Home / Aktualności / Działkon 2006

Działkon 2006

Gdy wreszcie uda się wyrwać z kieratu i każdy zorganizuje sobie trochę wolnych dni, wybieram się rodzina na działkę. Tam, najmłodsi z familii, ale jednak już nie tacy młodzi, organizują konwent o nazwie Działkon. Gramy ile wlezie w gry, obecnie przede wszystkim w planszówki, karcianki oraz gry popularne. Chciałbym podzielić się wrażeniami z tego, który odbył się w czasie długiego weekendu. Może dla kogoś będzie to inspiracją do zakupu (lub przeciwnie do porzucenia myśli o zakupie) jakieś gry.

Poprzednie Działkony miały to do siebie, że brałem około pięciu, sześciu gier i tłukliśmy w nie ile wlezie. Od jakiegoś czasu jednak moja kolekcja znacznie się zwiększyła. I bardzo trudno było zdecydować się na konkretne tytuły. Postanowiliśmy wreszcie, że każdy wybierze po trzy pozycje i będziemy się zastanawiać co ostatecznie weźmiemy. I ostatecznie na Działkon pojechało 13 gier: Bohnanza (1 partia), Carcassonne: The Castle (5 partii), Caylus (1 partia), Cytadela (1 partia), Gilotyna (1 partia), Jenga (3 partie), Jungle Speed (3 partie), Memoir ’44 (1 partia), Osadnicy z Catanu (1 partia), Shadows over Camelot (1 partia), Tabu (3 partie), Ticket to Ride: Marklin Edition (2 partie), Trivial Pursuit (2 partie).

Pokrótce o każdej z nich. Jak się grało, co nowego w nich zauważyłem, jak ocenili rozgrywkę gracze. W Działkonie brali udział czterej uczestnicy: kobieta_1 (lat 24), kobieta_2 (lat 30), man_1 (lat 20), man_2 (lat 29). Skala ocen 1-6.

Bohnanza
 
Bohnanza jak to Bohnanza bez żadnych niespodzianek. Grało się zabawnie i wesoło. Duża interakcja tej gry sprawia, że wszyscy zawsze dobrze się bawią. Warto tutaj dodać, że jak pewnie wielu graczy, mamy swoją nomenklaturę na fasolki. Tak więc u nas występują: Rzygacz, Obsraniec, Ognik, Kowboj, Jaś, Banan i Golas.

kobieta_1 4kobieta_2 4man_1  3man_2  4
Carcassonne: The Castle

Co prawda gra jest skierowana dla dwóch graczy, ale wszystko na to wychodzi, że to był hit Działkonu. Graliśmy w różnych parach, przy czym jedna graczka, za żadne skarby nie chce jej tknąć. Upiera się strasznie i nie wiem, co w tej grze strasznego widzi, ale po prostu ją odrzuca. Ale zmuszę ją kiedyś choć do pojedynczej rozgrywki 🙂 Pozostała trójka graczy (ze mną w roli głównej) była zachwycona. Ostatnio grałem w Carcassonne z dwa lata temu albo jeszcze dawniej. I teraz jakbym Carcassonne odkrył na nowo. Po prostu nie mogę się oderwać, chcę grać ciągle od nowa i od nowa. Kiedyś przypadkowo zaliczyłem tą grę do tytułów dla panienek. I teraz muszę żyć ze świadomością, że mi się ona piekielnie podoba  🙂 Reiner Knizia nadał klasycznej wersji nowego wymiaru. W Castle mamy ograniczoną przestrzeń, a więc trzeba lepiej planować. Bonusy dostarczają dużo funu, a poza tym rozszerzają liczbę zagrań taktycznych. Czasami tak musimy planować punktowanie, żeby się w niego strzelić. Innym razem zdobyty bonus pozwoli nam zgarnąć sporo punktów za niedokończone zamki czy drogi. Fajny też jest pomysł z największym posiadanym domem, dzięki czemu zdobywa się na koniec gry dodatkowe punkty za jak największą pustą przestrzeń. Jednym słowem rewelacyjna gra dla dwóch osób. Chylę czoła.

