Home / Aktualności / Norymberga rzutem oka (1)

Norymberga rzutem oka (1)

Pewnie sporo osób wie, że w tym roku dzięki zaproszeniu Granny byłem na targach w Norymberdze. Na mojej stronie można było przeczytać kilka szybkich opisów, tu trochę bliżej przyjrzę się niektórym tytułom. Niektóre opisałem u siebie, ale wrzucę je jeszcze tu… by więcej osób mogło się z nimi zapoznać.

Niestety poznanie gry na targach w Norymberdze jest trudniejsze niż poznanie na targach w Essen. Na tych drugich wydawnictwa przygotowane są do zaprezentowania kompletnych zasad danego tytułu, w Norymberdze nie jest to potrzebne. Tu prezentuje się ogólny zarys działania, przedstawia się wizję produktu. Dlaczego o tym piszę?… ponieważ gdy chciałem poznać gry, które opisuję poniżej, nie było to takie proste.

Loch Ness by Granna (autorem jest Walter Obert), to gra przeznaczona dla młodszego gracza. Pięknie zilustrowana przez Piotra Sochę, z zabawnymi figurkami szukających potwora fotografów i samego potwora (w trzech częściach) zaciekawią każdego małego planszówkowicza… i nie tylko. Co ważne, rodzice według mnie powinni bawić się w ta grę również dobrze. Plansz przedstawia jezioro, w którym kryje się tytułowy Potwór, gracze dookoła jeziora (w punktach widokowych) ustawiają swoich fotografów, a następnie rzucają kością. Potwór przesuwa się o określoną liczbę pól (determinowaną rzutem), a po ruchu sprawdzane jest czy jest w zasięgu „wzroku” fotografów. Jeśli tak, gracz „robi tyle zdjęć” ile części potwora widzi. Robienie to najzabawniejsza i najbardziej losowa część gry… gracz po prostu losuje z woreczka karty (kształtu i grubości np. Wilków i owiec), a na nich narysowane są wykonane zdjęcia… bardzo różne.

Charakterystyczna kreska Piotra Sochy

Jedne wyraźne, piękne, inne rozmazane, prześwietlona… wszystkie z różną liczbą punktów. Gracz spośród wylosowanych wybiera jedno, ten kto na koniec gry ma najwięcej (punktów) wygrywa. Zamiast rzutu kością, gracz może również przemieścić jednego z fotografów. Proste zasady, świetny pomysł na robienie zdjęć, emocje przy ich losowaniu to zalety gry. Wady… oczywiście gra nie dla geeków, bo jednak wylosować można wszystko, oraz syndrom chodzenia w kółko, szczególnie przy 2 i 3 graczach… wystarczy jednak mały home rule i wszystko powinno działać ok 😉

Potwór granny - zdjęcie AK (Game Arie)

Równie ciekawą, ale przeznaczoną dla trochę starszych graczy, jest Loch Ness Hans im Gluck (autorstwa Ronalda Wetteringa). W tym również (ku zaskoczeniu wszystkich) gracze obstawiają dookoła wyspy swoich fotografów i… robią zdjęcia Różnica jest taka, że robią to za każdym razem, a nie jak w wersji Oberta, tylko na początku, a potem zamiast rzutu kością. Każdy z graczy ma do dyspozycji swój zestaw kart o wartości 1-5, gracze w tajemnicy wykładają po jednej, następnie odsłaniają i potwór przesuwa się o liczbę pól równą sumie wartości kart. Ten mechanizm wydaje się być bardziej losowy (niż ruch kością u Granny), ponieważ jest mniej pól i potwór może szybciej poruszać się… przez co trudniej go „złapać”.

Loch Ness by Hans 😉

Jeśli zatrzyma się w polu widzenia fotografa, ten robi zdjęcie wartości takiej jakim fotografem jest. Każdy fotograf przedstawiony jest krążkiem na którym jest cyfra (jakość fotografa). Po zrobieniu zdjęć oznaczamy zdobyte punkty listwie punktacji. Gracz który na koniec ma najwięcej punktów wygrywa. Ciekawie zaimplementowany jest koniec gry… na listwie jest drewniana figurka małego potwora, która porusza się co turę o tyle punktów ruchu co duży potwór (na jeziorze), i gdy dotrze do końca listwy… gra kończy się. Gracz ma do dyspozycji również pomocników, których obstawia na dodatkowych polach akcji (jednym co turę), które to pola ułatwiają nam zadanie, zmniejszają element losowy ruchów itp. Z czasem pewnie można próbować też zapamiętywać jakie karty kolejni gracze wyłożyli, przez co szacować gdzie zatrzyma się potwór. Podobnie jak poprzedni, również ten Loch Ness wydaje się być zabawny, jak będę miał okazję to z ciekawością zagram.

