatar
    Lord Voldemort

    Jeśli zna się PoG to trzeba się trochę przestawić (plansza nie jest PtP), gra jest dużo łatwiejsza, ale dylematy strategiczne są takie same jak w PoG.

  5. Avatar

    Dodałem jeszcze zdjęcia.

  6. Avatar

    Żeby było widać, jak dobrze wyprodukowali Cylona Hiro. 😉

  7. Avatar

    Trzy niemieckie armie w darze dla Austro-Węgier? W życiu nie widziałem takiej hojności!

    Czy Niemcy nie rozważali zaproponowania Rosji pokoju?

  8. Avatar

    Pokój z Rosją rozważali, ale nigdy nie miałem aż tylu armii na wschodnich frontach Rzeszy, by móc zaproponować pokój. A Rosja mnie nie naciskała, realizując z Aliantami Zachodnimi plan “A-H first”.
    Wiem, że przesadziłem z tymi 3 armiami w ostatnim etapie, o mało na mnie to klęski nie ściągnęło. Gdyby Hiro lepiej rozegrał finalne ofensywy włoskie (na szczęście posłuchał mojej złej podpowiedzi) to zdobyłby więcej punktów.
    Na pewno nie ma w tej grze łatwych sojuszy, dzięki fajnej zasadzie tylko 1 zwycięzcy.

  9. Avatar

    Właśnie napięcia wewnątrzsojusznicze czynią z The First World War wspaniałą grę!

  10. Avatar

    Rany, przecież to okropna, przeokropna gra. TFWW jest strategiczna tylko w grafice, bo mechanicznie jest znajomym Stratego oraz zabawy w przeciąganie liny.

    Radzę unikać, a już na pewno nie kupujcie w ciemno. Skup makulatury wam tych pieniędzy nie zwróci. Zaproponują wam około 50 groszy. W kategorii lekkich wojennych polecam serię Command and Collors/Battlelore albo Manouvre.

    Dodatkowa zaleta tych ostatnich: za Manouvre skup zaproponuje prawdopodobnie więcej.

  11. Avatar

    Ale grałeś w TFWW kapustko, czy tylko tak to sobie wyobrażasz? Bo żadnych argumentów w Twojej wypowiedzi nie dostrzegam.

  12. Avatar
    Lord Voldemort

    Ale nie o walki na poszczególnych frontach tutaj chodzi… To jest gra o wielkiej strategii, podejmowaniu kluczowych dla wojny decyzji – gdzie wyslemy nasze najlepsze oddzialy, a gdzie bedziemy prowadzic jedynie dzialania pozorowane.
    Gra pokazuje szereg bezsensownych ofensyw, ktore mialy miejsce w rzeczywistosci: miliony ludzi, tysiace dzial, a na koncu i tak nic z tego nie wychodzilo (dla gracza to po prostu zly rzut k6).

    W grze wieolosobowej dochodzi jeszcze blaganie/szantazowanie sojusznika. Mina Austowegra proszacego Niemca o dodatkowa armie – bezcenna…

    P.S. Wykonanie FWW jest o trzy nieba lepsze niz Maneouvre, wiec w skupie za FWW na pewno zaplaca wiecej 😛

  13. Avatar

    Oj grałem, nawet posiadam i blogowałem o niej w 2007 r. Moje argumenty? Rany Andy Boskie, to tylko komentarz :), ale spróbuję.

    Gra polega na blefowaniu i ukrytej informacji. Przypomina zubożałe Stratego, w którym role zamieniono na liczbową siłę, a manewrową planszę na z góry wyznaczone “kanały”. Zagrywasz żetony w ciemno i straszysz “hohoho, zagrywam taakie silne jednostki”. I tak przez dwie godziny!

    Jednostki zagrywa się na “kanały” (fronty). Jest ich 11. Cała plansza to tak naprawdę 11 pól. Poważnie, Phalanx, publikowanie polskiej wersji tej gry odbieram w kategoriach wypowiedzenia wojny.

    Egzemplarz dostałem od ojca, który czuł się oszukany po zakupie i nie mógł nawet patrzeć na to pudło.

    Inna sprawa, że przy złych grach można się świetnie bawić, być może nawet najlepiej. To ten zwariowany rodzaj zabawy, w którym liżesz żetony.

  14. Avatar

    @Voldemort: tak, może to śmieszne, ale gra dobrze ilustruje bezsensowność pierwszej wojny światowej! Czuje się ją w rozgrywce.

