Home / News / Romantyczny pean na cześć Jarka B.

Romantyczny pean na cześć Jarka B.

Jarek i świetne owieczkiWczoraj w moje ręce trafiła najnowsza gra ze stajni Egmontu – Mali Powstańcy Filipa Miłuńskiego. Wertując zawartość pudła, oglądając je z wszystkich możliwych stron nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że to rewelacyjny produkt. Nie wiem – jeszcze – czy to rewelacyjna gra, ale jako produkt bez wątpienia jest to rewelacja. To nie zasługa przypadku, nie zasługa anonimowej korporacji Egmont Polska, nie zasługa tajemnych sił. Za działem gier planszowych w Egmont Polska stoi Jarek Basałyga. Od dłuższego czasu chciałem o nim napisać, wczoraj czara się przelała. Zadecydowałem. Piszę o Jarku…

Egmont Polska zadebiutował w Polsce Niagarą i Manilą. Potem pojawiły się Robale, Żółwiki, Czarownice, środowisko geeków zaczęło wpierw narzekać, że to gry dla dzieci, że wiązali z Egmontem nadzieje na gry dla fanów, gry poważne, a w końcu, po wydaniu Totemów o Egmoncie praktycznie przestano mówić. Gracze zrozumieli, że profil wydawnictwa to gry dla młodszych. Pogodzili się z tym.

Działania Egmontu, Egmontu, czyli właśnie Jarka obserwuję z fascynacją. Jarek nie rzuca się na najgłośniejsze hity, by wydać je w Polsce, skosić szybką kasę i rzucić się po kolejnego hita. Jarek wybiera gry proste, kolorowe, gry, które mają szansę przebić się na masowym rynku, trafić do przeciętnego klienta i zdobyć dla naszego hobby nową duszyczkę. Każdą kolejną grą Egmont edukuje Polaków, trafia swoimi pudłami do dzieciaków i pokazuje im, że gry to fascynująca zabawa. Pisałem o tym w ostatnim, #11 numerze Świata Gier Planszowych i tą tezę podtrzymuję – w działaniach Jarka Basałygi widzę coś na kształt misji, długofalowy plan, który będzie realizowany przez długie lata, rok po roku ucząc młodych ludzi w Polsce, że gry planszowe to wspaniałe hobby.

Pudło z Małymi Powstańcami to przykład zwycięskiej kampanii w krucjacie, jaką prowadzi Jarek. To eksplorowanie nieznanych terenów, to zdobywanie dla naszego hobby nowych pasjonatów. Tu nie chodzi o to tylko, że gra jest ciekawa. Nie chodzi o to, że wydana jest na najwyższym, europejskim poziomie. Tu chodzi o to, że Jarek dba o patronat Muzeum Powstania Warszawskiego, że dba o to, by o grze było głośno i w radiu i w telewizji. O Małych powstańcach będzie można poczytać w wysokonakładowych pismach, takich jak Foucus Historia, o nich dowiedzą się dzisiątki tysięcy harcerzy z całej polski – bo partnerem wydania jest ZHP. To profesjonalnie wyprodukowana gra, profesjonalnie nie ze względu na reguły, nie ze względu na jakość druku, lecz profesjonalna także pod względem marketingu i wizji rozwoju naszego hobby.

Prototypów gier w Polsce powstaje coraz więcej. Do mnie trafia minium jeden tygodniowo. Zapewne tyle samo do Jarka. Mali powstańcy są jednak dowodem, że Jarek nie działa na krótką metę, że nie wybiera gier przypadkowo. Tu kryterium jest wyraźne – edukować Polaków. Trafiać z grą do nowych środowisk, odnajdywać nowe grupy potencjalnych klientów i zachęcić ich do gry. Dlatego uznał, że gra o harcerzach to dobry strzał, dobra próba.