I potwory... mały i duży - zdjęcie by Justus F

Na stoisku Hans im Gluck oprócz wspomnianego wcześniej Loch Ness, nowych meepli do Carcassone i kilku starszych gier, można było znaleźć zapowiadaną na marzec/kwiecień nowość – Pantheon. Autorem jest Bernd Brunnhofer, który ma w dorobku takie hity jak Saint Petersburg czy Stone Age.

Grafika na pudełku... taka sobie...

Gdy poprosiłem o wytłumaczenie zasad, prowadzący przedstawił je bardziej niż ogólnie. Gdy zacząłem dopytywać się o szczegóły, wyglądał na zdziwionego. Po co mi ta wiedza? Dodatkowo miał pewne problemy z językiem… suma summarum, odchodząc od niego, miałem o grze mgliste pojęcie. Na szczęście okazało się, że przy stoisku jest miejsce, gdzie gra prezentowana jest bardziej skrupulatnie, gdzie można było nawet w nią zagrać. Na rozgrywkę niestety czasu nie miałem, ale następnego dnia z rana pojawiłem się przy wspomnianym stoliku i poprosiłem o wyjaśnienie, o co w tym wszystkim chodzi.

Gdzie toczy się gra i kiedy, można odczytać z planszy. Okolice morza śródziemnego, starożytność, czasy gdy bogowie mieli wpływ na działanie ludzi… ot popularne miejsce i czas. To co dla nas najważniejsze to oczywiście mechanika. Gra toczy się przez 6 tur, w każdej gracz może wykonać bodajże 4 akcje. Po 3 i 6 turze dochodzi do punktowania. Jakie mamy akcje? Pierwsza możliwa to wzięcie kart. Te są bardzo ważne, one pozwalają nam na realizację kolejnych akcji. Jak można je brać? Podobnie jak w T2R, kilka jest wyłożonych, z nich możemy wybierać, można też pobierać w ciemno. Liczba kart na ręce jest nieograniczona. Gdy już mamy jakieś karty możemy je wydać. Kolejną możliwą akcją jest budowa tras… startując w jednym z kilku dostępnych miejsc na planszy (miejsce w każdej z kolejnych tur jest losowo wyznaczane dla wszystkich), tworzymy… połączenia… trasy, łączące miejsca na planszy, połączenia oznaczamy zabawnymi drewnianymi stopami. Pola to hexy, w niektórych miejscach znajdują się pola na których możemy budować kolumny (w ramach ruch), na innych znajdują się różnego rodzaju żetony bonusowe (pomocne w dalszej grze). Żeby zbudować połączenie, wykorzystujemy zdobyte wcześniej karty… dokładnie karty ruchu. Na początku gry mamy dostępne kilka stóp (chyba 5) i kolumn (4). Budowa kolumn jest bardzo ważna, im mamy ich więcej tym więcej otrzymujemy punktów zwycięstwa. Niestety dość szybko okazuje się, że stóp i kolumn mamy za mało, więc musimy je kupić (kolejna akcja). Kupujemy za pieniądze – te dostajemy z kart (i bonusów). Przy planszy znajdują się również karty bogów. Wydają się być dość drogie, zakupujemy je za zestawy kart zasobów – zdobywanych jak wszystkie karty. Karty bogów przynoszą punkty zwycięstwa oraz dodatkowe bonusy.

Elementy - zdjęcie Daniel Danzer

Tak mniej więcej wyglądają zasady. Nie wyglądają na innowatorskie, ale z drugiej strony na dość spójne. Ważne wydają się być bonusy (podobnie jak w innej grze tego autora – Stone Age). Mnie Pantheon zainteresował, mam wrażenie że dość proste zasady mogą prowadzić do ciekawej rozgrywki… jeśli gra byłaby do kupienia, to raczej bym na nią się zdecydował, ale raz – nie była, dwa – na targach nie można nic kupić (podobno coś można w ostatni dzień).

To tyle dzisiaj, kolejne gry – wkrótce.

Ps. Niestety zdjęcia na targach może robić tylko prasa, stąd musiałem posiłkować się zdjęciami z bgg.

5 komentarzy

  1. Avatar

    tylko co Ty z tą Norymbergią?? Miasto nazywa się Norymberga.

  2. Avatar

    Nataniel, Ty purysto językowy, co się czepiasz ;-p

  3. Avatar

    @Gieko – już nic nie mówię 😛

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*

19 + 1 =