Home / News / W czasach recesji gry planszowe są gorące

W czasach recesji gry planszowe są gorące

Jeszcze jeden wpis związany z najbardziej gorącym tematem ostatnich miesięcy czyli kryzysem na świecie. W Planszostacji 27 podsumowywaliśmy rok 2008 i panowała raczej zgoda, że z punktu widzenia gracza kryzys nam niestraszny. W najgorszym wypadku można grać w mnóstwo starszych i lubianych gier, na które zwykle nie ma się czasu w pogoni za nowościami. O innym sposobie wykorzystania kryzysu w Polsce pisał uiek w swoim felietonie Pionkiem w kryzys? na Krainie Gier. Choć tam został też wspomniany wcale niemiły nam wszystkim wysoki kurs euro i dolara w stosunku do złotówki. W USA branża gier planszowych jednak nie czuje skutków finansowego kryzysu. Wręcz przeciwnie.

NPD Group, czołowa firma zajmująca się badaniem globalnego rynku, podała, że wzrost sprzedaży gier planszowych w roku 2008 wzrósł o 6%. Eksperci potwierdzają, że z powodu niepewnej sytuacji ekonomicznej, ludzie oszczędzają na wyjazdach, koncertach, nawet wypadach do kina. Niemniej rozrywka jest im niezbędna do normalnego życia. Tym samym coraz więcej ludzi decyduje się na pozostanie w domu i granie, choćby w gry planszowe. Potwierdza ten trend liczna liczba artykułów w gazetach i reportaży w telewizji (mówię cały czas o USA), które się ostatnio pojawiły i informują o tym zjawisku.

Jednym słowem nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło.

[BGN]

 

Facebook Comments

15 komentarzy

  1. Film zobaczysz raz, koncert raz, wyjedziesz raz, zagrasz ile dusza zapragnie 😉

  2. BGG? 😛 Chyba BGN

  3. Uiek nie do końca ma rację, bo w polskie sklepy uderzył brak Magii i Miecza. Bardzo mnie cieszy, że małe i średnie wydawnictwa przeżywają rozkwit. Giganci narzekają na kryzys, ale wychodzi na to, że nie jest on przyczyną ich problemów. Mówi się, że reklama jest dźwignią handlu, ale chyba czas tej maksymy dogorywa. Teraz klient szuka przez internet lub dowiaduje się o dobrych produktach od znajomych. W czasie kryzysu dobrym produktom łatwiej przebić się do świadomości potencjalnych nabywców.

  4. W Polsce gracze (ci bardziej maniakalni) na razie bardziej narzekają na zwiększone ceny, niż cieszą się, że planszówki mają lepszy wskaźnik rozrywka/cena niż wizyta w kinie, czy restauracji. Moim zdaniem, osłabienie złotówki może osłabić nasz rynek planszówek.

  5. “Film zobaczysz raz, koncert raz, wyjedziesz raz, zagrasz ile dusza zapragnie ;-)”

    dobrze gadasz, w jedna gre zagrasz PRZYNAJMNIEJ 3 razy, czasem nawet 4. :p

  6. prawda, ale tylko dlatego, że pędzisz grać w kolejne. Gdybym nie miał innych na półce, to spoko mógłbym grać kilkanaście razy w każdą przyzwoitą grę.

  7. W czasach kryzysu dewizą oszczędnego planszówkowicza będzie raczej – cytując ze stopki forumowych postów Filipposa – gram w to, co mam, niż: gram w to, co dopiero sobie kupię, jak zostanie wydane za parę tygodni/miesięcy.

    a bo to złe gry na półkach leżą? 🙂

  8. :))
    Racja. Tzw. normalni ludzie mają w domu jedną lub dwie gry i grają w nie na okrągło kilkadziesiąt razy.
    – “Po co wydawać pieniądze na nowe gry Władziu, przecież mamy już aż dwie do wyboru”
    🙂