kobieta_1 kobieta_2 6man_1  5man_2  6
 
Caylus
 
Caylus to dla mnie osobiście gra niesamowita, najlepszy tytuł jaki kupiłem w tym roku. Zawsze się bawię przy nim bardzo dobrze i lubię jego atmosferę. Niestety tym razem było trochę inaczej. Połowa graczy Działkonu to osoby preferujące tytuły lekkie. Stąd Caylus nie był najlepszym wyborem. Rozgrywka się wlokła i wlokła. Uczestnicy nie koncentrowali się, stąd co chwila trzeba było przypominać, że jest kogoś ruch. Rozmowy o dupie Maryni w trakcie rozgrywki też niekorzystnie wpływają na przyjemność grania w Caylusa. Stąd wszystko szło powoli, bez werwy i średnio ciekawie. Nie był to może najlepszy tytuł dla wszystkich uczestników. Już lepiej było wziąć Power Grida, gracze bardziej się w niego wciągają.

kobieta_1 2kobieta_2 5man_1  2man_2  5

Cytadela

No i Cytadela pokazała swoje prawdziwe, negatywne możliwości. Jednak coraz bardziej gra spada w moich oczach. Co to za tytuł, po rozgrywce w którego połowa graczy przestaje się do siebie odzywać. Generalnie była sytuacja gdy jeden gracz cztery razy z rzędu zabójcą zabił drugiego gracza (pomimo, że ten wybierał różne profesje). Nie dając mu zrobić nic. Doszło do ostrej wymiany słów, oskarżeń od złośliwość, specjalne zabijanie właśnie tego jednego przeciwnika itp. Gra została przerwana, humory popsute i Cytadela złożona. Jednak trzeba baaaaardzo uważnie wybierać uczestników, bo inaczej są problemy. Zresztą akurat z tą ekipą grałem już wiele razy w Cytadele i nie było jakiś strasznych problemów. Tak, więc też uważajcie, bo nie znacie dnia ani godziny 🙂

kobieta_1 4kobieta_2 6man_1  2man_2  3

Gilotyna

Gilotynę po raz pierwszy pokazał mi kolega jax na spotkaniu w klubie na Smolnej. Gra mnie zaciekawiła, chociaż na kolana nie rzuciła. Nadmierna losowość trochę dyskredytuje grę jako pozycje do rywalizowania z innymi. Nie mniej bardzo komiksowa oprawa graficzna, oryginalność i żartobliwe potraktowanie tematu ratuje ją. Ostatnio miałem imieniny i była potrzeba znalezienia dla siebie prezentu do 50zł. Dodatkowo wiedziałem, że Działkonie będą uczestnicy, którzy lubią gry lekkie stąd się nie wahałem i wybrałem Gilotynę. Tak jak myślałem. Tytuł sprawdził się w swej kategorii bardzo dobrze. Można było odreagować, odpocząć, pośmiać się, pożartować. Jeżeli ktoś szuka gry lekkiej i taniej to Gilotyna może być dobrym wyborem.      kobieta_1 5kobieta_2 4man_1  4man_2  4
 
Jenga  O Jendze nie ma co się rozpisywać. Jak zwykle dobry przerywnik między innymi grami. Gra ponadczasowa i niezależna od nastrojów. Warto tylko dodać, że tym razem partie trwały dość krótko, bo szybko ktoś burzył wieże. Trochę minęło czasu od ostatniego grania w nią i widać, że wszyscy stracili umiejętności.

kobieta_1 2kobieta_2 2man_1  4man_2  4 Jungle Speed

Podobnie jak Jenga. Tytuł, który zawsze się sprawdza i łatwo każdego do niego namówić. Tym razem też nie było problemu i jako przerywnik sprawdzić się znakomicie.

