Home / Aktualności / Żabkę też można doić

Żabkę też można doić

Tego zaskakującego dla przyrodników odkrycia dokonali amerykańscy planszomaniacy z wydawnictwa Flying Frog (Latająca żaba).  Naukowcy z całego świata z zawstydzeniem czytali doniesienia wydawców, którzy odkryli u żabki malutkie, zielone wymionka. W efekcie tego przyrodniczego odkrycia latem tego roku Flying Frog opublikuje grę Invasion from Outer Space: The Martian Game, w której typowo amerykańcy bohaterowie typowo amerykańskiego festynu będą bronić typowo amerykańskiej prowincji przed typowo amerykańską inwazją Marsjan.

Cóż za złośliwy i tendencyjny wstęp powiedzą niektórzy. Wyjaśniam więc na swoją obronę skąd tyle jadu. Przed dwu laty gdy pojawiła się pierwsza produkcja FF stałem się szybko jej wielkim fanem. Gra Last Night on Earth do dziś jest dla mnie jedną z najlepszych ameritrashowych przygodówek. Niestety im dłużej trwa “rozwój” wydawnictwa i im większy sukces odnosi, tym mniej czekam na ich kolejne dokonania, a gra o inwazji marsjan przelała czarę goryczy.

Po publikacji całego szeregu dodatków do LnoE latające żaby wypuszczają Invasion from Outer Space, która – jak sami przyznają – jest dokładną kopią ich wielkiego hitu o zombich przeznaczoną dla tych, którzy “od walki z zombiakami wolą odpieranie inawazji Marsjan” (koniec cytatu, start zażenowania). Nawet grafiki planszy i kart postaci niewiele się różnią od oryginału. Zapewne jedyną większą inwestycją wydawcy będzie opłacenie nowego wykrojnika figurek, chociaż może Marsjanie są podobni do zombiaków (wszak nikt ich nigdy nie widział, więc ciężko dyskutować)  i figurek zmieniać nie będzie trzeba.

Mówiąc jednym zdaniem: ta sama gra w innym pudełku – bo pewnie i tak się sprzeda.

Czy to przykład hasbroizacji małego wydawnictwa planszówkowego, czy się czepiam i mam zły dzień?


 

Facebook Comments

19 komentarzy

  1. Avatar
    dominusmaris

    A sam nie myślałeś o małych marsjanach?
    To jak Ty chcesz żyć z planszówek? 😉

  2. Avatar

    Myślę, że filip myśli teraz o dużych krzyżakach. 😉

  3. Avatar

    A cóż złego jest w dojonku? Niech sobie doją, nikt nie każe tego nikomu kupować. Może dzięki zarobionej kasie wydadzą jakąś inną(wacyjną), fajną grę.

    A propos walki z marsjanami, to byłoby naprawdę fajnie, gdyby ktoś przeniósł UFO: Enemy Unknown na planszę…

  4. Avatar

    Moje roboty krążące po Internecie doniosły, że na GamesFanatic zostało użyte wyrażenie “doić”, tak więc jestem :).

    Zdecydowanie Filippos czepiasz się i masz zły dzień ;). Hasbroizacja będzie wtedy jak przyjdzie do Ciebie Hasbro i powie, że daje Ci milion złotych za Twoją najnowszą grę :). I choćbyś nie wiem jak się wytężał, prężył i lawirował to weźmiesz pieniążki i będziesz cieszył swoje oko własną grą widoczną w każdym markecie Europy i w reklamach telewizyjnych :).

    Tak więc po raz 1287 postuluje zarzucić ideologiczny ton postów, gdzie oskarża się wydawnictwa i autorów o dojonko, gdy rzeczywiście powinni dniami i nocami pracować (prawie za darmo) tworząc niepowtarzalną wartość dodaną dla świata planszówek. Trzeba zaznaczyć, że byłaby to wartość dodana dla kilku fanatyków, którzy grali już w 500 planszówek i mających na półce 300 tytułów. Dla zwykłego człowieka mającego 3 tytuły będzie to tylko miła kontynuacja. 🙂

    Czasami po prostu nie liczy się pomysł, a popyt i podaż. Jak ktoś mówi, że ktoś kogoś chce wydoić to najwidoczniej już zaczyna liczyć czyjeś pieniądze w cudzej kieszeni. Niech każdy liczy swoje :).

    See yaaaa i do następnego dojonka! ;).