Za kilka dni do sklepów trafi druga produkcja spod ręki Jarka. Egmont wydaje Kajko i Kokosza. Historia jest dokładnie taka sama jak z Małymi powstańcami – tu ponownie widać, że Egmont wyciąga rękę po nowe rzecze ludzi, szuka terenów, gdzie kryją się potencjalni klienci. O Kajku i kokoszu będzie głośno, bo przecież całe pokolenia wychowywały się na tym komiksie. Dzięki Jarkowi o naszym hobby znowu będzie się mówiło, będą nas pokazywali w TV, będą o nas pisać. Raz, drugi, trzeci, i w końcu okaże się, że gry planszowe przebiją się do świadomości Polaków, że nie będą zamkniętym hobby dla geeków, ale staną się powszechną rozrywką.

Jarek, z siłą Egmontu, może kupić licencję na dowolną grę, wydać ją w Polsce w nakładzie 3 tys. pudełek, sprzedać wśród geeków, rach ciach i poinformować zarząd, że misja wykonana, cały nakład sprzedany i należy mu się podwyżka. A jednak robi coś innego, a jednak wydaje gry nie po to, by rachu ciachu sprzedać mały nakład. Wydaje, by edukować i poszerzać rynek, by sprawić, że za 10 lat gry planszowe będą silnym, rozpoznawalnym hobby.

Być może nadinterpretuję. Być może postrzegam całe to zjawisko zbyt romantycznie. Nie mniej, kiedy wczoraj otwarłem pudło Małych powstańców, kiedy zobaczyłem jak profesjonalnie i przemyślanie wyprodukowana to gra, nie mogłem się już dłużej opierać i siedzieć cicho. Tak, wierzę w przemyślany plan Jarka. Tak, wierzę, że jest on najlepszą osobą, jaka mogła się trafić do dowodzenia planszami w Egmoncie. Tak, wierzę w świetlaną przyszłość naszego hobby, dzięki takim właśnie działaniom. Tak, wierzę, w krucjatę.

I za tę krucjatę, pięknie ci Jarku, dziękuję.


 

Facebook Comments

28 komentarzy

  1. Zastanawia mnie jednakowoż wielkość pudełka MP. jest zdecydowanie za duże, szczególnie za wysokie. chciałam spytać, czy istnieje tendencja do produkowania za dużych pudełek, bo koszt dodatkowej niepotrzebnej tektury i farby na niej jest nieporównywalnie mniejszy od korzyści płynącej z faktu, że większe pudełko bardziej rzuca się w oczy? zawsze mnie to ciekawiło, więc w końcu spytam 🙂

  2. Może maszyna do pudeł czasem się psuje i dlatego takie duże pudła produkuje.

  3. Planszowej edukacji wymagają też starsi. Galakcie przydałby się oddech konkurencji na karku.

  4. O tak, Galakta czuje się niepokonana i niezagrożona na polskim rynku, a to pozwala im robić z klientami to co chyba im najlepiej wychodzi – olewać.
    Byłem na Targach Książki w Krakowie i porównując stoiska tylko tych dwóch wydawnictw można śmiało stwierdzić – ktoś powinien dostać kopniaka! I to na pewno nie Egmont.

  5. Jestem na świeżo po przeczytaniu reguł. Znam tą grę od prototypu i mogę śmiało powiedzieć, że mechanika i reguły też są profesjonalne. W wersji finalnej mile zaskoczyły mnie dwa warianty rozgrywki: uproszczony dla młodszych odbiorców i zaawansowany, przy którym dobrze będą się bawić gracze mojego pokroju.

  6. Trafia swoimi pudłami do dzieci 🙂
    Wydać kolejnego hita 🙂

  7. Myślę, że taką strategia i pole do działania Jarek zawdzięcza także Tomkowi Kołodziejczakowi, jednemu z dyrektorów wydawniczych, znanemu nam jako szef działu komiksu — prywatnie także miłośnikowi gier wszelakich 🙂 Co bynajmniej nie umniejsza zasług.