    Oczywiście, jeśli ktoś lubi TFWW, to nie będę go przekonywał, że ma zmienić zdanie. Ale jeśli rozważasz jej zakup, to wpierw zagraj, popytaj i rozejrzyj się. Są przecież rozczarowane osoby, które oddadzą swój egzemplarz za darmo. Nie musisz kupować!

  15. Avatar

    @Kapustka – wypowiedzenie wojny komu? 🙂

    A tak na serio – FWW dużo lepiej symuluje działania wojenne, niż wspominane przez Ciebie C&C/Battlelore. Zarówno jeśli chodzi o realizm, jak i o odzwierciedlenie w trakcie rozgrywki prawideł działań wojennych. No i pograsz w FWW w 3 i 4 osoby, w C&C/B nie.

    Przeciąganie liny – dobre określenie na pierwszą wojnę światową, tak to w sumie wyglądało: długa walka na wytrzymałość, trzeba uważać na równowagę ale też nie ciągnąć za mocno, bo a nuż przeciwnik popuści linę i się wywrócimy. 🙂

  16. Avatar

    @ozy – mi 😀 Jestem w stanie wojny. Będę musiał kłaść się przed godziną policyjną i ćwiczyć pompki rano.

  17. Avatar

    @kapustka – trzeba było nas ostrzec, że wydanie FWW to stan wojny z Tobą. Po tym pokazie siły w pompkach byśmy zastanowili się dwa razy… Teraz nie pozostaje nam nic innego, jak przyjąć po męsku konsekwencje naszej niewiedzy. Idę odkurzyć mundur i oczyścić karabin ze smaru. 😉

    Zaczynajmy pierwsze starcie:
    Ile masz kotów?
    Ja dwie kotki.
    Kto ma przewagę?

  18. Avatar

    Pierwsze starcie, pokazujemy żetony zatem: ja mam trzy “Pędzel”, “Szpachla” oraz “Kermit”.

    Czy dobrze pamiętam, że teraz dochodzi do głosu rozchwiany rzut k6?

  19. Avatar
    Victor Strogow

    Ozy, moje wyrazy uznania (na poważnie). Nie ma w naszym polskim świecie planszówkowym innej osoby zaangażowanej w wydawanie gier, tak rozsądnie podchodzącej do fanów i tak zgrabnie reagującej na krytykę. Chapeau bas!

    Natomiast tak bardziej merytorycznie. Co Was przekonało do wydawania po polsku akurat tej gry, tak słabo ocenianej na świecie? Według BGG, Board Game Rank: 1906, Average Rating: 6.30, średni czas rozgrywki 120 minut przy ciężkości gry ocenianej na 2.5?

  20. Avatar

    Aż też się zdziwiłem, że ozy tu sobie żartuje zamiast postraszyć kapustkę prawnikami jak przystało na rasowego wydawcę 😉

  21. Avatar
    dominusmaris

    Myślę, że to próba nakłonienia paru osób do zmierzenia się z wojennymi grami wydawnictwa Phalanx.

    Takie gry jak House Divided czy Italia są zbudowane na innych zasadach, ale wyglądają podobnie do tej gry.

    Jeśli ktoś się skusi, a przy takiej cenie myślę że będzie to sporo osób, jest szansa że złapie bakcyla na takie gry.

    To nie jest polowanie na taki ,,Czerwony Październik” jak Kapustka. To jest polowanie (czyt. łowienie) na płotki. Myślę że to się może udać.

    To powiedziałem ja, nomen omen Dominus Maris.

    W każdym razie życzę powodzenia.

  22. Avatar

    @kapustka – u mnie Arya i Sansa. Czyli 3:2. Masz +1 za przewagę liczebną. 🙂
    Teraz rzucamy kostkami. Do wyboru: S, 1,2,3,4. Kto ustali ile który z nas rzucił? Najlepiej ktoś kto nie czytał zasad. 😀

    @VS – Ocena 6,3 oznacza: “Gra OK, jest fajna albo stawia przed graczami jakieś wyzwania. Zagram czasami jak będę miał nastrój.” To nie jest zła ocena. Wielu osobom gra się podoba, bo czują to co ona chce pokazać. Kwestia zrozumienia perspektywy. Jak się ją rozumie, to rzuty nie są aż tak ważne. Mają znaczny wpływ na zwycięstwo, ale w tej perspektywie tak właśnie powinno być. A przekonała nas cena, możemy na prawdę tanio dać ludziom fajne entry game, szybkie, na 2-4 osoby z pełnym funem z rozgrywki.

    @Bartek – a widziałeś jak on robi pompki? Nie da się zastraszyć.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*

thirteen − two =