  5. Avatar

    Konev popadanie w skrajności nie pomoże w dyskusji. Ja też jestem autorem gier, marzę o tym żeby była to moja główna praca, dająca mi tyle dochodu żebym mógł rzucić tę “zwykłą”. Nie zgodziłbym się jednak dla samej kasy na wydanie mojej gry przez tego samego wydawcę pod inną nazwą. Uważam to za naprawdę nie fair wobec klienta i patrząc na długoterminowe relacje z nim też nie za mądrze.

    Natomiast absolutnie nie jestem zwolennikiem teorii projektowania wyłącznie dla pasji i chwały rozwoju myśli planszówkowej. Chciałbym na tym zarabiać, ale w sposób który uważam za uczciwy – oferując zawsze produkt który uważam za dobry i w który włożyłem swoją twórczą pracę, a nie tylko marketingowy budżet.

    To jest opinia baaardzo odmienna od twojego, skrajnego wniosku.

  6. Avatar

    Jeszcze zanim powstało A Touch of Evil Jason C. Hill zapowiadał ukazanie się gry o inwazji obcych na bazie Last Night On Earth.
    Na tym forum miały obowiązywać standardy, a Fillippos bezkarnie jeździ sobie po Amerykanach. To co wydali do tej pory było świetne. Flying Frog ma na koncie tylko 2 tytuły i mocno walczy o pozycję na rynku. Może by tak zmoderować redaktora?

  7. Avatar

    Bycie fair wobec klienta to szczere i otwarte komunikowanie mu o swoich produktach by mógł podjąć samodzielną i odpowiedzialną decyzję, co do zakupu. Dla stałych klientów (długoterminowe relacje) jest to jak najbardziej uczciwe, a nowych klientów nie interesuje czy kupią MECHANIKĘ o nazwie X, czy Y. Natomiast mogą wybrać temat, który jest im bliższy, a co za tym idzie grę, która lepiej spełni ich oczekiwania.

    W tym całym moim droczeniu się staram się tylko pokazać (skrajnie), że nadawanie etykiety “dojenie” sensu nie ma, gdyż dla jednego będzie to dojenie, a dla drugiego niezbędny dodatek. Łot tylko tyle.

    Na początku piszesz, że popadanie w skrajności nie pomoże w dyskusji, a zaraz później o wkładaniu w produkt “tylko marketingowego budżetu”. Zgodzisz się z jednej strony, że nigdy nie jest to tylko marketingowy budżet (skrajność), a z drugiej strony co można wkładać do produktu (Osadnicy z Catanu), który jest dobry i sprzedaje się już od nastu lat? Mam zaprzestać jego reklamy jako wydawnictwo?

    Miałem duże obawy przed pisaniem tego co poniżej. Temat dotyczy pośrednio Ciebie jako autora, ale nie chcę byś odebrał to personalnie (broń Cię panie Boże), a czysto problemowo i do dyskusji.

    Powyższy tytuł jest w 70-90% dojonkiem (nie popadamy w skrajność). W jakim stopniu jest dojeniem wykorzystanie w grze chwytliwego, sezonowego tematu, który akurat się sprzeda? Pytanie ma tylko na celu pokazanie, że dojonko można różnie interpretować.

  8. Avatar

    W LNoE mechaniki praktycznie nie ma (zagraj kartę, rzuć kostką), całość opiera się na temacie i klimacie. Więc nie wiem na ile tu można mówić o dojeniu w sensie zmiany tematyki i zostawieniu mechaniki, która jest w milionie tego typu gier. Czy karty i scenariusze będą identyczne? Jeśli tak, to jest pójście na łatwiznę. Jeśli nie, to w zasadzie jest to inna gra. Na pewno trzeba było się trochę pobawić choćby ze zdjęciami.
    W LNoE grałem raz i modliłem się, żeby już był koniec. Więc specjalnie mnie informacja o IfOS nie elektryzuje. Na pewno ta nowa gra będzie miała chociaż oryginalniejszy temat, bo ileż można o tych zombie…

  9. Avatar

    Konev jasne że dojonko można różnie interpretować. Również tak jak ty. Dla mnie osobićie zaprojektowanie gry na sezonowo popularny temat,co sam zrobiłem i do czego, jak rozumiem, pijesz się pod to pojęcie nie łapie, o ile gra jest dobra i nie jest klonem czegoś z jedynie przyklejonym tematem.

    Dojonko to dla mnie to inwestowanie ponad miarę w daną markę i zarabianie pieniędzy na produkcie którego atutem nie jest już merytoryczna wartość a właśnie sama wyrobiona marka.