  8. Niestety, mam wrażenie, że po prostu łatwiej jest produkować dwa formaty pudełek (A: Manila, Niagara, Powstańcy, Wyspa Skarbów, ReReKumKum i B: Żółwie, Robale, Totem), niż dopasowywać do każdej gry…

    Inna sprawa, że im większe pudło, tym łatwiej przyciąga uwagę (przede wszystkim dzieci)

    jednak największym przegięciem jest pudełko do Dixita… jest co najmniej 4 razy za duże!

  9. Duze pudlo = atrakcyjny prezent pod choinke.
    Jak czlowiek placi sto zlotych to chce widziec za co zaplacil, nawet jak w pudle hula wiatr. Co wiecej – jak sie nie jest maniakiem i gier ma sie kilka – raczej nie jest to problemem.

  10. Zielu –> niestety DOKŁADNIE TAK.
    Marketing ma swoje prawa…

  11. Autentyczny przykład:
    Granna produkowała pewną grę w małym pudełku i klienci narzekali, że gra jest za droga (a kosztowała 15 złotych). W związku z tym gra została zapakowana do większego pudełka (takiego jak Wilki i owce) i zaczęła sie duzo lepiej sprzedawać po 20 złotych.

  12. Trzewik, zaskoczyłeś mnie tym tekstem. Dziękuję za tak pozytywną ocenę mojej pracy, jest mi niezmiernie miło.

    stalker, masz rację, to że Egmont rozpoczął wydawanie planszówek w dużej mierze jest efektem pracy Tomka Kołodziejczaka, za co niejednokrotnie mu dziękowałem. Za dobór i wyniki gier to już jednak ja nadstawiam swoją głowę. Wciąż jednak chętnie korzystam z doświadczenia Tomka, bardzo często rozmawiamy o sprawach związanych z naszymi grami.

    oopsiak, Wyspa skarbów nie jest naszą grą. Nasi są Poszukiwacze skarbów 🙂

    A co do formatów pudełek, to przyznam, że nie miałem wrażenia aby Mali Powstańcy posiadali za duży format. Zauważcie, że plansza jest sporych rozmiarów, a to ona właśnie (po złożeniu) narzuca wielkość pudełka.

    To, że gra w dużym pudełku krzyczy do klienta “jestem warta tej ceny!” jest jasne. Nie wszystko jednak podporządkowane jest marketingowi. Na przykład polska edycja gry Totem posiada MNIEJSZE pudełko niż wersja amerykańska. I to naprawdę sporo mniejsze.

  13. Aach, no i oczywiscie, poza zwyklym wymadrzaniem sie, zapomnialem dodac, ze oczywiscie wszystko to, co napisal trzewik to swieta prawda! ;))

    Ale to chyba wszyscy wiemy…

  14. […] co napisał trzewik to święta prawda! ;))

    coraz bliżej święta
    coraz bliżej święta

  15. Witam!
    A ja chciałbym podziękować panu Jarkowi za bardzo życzliwe podejście do naszych szkolno-planszówkowych działań. To naprawdę dużo dało. I pewnie nie my jesteśmy jedyni.
    Pozdrawiam serdecznie

  16. A mi standardowy rozmiar pudelek sie podoba. Mieszcza sie ladnie na polce, ladnie wygladaja. Denerwuja mnie wydawnictwa, gdzie co gra to pudelko z innej parafii.

  17. A ja bym się nie doszukiwał teorii spiskowych i zaawansowanych metod marketingowo/planistycznych w rozmiarze pudełka. Życie jest czasami bardzo ciekawe i rozmiar pudełka może być podyktowany najbardziej głupimi przesłankami:
    – bo wydawca ma takie zboczenie i rozmiar szafek w magazynie
    – bo nikomu jakiejś maszyny nie chciało się przezbrajać
    – bo zupa była za słona

  18. Oj tak nietypowe pudełko skutecznie uniemożliwia ustawienie gier na półce. Moim zdaniem naprawdę nie ma niczego złego w dążeniu do standaryzacji. A przerabianie ustawień maszyny to właśnie wcale nie jest taka prosta sprawa (i tania)