 
Mój ulubiony motyw to wystawienie karty specjalnej Kolor (gdy dwóch INNYCH graczy ma tą samą barwę kart) i złapanie od razu za totem 🙂

kobieta_1 4kobieta_2 4man_1  5man_2  4
 
Memoir ’44
 
Niby lubię grę, niby fajny tytuł, a tym razem spadł w moich oczach niesamowicie. Rozegraliśmy pojedynczą partię w scenariusz Mont Mouchet, jakoś nam on uciekł wcześniej. Ja byłem Werchmatem, drugi gracz francuskim ruchem oporu. I po prostu zostałem zgnojony. Pomimo dwóch elitarnych oddziałów pancernych to ja byłem stroną, która musiała uciekać. Możliwości specjalne jakie ma ruch oporu są niesamowite. Łażenie po lasach i strzelanie od razu do przeciwnika jest wielkim handicapem. Moje czołgi musiały uciekać. Zamiast być moją najlepszą bronią, były moim przekleństwem. Zniszczenie każdej z nich daje mojemu konkurentowi dwa punkty zwycięstwa. Połowę wszystkiego co ma zdobyć. Ja go atakując rzucam tylko jedną kostką (bo siedzi w lasach), a on rzuca się na mnie i nawala mnie trzema w bezpośrednim uderzeniu. Masakra. Jeszcze do tego przeciwnik miał bardzo dobre rzuty, a ja nędzne do bólu. I zostałem zdziesiątkowany. Głupia mechanika.

kobieta_1 kobieta_2 man_1  4man_2  2
 

 
Osadnicy z Catanu

Faceci biorący udział w Działkonie zmęczeni są już tym tytułem i jego losowością. Stąd niechętnie w niego gramy. Dziewczyny wprost przeciwnie bardzo go lubią i chcą grać jak najwięcej. Dawno w Ostadników się nie bawiłem i muszę przyznać, że po tak długiej przerwie sympatycznie mi się grało. Rozgrywka była dość dynamiczna, dopisywało mi umiarkowane szczęście, tak więc grało się przyjemnie.

kobieta_1 5kobieta_2 5man_1  2man_2  3 Shadows over Camelot

Tym razem graliśmy bez zdrajcy, bo rozgrywka w czwórkę i tak jest trudna. Muszę przyznać się, że jeszcze nigdy w nią nie wygraliśmy. Pewnie dlatego, że za dużo jest wśród nas indywidualistów, za mało chętnych do poświęcania się i kooperacji. Stąd zawsze były problemy. Tym razem założyliśmy sobie, że współpracujemy na 150%. Kto ma się poświęcić będzie się poświęcał bez szemrania. Dużo dyskusji, negocjacji, rozważania co robimy. Ostrożnie i zdecydowanie. No i udało się. Wreszcie po raz pierwszy zakończyliśmy grę sukcesem. Jeszcze kilka słów od siebie. Tytuł ostatnio trochę mniej mi się podoba. Pierwsza sprawa to końcówka gry. Jak się uda wykonać Graala, zdobyć zbroję Lancelota i Excalibur to ma się przewagę w białych mieczach, ale nadal gra nie jest zakończona. I wtedy największym niebezpieczeństwem są katapulty. I zaczyna to być nużące. Biega się, zdobywa karty i niszczy katapulty i tak w kółko. Ktoś tam próbuje jeszcze jakieś zadanie wykonań, ale większość pracy idzie w rozwalania maszyn oblężniczych. Nudy na pudy. Druga sprawa jest taka, że do tej pory myślałem, że Shadows over Camelot jest oryginalny. Jednak na spotkaniu w klubie na Smolnej ja_n pokazał mi The Lord of the Rings według Reinera Knizii. I widać, że autorzy Cieni strasznie na tamtej wzorowali. Zmienili może fabułę, dodali zdrajcę, ale reszta to bardzo dużo elementów z LOTRa. Do tego jeszcze LOTR wydawał mi się ciekawszy, jakoś mniej nużąca była ta współpraca i rywalizacja z grą. Choć Shadows over Camelot bije wykonaniem graficznym LOTRa.  kobieta_1 2kobieta_2 5man_1  6man_2  3