    Absolutnie rozumiem że jest to ekonomicznie racjonalne dla wydawcy, ale i jako klient i jako autor widzę tu pewną granicę której nie chciałbym przekraczać. Tak – wydawajmy gry które się sprzedają, naszym celem jest to żeby stały się hitami i róbmy do nich dodatki, ale starajmy się żeby klient zawsze dostawał od nas coś nowego, jakiś kawałek naszej twórczej pracy, a nie tylko nowe pudło z tym samym w środku.

  10. Avatar

    Naprawdę gubię się już w tych wszystkich definicjach dojenia.
    Dodatek do gry – dojenie
    Ta sama gra, inne pudełko – dojenie
    Luksusowe elementy gry (drewniane warzywka) – dojenie
    Podobna mechanika, inny temat – dojenie

    Drugi akapit to już apsurt za apsurtem 😉
    Jak ocenisz merytoryczną wartość? Mechanika Osadników, czy Wsiąść do Pociągu już jest przestarzała i grzechem jest już na niej zarabiać? Kiedy będzie grzechem? Inwestowanie ponad miarę, by zarabiać pieniądze? To już kompletna sprzeczność :). Jak się zainwestuje ponad miarę to chyba się pieniędzy nie zarobi.
    A co do marki to chyba o to chodzi, by sobie ją wyrobić by później móc ją za odpowiednią cenę sprzedać. Wydając grę chyba sam się spodziewasz tego, że z wydaniem następnej pójdzie Ci łatwiej bo sobie u wydawcy pewną markę wyrobiłeś i wydawca wie czego może się po Tobie spodziewać. Czy też chcesz by wydawca w imię jakiejś utopijnej równości traktował Cię za każdym razem jak kogoś z ulicy? Nie rozumiem całego tego akapitu ;).

    Co do przekraczania granic…
    Dla wydawnictwa jest to granica opłacalności. W 95% przypadków. Koniec i kropka. Czasami wchodzi w to jeszcze wizerunek wydawnictwa, ale jak gra zarabia na siebie…
    Dla autora jest to… nie wiem… zależy jak ma poplątane w głowie idealistyczne ideały tworzenia i bycia artystą z robieniem mamony i zarabianiem na chleb.

    Dla klienta, o czym tylko tutaj powinniśmy dyskutować w kontekście dojenia, jest to w 99% względne i zależne od upodobań. Dla jednego to będzie dojenie, dla drugiego niezbędna pozycja. Moje pytanie od zawsze brzmi tak samo. Jakie OBIEKTYWNE kryteria decydują, że jedne gry/dodatki są na GamesFanatic opatrzone etykietą dojenie, a inne nie? Nie ma takich. Co chcę udowodnić w swoich wesołych postach ;).

  11. Avatar

    Jakaś dziwna dyskusja 🙂
    Szczerze nie rozumiem co jest nagammego w fakcie, że wydawca drugi raz sprzedaje tę samą grę pod innym tytułem/w innej szacie graficznej. I wszystkich o tym fakcie otwarcie informuje. Nie oszukuje klientów. Szczerze nie rozumiem co w tym nagannego?

    A osobiście słowo ‘dojonko’ ma dla mnie neutralny wydźwięk i nie jeży mi się włos na głowie, gdy go słyszę – tak jak Konevowi 😉

  12. Avatar
    dominusmaris

    Nie rozumiem tej debaty. Szacunek powinien być proporcjonalny do wysiłku jaki musiał podjąć autor aby dane dzieło, czy wyrób stworzyć.

    W LNoE mieliśmy chyba pierwszy przypadek zatrudnienia aktorów do roli w planszówce.
    To było ciekawe i atrakcyjne, mimo banalności gry.

    W ToE, mieliśmy zrzynkę z AH i ten sam, jeszcze świeży pomysł z aktorami.

    Dzisiaj mamy już tylko nieświeży pomysł z aktorami.

    Genialne rozwiązanie dodania +2 zamiast dotychczasowego +3 do kostki z okazji jakiejś karty, raczej nikogo nie powali.

    Gry CDG mają bardzo wtórną mechanikę, ale tam dopracowanie eventów na kartach sprawia, że każda nowa gra to nowy wysiłek twórczy.

    Karty w grach w których ,,łazimy hipkami” nie wymagają takiego wysiłku.

    Jednym zdaniem. Mało wysiłku, dużo kasy.

    To niestety znak naszych czasów i pożywka dla ekstremistów. Pokazujemy że nawet w elitarnym hobby w końcu wygrywa pieniądz.

    To trochę jak ze zbieraniem znaczków.
    Żaden szanujący się filatelista nie powinien sprzedawać kolekcji nawet za milion dolarów. Bo co to za hobby w którym wystarczy wyłożyć milion by stać się jego ,,osobistością”.