  19. @nataniel, jak nie kupujesz prawie gier, to nie filozuj 😉 jak mam np kupić colonię, to nie wiem jak super by była, wolę 3 inne gry w to miejsce

  20. Ignacy T. przemówił: “…nie mogłem się już dłużej opierać i siedzieć cicho”. Ignacy T. zakochał się w Jarku B.
    Miłością romantyczną, niewinną, piękną i czystą.
    Ignacy, doskonale Cię rozumiem, bo i ja muszę się do czegoś przyznać. Gdy widzę Jarka wszystkie gry na półkach robią się takie bardziej, bardziej takie… kolorowe. I ciężej mi zebrać… myśli… Ja też się chyba… chyba też zakochałem w Jarku B.
    Ale najgorsze Ignacy jest to, że Jarkowe serce skradło już dwóch takich, co już z nim dzieci mają – czyli Filip i Adam!
    Ale nie tracę nadziei! Gdy Go widzę zawsze powtarzam po cichu w głowie – niczym Meredith Grey z serialu “Chirurdzy” – “pick me, choose me, love me” i wyobrażam sobie, że powiję mu któregoś dnia piękną, cudowną grę dla dzieci i będziemy żyli długo i szczęśliwie…

    Ale chyba już muszę kończyć, bo w moim kierunku biegnie jakichś dwóch wielkich panów z takim sweterkiem z dużo zadużymi rękawkami…

    😉

  21. Idea krucjaty jest jak najbardziej słuszna. w końcu ofertą jest rozrywka o wysokim poziomie intelektualnego wyrafinowania, którą można uprawiać w otoczeniu społecznym. Tendencja jest raczej czytelna – kto nie da się ogłupić przez “supermarket life” będzie miał coraz większe nadwyżki wolnego czasu, które oczywiście najlepiej zagospodarować grając w planszówki 😉 Najważniejsza jest teraz organiczna praca u podstaw, czyli propagowanie tej akurat formy zabawy (hmm… może marketingowo lepiej to nazywać intelektualnym rozwojem 😀 ), żeby zarazić tą manią masy 🙂 W przypadku kilku moich burżujskich znajomych zadziałało na przykład hasło “lepiej zagrać w grę planszową i pić alkohol, niż tylko pić alkohol” ;))

  22. Antypirx – pełna zgoda. Idea krucjaty jest jak najbardziej słuszna. dlatego też walczmy o to, aby Egmont wydał Pnącza.

  23. Neurocide – to niesmaczne.

  24. Ok, zaznaczyłeś Trzewiku, że romantyczna to wizja.

    Może jednak ktoś uderza do masowego odbiorcy, bo tam są większe pieniądze? Zgaduje, nie wiem.
    Tak czy inaczej, cała branża korzysta.

  25. “Może jednak ktoś uderza do masowego odbiorcy, bo tam są większe pieniądze? ”
    A co w tym złego? Wydawnictwa nie są organizacjami charytatywnymi…

  26. ja w sprawie za dużych pudełek:)
    Mam um krone um kragen. Pudełko jest malutkie, idealnie dostosowane do zawartości.
    http://www.boardgamegeek.com/image/186509
    Nie wiem czy wziąłbym je w sklepie z półki za 70zł, nie mówiąć o większej kwocie.

    Na dłuższą metę małe pudełko jest super- oszczędza miejsce w szafie, ale nie dziwię się że gry w mniejszych opakowaniach gorzej się sprzedają- rozczarowanie że kupujemy głównie świeże powietrze przychodzi przecież po zakupie..

  27. ytryuruuru…!lrurydyyte

  28. Bez przesady mogę stwirdzic, że tajemniczy “Pan Jarek z Egmontu” to w perspektywie najbliższych lat najlepszy towar na rynku gier planszowych. Towar “do wyjęcia” mam nadzieję…

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*

5 × 2 =