Tabu
 
Tabu to już wiekowa gra w mojej kolekcji. Ale też jedyna w swoim rodzaju pozycja, gdy już we wszystko inne nie ma siły się grać, koncentracja nawala, alkohol płynie wszystkimi żyłami, ale to się da jeszcze pociągnąć. Pierwszy raz na Działkonie zagraliśmy w to, przy okazji mocno zakrapiając piwem, martini i wódką. Tak, więc ostra rozgrywka 🙂  Pod koniec dochodziło już do niezłych sytuacji. Jeden z uczestników nie widział już za bardzo kart i musiał czytać przymykając jedno oko. Albo inny, cudowny dialog: „-Igor? –Jaki Igor? Co ty pleciesz? –JAAAKI KOLOR?!” 🙂
Następnego dnia graliśmy w Tabu i też było zabawnie. Założyliśmy, że nie wolno odrzucać haseł. Jak byłyby głupie i trudne trzeba je próbować zgadnąć. Oczywiście miały miejsce idiotyczne sytuacje, gdy poświęcało się dwie klepsydry na zgadnięcie jednego hasła, a i tak się go nie zgadło. Ale co z tego. Było wesoło i ludzie próbowali po raz pierwszy opisywać hasła, które do tej pory z defaultu były odrzucane. 

kobieta_1 6kobieta_2 3man_1  5man_2  4

Ticket to Ride: Marklin Edition

Recenzja jest, tak więc niewiele mam do dodania. Ogólnie gra się wszystkim bardzo podobała. Blokowanie wywołało sporo emocji i przyśpieszyło bicie serca. Pasażerowie też zdali egzamin.

kobieta_1 5kobieta_2 5man_1  5man_2  4

Trivial Pursuit: Genus Edition

Trivial wybrałem sobie też jako prezent na imieniny. Miał zostać konkurentem dla Tabu. Kiedyś na Chłodnej ludzie parę razy grali i wyglądało to zabawnie. Tak, więc zdecydowałem się go kupić na różne imprezy oraz na Działkon. Z jednej strony sprawdził się nieźle. Rozgrywka była całkiem ciekawa. Był też jedynym tytułem, w który wciągnęli się inni, dużo starsi, stroniący od gier, bywalcy działki i członkowie rodziny. W pewnym momencie grało lub przysłuchiwało się grze osiem osób. Stąd trzeba przyznać Trivial Pursuit spełnił swoje cele. Z drugiej strony gra ma trochę wad. Po pierwsze jest dość długa, ciężko czasami utrafić w pole punktowane, przez co rozgrywka się wydłuża i wydłuża. Druga sprawa to poziom trudności pytań. Niektóre pytania są idiotycznie trudne. Trudne dlatego, bo nikt o zdrowych zmysłach nie będzie znał na nie odpowiedzi. Na przykład imiona jakiś maskotek z olimpiady w Sydney. Jedno głupsze od drugiego. Do tego jeszcze trzeba przyznać, że pytania są ukierunkowane dla osób, które mają już z czterdzieści, pięćdziesiąt lat na karku. Wiele pytań z literatury, rozrywki, sportu są trudne dla dwudziestolatka, prawie trzydziestolatka. Natomiast starsi nie mają z nimi problemów. Stąd jak graliśmy w mieszanej wiekowo grupie „starzy” zdominowali kompletnie rozgrywkę.

kobieta_1 6kobieta_2 3man_1  5man_2  3
Średnia ocen graczy:

Carcassonne: The Castle – 5,6Ticket to Ride: Marklin Edition – 4,7Tabu – 4,5Gilotyna – 4,2Jungle Speed – 4,2Trivial Pursuit – 4,2Shadows over Camelot – 4Bohnanza – 3,7Cytadela – 3,7Osadnicy z Catanu – 3,7Caylus – 3,5Jenga – 3Memoir ’44 – 3
To i tyle z otwarcia sezonu na działce i pierwszego w tym roku Działkonu 2006.

Ten artykuł został pierwotnie opublikowany w serwisie Gry-Planszowe.pl.