    Przykład może nieadekwatny, ale chyba rozumiecie do czego zmierzam.

  13. Avatar

    @Jax
    Chyba mi normalnie właśnie Jax przestawiłeś trybik w głowie stwierdzeniem, że dojonko ma dla Ciebie neutralny wydźwięk :). Słyszałem to już wcześniej, ale jakoś ignorowałem i przyjmowałem swój punkt widzenia.
    W momencie gdy przeczytałem twój komentarz doszedłem do wniosku, że po co ja to wszystko piszę? Żeby bronić interesu wydawnictwa – samo się obroni, żeby bronić siebie – no nie muszę tego pisać, żeby bronić innych klientów – każdy ma swój rozum :).

    Doszedłem do wniosku, że marność to wszystko i po prostu GamesFanatic wydoił ode mnie kilka komentarzy pisząc o “dojeniu”.

    Tak więc oficjalnie przechodzę na neutralizm w kwestii oddźwięku słowa “dojenie” :). Normalnie od razu mi lepiej i lżej na sercu :). Wracam do pracy i do życia! Dzięki Filippos za posta i informację, bo jakoś mało ich ostatnio na stronie :).

  14. Avatar

    Konev nie musisz tego udowadniać. Nie ma żadnych obiektywnych kryteriów. Jest tu wielu autorów i każdy prezentuje swoje subiektywne opinie.

    Rozumiem że się ze mną nie zgadzasz, ale nie wiem czego tu można nie rozumieć. Moim zdaniem wydawanie kolejnych dodatków nic, lub bardzo niewiele wnoszących do rozgrywki i tych samych gier pod innymi tytułami to właśnie dojonko czyli spowodowane wyłącznie chęcią zysku, eksploatowanie marki, niezbyt eleganckie wobec klientów. Takie jest moje zdanie. To chyba w miarę proste.

  15. Avatar

    Dominusmaris:
    “Pokazujemy że nawet w elitarnym hobby w końcu wygrywa pieniądz.”

    Możesz rozwinąć co masz na myśli pisząc o elitarnym hobby? Muszę przyznać, że osobiście nie mam pojęcia co może być elitarnego w graniu w planszówki?

    Filippos:
    “Dla mnie osobićie zaprojektowanie gry na sezonowo popularny temat,co sam zrobiłem i do czego, jak rozumiem, pijesz się pod to pojęcie nie łapie, o ile gra jest dobra i nie jest klonem czegoś z jedynie przyklejonym tematem.”

    No to tym bardziej w tym przypadku Twoja gra łapie się pod pojęcie dojonka, bo w mojej opinii (obiektywnego sposobu oceny czy gra jest dobra nie ma, więc przy tak postawionym warunku dojenia muszę posłużyć się własnym odczuciem) jest zwyczajnie słaba.

  16. Avatar

    Sandaman to zabawnie wyszło bo my z konevem dyskutowaliśmy o grze w którą na pewno jeszcze nie grałeś.;)

    Rozumiem że ty mówisz o Małych Powstańcach. Tu nie domyśliłbym się że chodzi o wykorzystanie sezonowego tematu. Cóż człowiek dziwi się całe życie.

  17. Avatar

    Filip: oczywiście miałem na myśli MP, myślałem, że o nich mówisz (bardziej w kontekście nośnego tematu, choć sezonowego w pewnym sensie też, w końcu co roku w sierpniu o Powstaniu jest głośno, jeśli można tak powiedzieć). Stąd moja wypowiedź, celowo prowokacyjnie napisana (w rzeczywistości uważam MP za przeciętną grę, dla której targetem jednakże zdecydowanie nie jestem:), żeby ukazać, to o czym pisze Konev, czyli jak płynna jest granica nazwania czegoś “dojeniem”, szczególnie posługując się tym określeniem w znaczeniu pejoratywnym, bo zaczyna mnie już trochę nużyć czytanie o tym na GF. No, ale w sumie temat był wałkowany już dziesiątki razy, więc to tyle na ten temat z mojej strony.
    Pozdrawiam

  18. Avatar

    A czy przypadkiem w LNoE na fotkach nie była rodzina twórcy? Bo tak mnie się o uszy swego czasu obiło i rozprowadzałem tę informację jako fakt autentyczny (w odróżnieniu od prasowego 😉 )

  19. Avatar
    dominusmaris

    Jak Pielęgniarka była matką Jenny to przechodzę na amerykańską dietę.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*

five × three =