  9. Rzecz w tym, że nie dwie, a często kilkanaście lub kilkadziesiąt.

  10. I mam na myśli przeciętnych planszomaniaków. Normalni ludzie często wogóle w nic nie grają.

  11. A ja mam na myśli ten nikły procent normalnych ludzi którzy maja w domu jakiekolwiek planszówki. Normalni planszomaniacy są w tego typu statystykach… błędem statystycznym:)

  12. Tylko co to znaczy “normalne planszówki”? Np. Chińczyk i Warcaby kupione dla dziecka już w tę kategorię wpadają? Trudno wysuwać jakieś wnioski nie mając ani dobrze zdefiniowanych pojęć i założeń do badania, o samych badaniach już nie wspominając. Więc tak sobie gdybamy…

  13. obawiam się Geko, że jak ktoś ma w domu tylko Chińczyka i Warcaby, to szansa, że wysupła 150 zł na grę, która parę miesięcy temu kosztowała ok. stówy, raczej spada.

    Za to stary aktyw planszówkowy z kolekcjami 25+ tytułów ma pożywkę, by kryzys przeczekać 😉

  14. w1AwVAZzPJwIXLtX

    łornitolodzy na start.

    Metodologia jest prosta. Należy zapytać znajomych, ew. poprosić ich by wypełnili ankietę. W ankiecie powinno być. Czy masz w domu zestaw szachow (obojetne jaka wersja, byle planszowa a nie komputerowa)
    Czy masz zestaw warcaby, chińczyk, go, karty do gry, domino, monopoly. Czy są w domu dzieci. Ile masz mniej wiecej gier. Czy umiesz (znasz zasady) grac w …
    Oczywiście wazne by dodać fasolki, osadnikow itp. dla wiarygodności. Jesli kazdy maniak planszowkowy poprosi swoich znajomych by zrobili taka ankiete wsrod swoich znajomych (jakies 10 rodzin na glowe), do tego moze jakies 3-4 ankiety w supermarkecie i majac powidzmy 100 ankiet mozna juz cos powiedziec o rynku.

  15. dominusmaris

    W stowarzyszeniu etyki prawniczej robiliśmy kiedyś ankietę sprawdzającą poziom wiedzy studentów na temat działania uniwersyteckich
    komisji dyscyplinarnych.

    Ostatnie, szóste, pytanie brzmiało:

    Kto wszczyna postępowanie dyscyplinarne?

    Brakowało podkreślenia że chodzi o takie postępowanie na uniwersytecie, ale wydawało się to oczywiste, w końcu taki był temat ankiety.

    Aż 40 z 250 studentów wskazało na policję jako tę rozpoczynającą postępowanie dyscyplinarne na uniwersytecie.

    Właściwą odpowiedzią jest rzecznik dyscyplinarny, a udział policji w tego typu postępowaniu jest absolutnie niemożliwy.

    Jeżeli wniesiona sprawa ma charakter przestępny, komisja uznaje się za niewłaściwą do orzekania i zawiesza postępowanie. Taka sprawa jest rozstrzygana w sądzie a komisja podejmuje postępowanie, o ile jest to konieczne, dopiero po wyroku sądu.

    Zmierzałem do tego że czasem mały błąd w sformułowaniu pytania może mieć drastyczny wpływ na wynik ankiety. Chociaż nie mam pewności czy podkreślenie że chodzi o komisję uniwersytecką poprawiło by wynik.

    Podejrzewam że wielu ankietowanych zupełnie strzelało, a że o postępowaniach dyscyplinarnych w policji słyszeli…
    to tak strzelali.

    Dobrym pytaniem wydaje mi się nawet:
    Czy słyszałeś o grach Dominion i Through the Ages? Ktoś kto słyszał może być potencjalnie pewniejszym geekiem niż ktoś kto 30 lat temu dostał ,,MiM”. Jest to osoba obcująca z geekami więc potencjalna ofiara naszego hobby. Przy pytaniu ile masz gier, taka osoba może zaznaczyć 0 a ta od MiM 1, więc wynik ankiety byłby zupełnie nieadekwatny.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*

5 − dwa =