9 komentarzy

  1. Krzysztof Szala

    No to fajnie sie bawiliscie widze 🙂 Musze w koncu napisac jakies tekst z Flamberga 🙂

    Pozdrawiam

  2. Robert "Rathi Dragon" Jaskula

    Fajna sprawa taka imprezka planszowkowa : )

    Taka mala uwaga do Shadows over Camelot. Generalnie udaje sie wygrac z gra tylko i wylacznie wtedy gdy wszyscy gracze ze soba wspolpracuja. Wydaje mi sie, ze rozgrywka w 4 osoby bez zdrajcy powinna byc wygrana w 90-95% przypadkow. Tylko naprawde zle ulozenie kart moze skutkowac zwyciestwem gry.
    Przy grze w 4 osoby nie ma zupelnie miejsca na jakiekolwiek indywidualne zagrywki. Szczegolnie przy niezbyt pomyslnym wylosowaniu postaci.
    Ale to tylko takie moje przemyslenia po kilku rozgrywkach (wszystkie wygrane, w tym jedna zdrajca).

  3. Marek Pańczyk

    Wydaję mi się, że z tym 90-95% przesadzasz. Albo zbytnio generalizujesz opierając się na swojej grupie. Czterech indywidualistów w tej grze to prawie jak czterech zdrajców 🙂 A to wolą dołożyć katapultę zamiast obniżyć sobie punkty życia (pomimo, że mają dużo). Nie mogą się dogadać co do wykonywanych misji, pobierania i używania kart itp. A gra karze takie zachowanie surowo.

  4. Robert "Rathi Dragon" Jaskula

    Dokladnie tak jak mowisz, wiekszosc indywidualnych akcji jest surowo karana.
    A co do %%, to jestem prawie pewien, ze sie nie myle. Dobra zespolowa gra musi skutkowac wygrana. Ta gra naprawde jest latwa : )

  5. Adam Kałuża

    Propo łatwości Shadows over Camelot. Przez długi czas robiliśmy „mały” błąd który niesamowicie utrudnił rozgrywkę. Przejście pomiędzy zadaniami musiało być przez Camelot. Mały błąd ale… jeśli chcecie sobie utrudnić zabawę proponuję właśnie w ten sposób 🙂

  6. Mariusz Sztaba

    Caylus tylko 3,5? Zbrodnia 🙂 Może nie najlżejsza czyli w pewien nastrój u graczy musi trafić ale to jedna z najlepszych gier w jakie kiedykolwiek grałem.

  7. Marek Pańczyk

    Jak pisałem, dla mnie też świetna. Ale cóż są gusta i guściki. Połowa osób z ekipy, która była na Działkonie preferuje gry lekkie i dynamiczne. A Caylus nie jest taki 🙂

  8. Marcin Piotrowski

    Widzę że Carcassonne w wersji Castle się podobało. Ja mam akutrat zupełnie odmienne zdanie, tzn. zdecydowanie lepiej gra mi się w podstawkę niż w Castle. To ostatnie jest dla mnie zbyt chaotyczne – podczas gry mam trudności z wizualizacją układu w rzeczywistości i odpowiedzeniu sobie na pytanie czy takie ułożenie ma sens.
    Być może powodem takiej a nie innej oceny jest fakt, że grywałem w to z żoną, której ta gra zupełnei nei przypasowała i grając lekko się nudziła. W podstawkę regularnie przegrywałem (mimo naprawdę świetnych strategii, które sobie opracowywałem ;))), natomiast w Castle regularnie wygrywałem. Ot, taka ciekawostka 🙂

  9. Damian Korczewski

    co do Camelotu dodam moje 3 grosze 🙂 otóż zdarzyło mi się grać w Camelot z błędem – gdy piktowie/sasi pojawili się w liczbie 4 to nie dodawaliśmy do liczby katapult 2 nowych sztuk, tylko istniejącą liczbę katapult mnożyliśmy razy 2 :))) w związku z tym rozgrywki (kilka) miały dosyć ciekawy przebieg, błąd ten kosztował 7-osobową ekipę rycerzy co najmniej 2-krotną porażkę

    zagrajcie sobie tak, polecam ;))))

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

*

10 − five =